jak urządzić mieszkanie dla rodziny z dzieckiem

4 błędy, które popełniłam urządzając mieszkanie

Gdy gniazdko urządza sobie para, dorosłych ludzi, na wiele rzeczy, które będą im doskwierać, gdy zostaną rodzicami, nie zwracają uwagi. Tak jak my 4 lata temu. Kurde, to już tyle czasu! Niektóre porażki wnętrzarskie popełnia też młoda matka, znudzona prozą życia, pragnąca zmian, a przy tym zamroczona wizją ślicznych wnętrz z Instagrama i Pinteresta. A potem klnie pod nosem w trakcie sprzątania. Jakich błędów bym nie popełniła, gdybym wygrała w Totka i mogła teraz urządzać nowy dom…?

 

Właśnie robię generalne porządki, po okresie letnim, w którym więcej nas w domu nie było, niż byliśmy. Zagraciliśmy nasze mieszkanie do granic możliwości, a rozgardiasz wszedł na wyższy poziom wtajemniczenia i już dawno przestał być artystycznym nieładem, który lubię. Sprzątam więc i rzucam mięsem w myślach, co i rusz, na swą głupotę. Dlatego powstał ten wpis. 😀 Co mnie wkurza w moim mieszkaniu…? Jakbym je urządziła teraz, wiedząc, jak szybko, nieraz chaotycznie i z ciągłym deficytem czasu żyje się w rodzinie z małym dzieckiem…?

 

Cisza jest ważna…

 

I to bardzo! Zwłaszcza, jak się ma dziecko, to ciche wieczory są istotne. Nawet, jak się ma dziecko, takie jak moje, którego nie obudzi głośna impreza u sąsiadów, to jednak pewien rodzaj ciszy jest wymagany. Mówi się, że takiego niemowlaka, to łatwo ululać, gorzej odłożyć do łóżeczka. U nas było jeszcze trudniej. Nawet, jak się Blankę udało odłożyć bez przebudzenia, to cholera wyjść z pokoju nie sposób! Bo podłoga trzeszczy. W dupę rzesz! Jak pomyślę, że kiedyś widziałam w tym dźwięku urok, to mnie krew zalewa. Skradam się non stop. Wieczorem, gdy Blanka zaśnie po bajeczce, skradam się jak złodziej robiąc gigantyczne kroczyska, żeby ilość szmerów przy chodzeniu możliwie zminimalizować. Rankiem, to samo, żeby chociaż kawę wypić spokojnie, bez jej uroczego, ale jakże upierdliwego towarzystwa. Bo tego, że blok obok budują, wiercą, tłuką to nie usłyszy, ale że matka się skrada, to z pewnością. U moich rodziców, gdzie jest parkiet, problemu nie ma. U znajomych, co mają panele, też nie. My mamy deski barlineckie. Odradzam!

 

Na ciemnym… najbrudniej!

 

Dużo się mówi o tym, że jasne pomieszczenia się niepraktyczne przy dzieciach. Nie zgodzę się. Mam w kuchni białe szafki w połysku i najmniejszego z nimi nie ma problemu. Owszem widać, jak się wybrudzą, gdy Blanka np. „pomaga” w gotowaniu obiadku. Ale rachu ciachu, wilgotna ściereczka i po kłopocie. Za to czarne szafki w połysku w łazience (TUTAJ)to istna masakra. Widać każdy odcisk małych paluszków, a jak się je przetrze ściereczką to robią się smugi, które aż dźgają w oczy. Nie pozostaje nic, jak przemyć szafki dokładnie z płynem do mycia szyb. Najlepiej robić to co wieczór, albo w ogóle, co godzinę, żeby były czyste. 😀 Także, czarny połysk zdecydowanie odradzam.

 

Podobnie jest chociażby z dywanami. Wymieniłam jasnoróżowy w Blani pokoju, który okropnie się brudził, na czarny. O zgrozo! Każdy paproch, każdy włosek na nim widać. Ten dywan to moja zmora. Nienawidzę go! Na szczęście kupiłam go w Ikei, za mniej, jak 100 zł, więc niedługo już u nas zabawi.

 

Ale! Jasne też jest do bani

 

Marzyłam o białej, albo kremowej kanapie. Na szczęście nie poczyniłam takowej inwestycji. W zamian za to poprosiłam mamę o uszycie ogromnej narzuty na nasz stary narożnik. I dobrze, bo się z tej bieli wyleczyłam. O ile białe szafki w kuchni są super, o tyle na kanapie jasne barwy się nie sprawdzą. Co chwile mi ktoś coś na tą kanapę wylewa, czymś ją zabrudza. A sama narzuta też nie była dobrym rozwiązaniem. Tzn. bez dziecka by się sprawdziła super. Ale z dzieckiem, jest mega wkurzająca. Co godzinę histerycznie ją poprawiałam i tak czy siak nie wyglądała dobrze. Jedna z Was, moje drogie czytelniczki, odradzała mi ten pomysł z narzutą. Miała rację. Wygląda super, i sprawdziłoby się, ale u bezdzietnych. Ja teraz pracuję nad kwestią nabycia nowej kanapy. 😀 A naszą sofę z narzutą, jeszcze przed wybrudzeniem w pierdyliardzie miejsc możecie zobaczyć w TYM WPISIE.

 

Walka o teren

 

Gdy urządzaliśmy nasze mieszkanie, mieliśmy w planach, że kiedyś będziemy posiadać dziecko. Nie wiedzieć czemu, postanowiłam utknąć te planowane dziecko, w najmniejszym, klitowatym pokoiku (stary pokoik Blanki zobaczycie TU), a sama urządzić sobie z mężem sporą sypialnię. Nie wiem, co ja chciałam, może ganiać się z nim po tej sypialni. W każdym razie, na ganianie się nie mamy przy dziecku siły i czasu… 😀 A Blance bardzo szybko zaczęło brakować miejsca na zabawki, a nawet na nowe, łóżeczko starszaka. Trzeba więc było robić całą operację zamiany pokoi, przemalowania różowej tapety na biało. Kupa zachodu, pierdzielnik w całym domu. Dziś już wiem, że ciasna sypialnia rodziców jest jeszcze przytulniejsza, a dziecko i jego wszechogarniająca ekspansja potrzebują dużo terenu. A naszą malutką sypialnię, powstałą w miejscu dawnego pokoiku dziecięcego zobaczycie TU.

 

I tyle. Coś dodacie do mojej listy?

 

pasek-do-teksty

 

Bez-nazwy-2

 

 

 

 

 


O autorze -



  • Widzę, że mamy podobne klimaty, bo ja też od kilku dni zagrzebana jestem w odgruzowywaniu domu i gruntownych porządkach :) Jestem jakoś na półmetku i z jednej strony jestem wykończona, a z drugiej zachwycona efektami :)

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl