adaptacja w przedszkolu - jak pomóc dziecku?

5 rzeczy, które chciałabym wiedzieć, gdyby moje dziecko dopiero szło do przedszkola

Blanka jest przedszkolakiem już od 4 miesięcy. Czuję, że weszłam na kolejny etap macierzyństwa, a ona w pełni czerpie z uroków dzieciństwa. Ale na początku byłam, jak dziecko we mgle. I wcale tym jej nie pomagałam. Co chciałabym wiedzieć wtedy, byśmy obydwie mogły spokojniej przeżyć adaptację w przedszkolu?

 

„Proszę Państwa przedstawiam przedszkolaczka. Jesteśmy w trakcie miesiąca adaptacyjnego. Pierwszy tydzień za nami. Zaliczyłam już pierwsze olanie matki i lecenie czym prędzej do dzieci. Przykro mi było, nie powiem. Zaliczyłam płacze przy żegnaniu się „moja mamuuusia, nie, nie”. Serce ściskało. Ale był też płacz przy wychodzeniu „to juuuś?”. No i dziś zobaczyłam pierwszego siniaka nabitego podczas szalonych zabaw, w trakcie których matka nie mogła stać i wciąż asekurować. Co mnie jeszcze „miłego” czeka? Nie oszczędzajcie mnie, niech znam prawdę.„.

 

Tak zrelacjonowałam Wam na fejsie początki naszej adaptacji. Blanka poszła do przedszkola w maju, jak miała 2 lata i 7 miesięcy. Te takie przyzwyczajanie do przedszkola, w moim odczuciu trwało aż miesiąc. A może tylko miesiąc. W każdym razie teraz, przedszkole to już dla nas normalka. Fakt, zdarzają się trudniejsze momenty, np. po urlopie, albo fajnym, rodzinnym weekendzie. Wtedy Blanka zazwyczaj do przedszkola iść nie chce. Ale mimo to, po takim dniu wychodzi pełna pozytywnych wrażeń. Fakt, ma to szczęście, że w przedszkolu jest krótko. Zaprowadzam ją na 9, a odbieram już o 15.30. To, że przedszkole nie jest takim całodziennym przymusem, tylko fajną przygodą wplecioną w każdy dzień, też pewnie nieco nam pomaga. Nie każdy ma taką możliwość. Ale wierzę, że i tak da się uczynić z przedszkola świetną rozrywkę w oczach dziecka, a i ulgę dla rodziców. Co chciałabym usłyszeć od innych mam, gdyby Blanka znów po raz pierwszy szła do przedszkola? 

 

adaptacja w przedszkolu - jak pomóc dziecku?

 

To nie jest żadna krzywda, że dziecko idzie do przedszkola!

 

To po czasie wydaje się zabawne, ale wiele z nas ma takie dylematy. Jeśli dziecko wcześniej było z mamą w domu, albo pod opieką babci, czy niani, to przedszkole wydaje się jakimś stresem dla dziecka. Boimy się o nie. Czy go nikt nie popchnie w zabawie i się nie uderzy? Czy panie przypilnują, by zjadło, bo przecież to taki niejadek? A czy nie będzie się czuło odrzucone przez mamę? A czy sobie poradzi…? No właśnie. Czy my sobie poradzimy z taką ilością rozterek? No musimy. Jeżeli nie zrobimy tego teraz, to z każdym kolejnym rokiem, będzie coraz trudniej, a przecież nie chcemy dla naszego dziecka losu ciamajdy, która na krok się od spódnicy mamusi nie ruszy… Przedszkole to wyjątkowo ważny etap w życiu malucha. Nie tylko dla jego przyszłości, ale też dla tego, co jest tu i teraz. Ile łatwiej jest Blance chociażby w zwykłych kontaktach z dziećmi w piaskownicy teraz, gdy jest przedszkolakiem. Jej zdolności komunikacyjne, w tym rozwój mowy, już w trakcie pierwszego miesiąca posunęły się o jakieś 300%. Co za tym idzie i nasze relacje uległy znacznej poprawie, bo w końcu mam w domu małe dziecko, a nie przerośniętego niemowlaka.

 

Nic nie jest z Tobą nie tak, że Ty nie potrafiłaś, a przedszkole daje radę.

 

Dzieci w grupie normalnieją. Lepiej jedzą, z większą łatwością uczą się jakiś zasad… Ale, ale. Nie ma takiej bajki, żeby to się w pełni przenosiło, na całokształt funkcjonowania malucha. W przedszkolu „ciocia” Basia może pokazać Blani, jak myje się poprawnie ząbki, albo policzyć jej czas tejże czynności. Gdybym ja w domu się na to ośmieliła, zostałaby zrugana za wszystkie czasy. W przedszkolu zje ze smakiem całą porcję kaszy z sosikiem i to z mięskiem, autorstwa genialnej pani kucharki Hani. Gdy w weekend, w domu, ja zrobię to samo – wybrzydza. Life is brutal. Nikt nie mówił, że będzie lekko. Ale z przedszkolem, zdecydowanie jest jednak lżej. 😀 Nie jestem tu wyjątkiem, tą regułę, że przy mamie nawet najgrzeczniejszy przedszkolak, pokazuje różki, potwierdziło mi wiele matek, (nawet nauczycielek wychowania przedszkolnego) więc luz. Nic ze mną nie jest nie tak. Z Tobą też nie!

 

Chęć chodzenia do przedszkola to sinusoida.

 

Blanka na początku była zachwycona przedszkolem, nawet nie oglądała się za mną, gdy wychodziłam. Później zaczęły się schody. Płakała czasami już w połowie drogi na miejsce. Nic złego się jej tam nie działo, wiem to z perspektywy czasu. Po prostu, na początku była zadowolona z zabawy z dziećmi, z nowej sytuacji, ale kiedy stawało się to rutyną, rozstania z mamą, bolały bardziej. To mija. Teraz z chodzeniem do przedszkola nie ma problemu, choć czasem podkówkę zrobi. Zazwyczaj po weekendzie, który fajnie, rodzinnie spędzamy. Ale to najnormalniejsze w świecie. Dorośli też by czasem marzyli, żeby weekendy trwały wiecznie, prawda?

 

Matka musi być twarda za dwoje, albo i troje…

 

Dzieci momentalnie łapią emocje od mamy. Wyczują nasze lęki i obawy i zaczną migusiem histeryzować. Nie ma się co im dziwić. To na nas polegają. Ja na szczęście posłuchałam się wychowawczyni Blanki, która zaleciła szybkie pożegnania z uśmiechem i „ucieczkę” z przedszkola. Nawet jakby miała mi nieco „wyrywać” Blankę z rąk. Działało, kikowałam przez małą szparkę w roletach, że po sekundzie dosłownie uspokajała się i leciała bawić z dziećmi. Raz tylko nie dałam rady i zaczęłyśmy się przytulać. Wtedy Blanki żale trwały duuużo dłużej, a cały dzień była później w przedszkolu markotna. Ciężko się tak uśmiechać i tryskać entuzjazmem, gdy serce się rwie, ale warto. Dla dobra dziecka. A uronić łezkę można po wyjściu. Mi się na początku zdarzyło kilka razy… 😀 Teraz oddycham z ulgą, gdy już ją zaprowadzę i mam luz bluz. To przychodzi z czasem każdej z nas. 😀

 

adaptacja w przedszkolu - jak pomóc dziecku?

 

Dopiero tak naprawdę poznasz swoje dziecko.

 

Ja mogę śmiało powiedzieć, że dopiero, gdy Blanka poszła do przedszkola, tak naprawdę poznałam jej charakter. Zawsze wydawała mi się nad wyraz odważna. Teraz wiem, jak nasze wspólne rozmowy dodają jej tej odwagi, wiem, że ta odwaga płynie trochę ode mnie. To co kiedyś wydawało mi się zwykłym marudzeniem i humorami, teraz często okazuję się, że płynie z lęków, rozterek. O, taki przykład Wam dam. Blanka lubiła chodzić do przedszkola, ale już na spacerkach i placu zabaw płakała, marudziła. Dopiero razem z moją mamą, doszłyśmy do wniosku, że ona się boi, że ja przyjdę i jej nie znajdę na miejscu. Pewnie i bezpiecznie czuła się tylko tam, gdzie ją faktycznie zostawiłam. Dopiero, jak pogadałam z Blanką, problem się skończył. Powiedziałam jej, że ja mam przecież numer telefonu do przedszkolnych cioć i znam rozkład dnia w przedszkolu, co robią o której godzinie. Dodałam też, że mam ustalone, na którą godzinę po nią przychodzę i ciocie na pewno dopilnują, żeby wtedy była na miejscu. Podziałało.

 

Poznajemy się. Dzięki przedszkolu znacznie intensywniej. Sprawdzamy siebie nawzajem w różnych sytuacjach i nasza więź paradoksalnie, mimo, że jesteśmy mniej razem w ciągu dnia, zacieśnia się. To też taka wskazówka do innych mam takich, jak ja. Tych, które mają wolny zawód i pracują z domu, albo zwyczajnie zawodowo zajmują się domem. Przedszkole, nawet w krótkim wymiarze godzin to świetne rozwiązanie. Wbrew pozorom zbliżycie się do siebie, a taka kilkugodzinna tęsknota na linii mama-dziecko wyjdzie wszystkim na dobre.

 

Wszystkiego dobrego w nowym roku przedszkolnym! :)

 

pasek-do-teksty

 

6 prostych trików, dzięki którym wychowasz małego optymistę

 

Bez-nazwy-2



O autorze -



  • U nas początki były trudne, bo syn w kółko chorował i więcej nie chodził, jak chodził, ale teraz idzie już trzeci rok i zastanawiam się, gdzie ten czas się podział 😉

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl