sposób na uparte dziecko

Ten trik wychowawczy w wersji hardcore ratuje skołatane nerwy rodzica :)

Ale uwaga. Ta metoda wymaga odrobiny zdolności aktorskich, sporego poczucia humoru i rozkurczenia mięśni pośladków. Gotowi na wychowawczą rewolucję?

 

W walce o lepsze życie z małym terrorystą próbuję wszystkiego. Uparte dziecko wymaga ciągłych zmian w podejściu.  Swego czasu próbowałam być taka wczuwająca się, dyplomatyczna i o ile to możliwe subtelna, jak to jest teraz modne. Skapitulowałam. Nie można jednak udawać w nieskończoność. 😀 Poza tym pewne metody obróciły się w pewnym momencie przeciwko mnie…

 

sposób na uparte dziecko

 

No bo tak… W mądrych książkach pisali – „Chcesz uniknąć buntów – dawaj wybór.”.  I ja Wam to nawet przekazywałam i polecałam TUTAJ (Sposoby na bunt dwulatka bez psychologicznego pitu pitu), bo działało. Działało na 2 latka. Ale gdy ten wyrósł na 3 latka, zbliżającego się wielkimi krokami do 4-tych urodzin okazało się, że tym oto sposobem wychowałam potwora. 😀 Który zniszczy dorosłego przeciwnika, gdy tylko nie da mu się zadecydować o wyborze sukienki do przedszkola. Ciężko z tym żyć.

 

Ale co zrobić, jak w grę wchodzi uniknięcie afery, dawałam jej ten cholerny wybór, tracąc pierdyliardy minut i  zamartwiając się o własne zęby, które zaciskałam, żeby jakoś ulżyć swemu cierpieniu. Gdy jednak wysoko rozwinięta wyobraźnia zaczęła podsuwać mi obraz pokruszonych od zaciskania jedynek, powiedziałam „dość”.

 

Przyszedł kres mym cierpieniom, bo znacznie zmodyfikowałam trik z dawaniem dziecku wyboru. No dobra, nie będę ściemniać,  że jest tak zawsze, ale chociaż czasami czuję, że to ja kontroluję sytuację, a nie Ona. Bo jak wiadomo dzieci to nieprzewidywalne i bezwzględne typy, kryjące się dla zmyłki pod pucułowatymi policzkami i pachnącymi sianem włoskami. Niby takie kochane i przytulaśne, a  jednak spróbuj rodzicu zrobić coś nie po ich myśli. Zawsze znajdą jakiś sposób by dorosłego omamić, sterroryzować, albo chociaż wyssać energię poprzez konieczność użerania się i wojny na argumenty.

 

W każdym razie, natchnieniem dla mnie była moja guru pozytywnego pastwienia się nad dziećmi, czyli moja własna mama. Skarżyłam jej się kiedyś przez telefon, że Blanka nie chce robić siku przed wyjściem z przedszkola. I za każdym razem, w połowie drogi do domu, nagle przypomina jej się,  że koniecznie musi w krzaczki. Nie bardzo mi się to uśmiechało, zwłaszcza, że mieszkamy na wiecznym placu budowy, gdzie powstaje blok za blokiem i znudzonych panów pracujących na budowie jest u nas jak mrówek w mrowisku. Wypinająca dupsko matka wysadzająca dziecko, to dla nich przyjemne urozmaicenie dnia codziennego. Nie miałam ochoty na takie przedstawienia.

 

W każdym razie, rzeczona mama, poradziła mi, bym zaczęła nosić przy sobie pieluchę. I żebym bez najmniejszych nerwów, irytacji, ale też bez śmiania się (to ten trudniejszy warunek), zapytała Blanię – „Idziesz kochanie zrobić siku, czy zakładamy pieluszkę?”. Mam jeszcze kilka na dnie szafy, więc wygrzebałam pampera i zastosowałam ten pomysł. Oczywiście najpierw upewniłam się, że nikogo nie ma z nami w przedszkolnej szatni, żeby nie zrobić Blani rzeczywistego obciachu. Na szczęście wystarczyła sama jego wizja w jej małej główce. Podziałało! Natychmiastowo i bezpowrotnie, problem namawiania do sikania przed wyjściem minął.

 

Ten sposób przekładam teraz na wiele innych tematów. „Zakładamy tę bluzeczkę, czy wolisz iść w piżamce?”. „Myjemy główkę, czy robimy fryzurę, taką jak mam tata (glaca)?”, „Jedziemy na zakupy po nowe buty (zamiast na plac zabaw), czy robimy dziurkę nożyczkami w starych, żeby się nóżka zmieściła?”. Jest wybór? No pewnie, że jest! Ale wiadomo, że strojnisia piżamy nie wybierze, łysa być nie chce za żadne skarby, a siary z dziurą w butach też nie zniesie. Działa, oj działa!

 

A nawet jak nie podziała, to takie potyczki słowne mogą nieźle rozładować zły humor wkurzonego rodzica. Wystarczy sobie wyobrazić to dziecko w piżamie w przedszkolu i miny cioć. Poziom irytacji spada o połowę. I to już jest główny plus. Ale, ale! Warunek by się powiodło jest jeden. A właściwie dwa. I Ty, i Twoje dziecko, musicie mieć JESZCZE dobre nastroje. Inaczej gwarantuję, ale nie sukces, tylko awanturkę! 😉

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

Bunt trzylatka jest fajniejszy od buntu dwulatka

Stęki Marudy

Kochać to nie zawsze znaczy lubić, miłość matki w IV aktach

 

Bez-nazwy-2


O autorze -



Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl