endometrioza po cesarskim cięciu

Cesarka opcją bez bólu? On może zacząć się wiele miesięcy później!

Wielu kobietom wydaje się, że cesarka, to takie prostsze rozwiązanie. Inne potrafią wyliczyć miliony wad, takiego przyjścia na świat dziecka. O tej jednej wadzie, mówi się bardzo rzadko, bo i medycyna niewiele na ten temat wie. Dlatego, po dłuższym czasie postanowiłam o tym napisać, mimo  że nie lubię takich tematów. Opowiem Wam moją historię. Może komuś pomogę dokonać ważnego wyboru, jakim jest sposób przyjścia na świat dziecka. A może dzięki tym informacjom jakaś z Was przestanie cierpieć katusze, które ja długo znosiłam bezradnie. Trzeba o tym rozmawiać, bo choć każda z nas, kobiet, powinna mieć pełne prawo do podejmowania wyborów na temat własnego ciała, to niech to będą wybory świadome.

 

Mrożą nas takie opowieści jak „pęknięcie od pochwy do odbytu” przy porodzie naturalnym itp.. Takich horrorów porodowych wysłuchuje każda z nas, bo jakoś tak lubimy nieświadomie siebie nawzajem straszyć. Z kolei o cesarce opowiada się tak, jakby okres rekonwalescencji miał trwać do momentu aż dziecko pójdzie do podstawówki. I ja się bałam. Bardzo. Miałam cesarkę, na którą, przyznam szczerze, liczyłam po cichu przez cały okres trwania ciąży. Los, ostatecznie podjął decyzję za mnie i miałam zabieg w 36 tygodniu, na cito, z powodu zagrożenia życia mojej córki. O tym już kiedyś pisałam – TU – „Gorszy poród?” (klik)

 

Moja operacja trwała długo, bo cesarka bez akcji skurczowej, wykonywana w pośpiechu to nie jest taki zwykły zabieg. Macica się nie obkurczała, mocno krwawiłam, ilość szwów znacznie przekroczyła standardy, a czynności po wyjęciu Blanki trwały ponad 40 minut. To długo jak na cesarskie cięcie. Mimo to, byłam zadowolona. Nie tylko dlatego, że wszystko dobrze się skończyło. Dosyć szybko doszłam do siebie. Może dlatego,  że w dzieciństwie przeżyłam już dwie operacje na brzuchu i ból w miejscu cięcia nie był dla mnie niczym strasznym, ani zaskakującym. Mniej więcej po tygodniu zaczęłam funkcjonować zupełnie normalnie, a w dwa tygodnie po, leciałam dziarskim krokiem „na paznokcie”, czym prędzej, żeby na jak najkrócej rozstać się z moim noworodkiem. To chyba dowodzi, że sama cesarka, w sumie nie taka straszna, jak ją opisują. Trafiał się ból w podbrzuszu, ale tłumaczyłam sobie, że to normalnie, w końcu jestem w połogu.

 

Problemy zaczęły się mniej więcej po rezygnacji z nieudolnego karmienia własnym mlekiem, czyli w jakieś dwa, może trzy miesiące po cesarce. Wróciła miesiączka. Wraz z nią, ból, który określałam jako połogowy nasilił się. Nie był to taki ból, jaki znamy wszystkie i przechodzimy co miesiąc. Ten był trochę jakby piekący, trochę rozsadzający, przypominający nakłuwanie szpilkami, a czasem jakby ktoś naciskał na mocno bolesny siniak. Do tego tradycyjne skurcze miesiączkowe, ale w dużo większym nasileniu, zwłaszcza w tym jednym konkretnym miejscu w podbrzuszu.

 

Bolało podczas śmiania się, podczas kichania. Wstanie z łóżka na mięśniach brzucha, bez podpierania się było niemożliwe. Najbardziej bolało w trakcie miesiączki, ale też na kilka dni przed nią i na kilka dni po. Zdarzało się, że szłam po ulicy zgięta do przodu jak staruszka, bo tak rwało.

 

Konsultowałam sprawę z trzema lekarzami, ginekologami. Rozkładali ręce. Może mam niski próg bólu. Może te szwy po CC tak mnie ciągną. Może zrosty. Może, może, może.

 

Miałam różne czarne wizje. Aż któregoś razu bolało tak mocno, że poszłam na własną rękę na USG jamy brzusznej. „To miejsce, gdzie zgłasza pani bolesność, wygląda mi na endometriozę. Zdarza się po cesarskim cięciu.”.

 

Mniej więcej wiedziałam, co to za cholerstwo, bo na studiach dorabiałam redagując teksty na portal medyczny. To była jedna z tych chorób przy opisywaniu której pomyślałam „osz kur*wa”. Wiele moich znajomych, koleżanek, w ogóle nie wie, że taka choroba istnieje, a tym bardziej, że może przydarzyć się zdrowej dotąd kobiecie, po porodzie operacyjny. Dlatego przytoczę kilka informacji.

 

Endometrium to nic innego, jak tkanka wyścielająca jamę macicy (błona śluzowa jamy macicy). Endometrioza nazywana jest także wędrującą śluzówką. Choroba polega na tym, że ta tkanka, występuje nie tylko tam gdzie powinna, czyli w macicy, ale także w innych miejscach w jamie brzusznej. Ogniska mogą pojawiać się w układzie moczowym, czy pokarmowym. W organizmie występują wówczas jakby dwie miesiączki. Z tymże, ta druga, która jest tam gdzie nie powinna powoduje niezwykłe dolegliwości bólowe.

Szacuje się, że na endometriozę w różnych stadiach, choruje 15% kobiet na całym świecie. Większość ginekologów ma o niej jedynie blade pojęcie. Jest bardzo trudna w diagnozowaniu. Praktycznie nieuleczalna. Zalecza się jedynie objawy choroby, najczęściej za pomocą antykoncepcji hormonalnej. Wówczas owulacja nie występuje, endometrium nie tworzy kolejnych wszczepów i nie złuszcza się. Stosuje się też operacyjne, laparoskopowe usuwanie ognisk endometriozy, które nie gwarantuje, że choroba nie powróci. Wprost przeciwnie, raczej ma się pewność, że powróci.

 

Nie zwlekałam, postanowiłam jak najszybciej umówić się do lekarza, i to takiego, który zna się na rzeczy. W całej Warszawie, godny polecenia specjalista, który zna się na tej tajemniczej chorobie jest, ponoć tylko jeden. Czekałam półtora miesiąca na płatną i to sporo wizytę. Myślałam, że jestem na dobre drodze do happy endu. Przejdę zabieg laparoskopowy i po sprawie. Myliłam się. Lekarz odradził mi usuwanie ognisk, bo „Trzebaby pociąć podbrzusze, jak bagietkę i i tak nie byłoby pewności, że rozcięliśmy nie o milimetr za daleko, coś nie zostanie i nie namnoży się z powrotem.”.

 

Endometrioza po cesarskim cięciu – jak do tego dochodzi?

 

W trakcie porodu operacyjnego, komórki śluzowe jamy macicy mogą przenieść się w inne miejsca w jamie brzusznej. Jest to tym trudniejsze, jeśli zagnieżdżą się w bliźnie, zrostach, albo mówiąc po ludzku, między mięśniami a skórą. Wtedy usunięcie ognisk jest wyjątkowo ciężkie i lekarze zalecają próbę wyczyszczenia tych miejsc, tylko podczas ewentualnej drugiej cesarki.

 

Póki co, ratuje mnie antykoncepcja hormonalna, którą dobierałam jakieś dwa lata. Ból malał, nasilał się, znów malał i tak w kółko. W końcu wybrałam taką przy której okres występuje raz na kilka miesięcy i jest skąpy, więc jest dobrze. Do tego środki rozkurczowe, przeciwbólowe, dobrze dobrana dieta, czasem termofor, albo ciepła kąpiel. Da się z tym funkcjonować. Przynajmniej, z moim przypadkiem.

 

Nie twierdzę, że strach przed porodem naturalnym, mimo tej wiedzy, którą mam teraz, nie naprowadziłby mnie na drogę wyboru cesarskiego cięcia, gdybym miała ponownie być w ciąży. Zwłaszcza, że bałam się głównie tego, że moja niemoc fizyczna, zrobi krzywdę dziecku, a tu wizja endometriozy nie przerazi serca matki. Piszę o tym, bo przeraźliwie dużo kobiet nie wie w ogóle o takiej komplikacji po porodzie operacyjnym. A to nie jest tylko kwestia bólu, bo endometrioza po CC może spowodować wtórną niepłodność, jeśli zagnieździ się w „złym” miejscu. Ja sama nie mam chociażby pewności, jak mój organizm zachowałby się, gdybym odstawiła antykoncepcję i starała się o kolejne dziecko. Jeśli starania trwałyby względnie długo, z każdym kolejnym cyklem, ognisko endometriozy mogłoby się powiększać i dawać coraz gorsze objawy.

 

Warto o tym wszystkim wiedzieć, zwłaszcza w czasach, gdy rośnie liczba cesarek na życzenie. Owszem, z danych wynika, że na świecie wykonuje się coraz więcej porodów operacyjnych, a wraz z nimi maleje śmiertelność okołoporodowa matek i dzieci. Ale nie jest też tak, że cesarka to takie pstryknięcie paluszkami. Hop, mamy dziecko na świecie i po sprawie. Jeśli zdecydujesz się na cesarkę, warto wiedzieć, jak czytać sygnały, które daje nam nasze ciało, by w razie problemów, jak najszybciej sobie pomóc.

 

Powodzenia!

Natalia

 

pasek-do-teksty-1

 

 


O autorze -



Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl