wtrącanie się obcych w wychowanie dziecka

Jeśli jeszcze raz, jakaś obca starucha wtrąci się w wychowanie mojego dziecka…

Jakiś czas temu byłam świadkiem sytuacji, która wmurowała mnie w ziemię. Już od dawna wiedziałam, że wychowanie dziecka, to nie lada wyzwanie, także ze względu na kłody rzucane pod nogi przez otoczenie… Ale nie spodziewałam się, że ludzka bezczelność, brak wyobraźni, jakiejkolwiek empatii, taktu i chociażby rozumu może tak zajść za skórę.

 

Mam wrażenie, że świat w dzisiejszych czasach oszalał. Z rzeczywistości lat 80-tych i 90-tych, w której to dziecko często było uznawane za takiego trochę, nie bójmy się tego tak ująć, „podczłowieka”, z filozofii typu „co wolno wojewodzie, to nie tobie, smrodzie”, przeszliśmy nagle, to kultu dziecka. Ze skrajności, w skrajność. W jednym i w drugim przypadku, przesada, może okazać się zgubna i krzywdząca. Dziecko to teraz, „nadczłowiek”. Społeczeństwo, tak bardzo skupia się na uczuciach dziecka, na jego emocjach, że zafiksowuje się na jakąś nagonkę na matki, rodziców. Wytykamy sobie non stop błędy, a dzieci, to takie trochę dobra narodowe. Wielu oszołomów uważa, że może rościć sobie prawa, do pouczania w wychowywaniu, do ingerowania w jakieś totalne niuanse. Szkoda, tylko, że tam, gdzie naprawdę dzieją się straszne rzeczy, nikt nic nie widzi, każdy ma klapki na oczach i  w ogóle głowę chowa w piasek… Ale po kolei. Najpierw dam Wam kilka przykładów.

 

wtrącanie się obcych w wychowanie dziecka

 

Jak reagować na wtrącanie się obcych w wychowanie dziecka?

 

Szłam sobie po Blanusię do przedszkola. Ledwo co wyszłam z naszego zamkniętego osiedla. Uliczka przy lesie, godziny spokojne, jeszcze przed powrotami z pracy, zero aut na drodze. Z naprzeciwka szły dwie matki z dziećmi. Znam je z widzenia, bo mieszkają w bloku obok. Obydwie mają po dwoje dzieci. 2-3 latki i niemowlaki. Jeden starszak siedział sobie w wózku, w nogach u śpiącej siostry. Druga mama, pchała wózek z samym maluchem i co jakiś czas odwracała się do tyłu. Kilka metrów za nią szedł niezadowolony synek. Darł się, jak obdzierany ze skóry. Dopiero co minęli pasaż ze sklepikami, cukierniami i automatami po 2 zł, z rozmowy wywnioskować można było, że ewidentnie, chciał coś wymusić. Znam to z autopsji. W tamtym miejscu, sama często miewałam różne spięcia z Blanką.

 

Nagle z prostopadłej uliczki wynurzyła się kobieta, na oko 60- latka. I zaczęła krzyczeć na matkę chłopca – „Co pani robi? Proszę natychmiast przytulić dziecko! Jak się pani zachowuje?”. Zaznaczę tylko, że matka nie krzyczała na syna, nie szarpała go. Odwracała się co chwilę, czy za nią idzie, czy nic mu nie jest. Parę razy rzuciła też pobłażliwie „Uspokój się już. Idziemy na plac zabaw, idziesz?”, „Niedawno byłeś chory, nie możesz lodów jeść”. Nie zwracając uwagi na upominania tej starszej kobiety, obydwie matki szły dalej.

 

W końcu, ta zaczepiająca, sięgnęła do torebki, wyciągnęła telefon i krzyknęła…

 

„Jak go zaraz pani nie przytuli to dzwonię po policję”.

 

No zamarłam, widziałam w oczach matki chłopca, ze osłupiała podobnie, jak ja. Stara już przykładała telefon do ucha, gdy koleżanka oskarżanej matki wrzasnęła – „A dzwoń głupia babo! 997! Ja też zadzwonię, że ludzi zaczepiasz. Drewnica blisko (szpital psychiatryczny). Tu się dziecku krzywda nie dzieje.”. W tej samej chwili, kobieta schowała telefon i poszła w drugą stronę. Gdy minęłam się z sąsiadkami, popatrzyłam tylko na tą pyskatą, niby nie zamieszaną w spór, z podziwem, a na tą drugą, ze współczuciem, bo po akcji z „babcią”, jej synek zaczął histeryzować jeszcze mocniej, jakby uważał, że rzeczywiście należy mu się coś, najprawdopodobniej te lody, czego mama nie chce mu dać, bo jest podła.

 

wtrącanie się obcych w wychowanie dziecka

 

Takie zaczepki i pouczanie matki przy dziecku, przez obce osoby, nie mogą skończyć się dobrze.

 

Dziecko, albo utwierdzi się w swoich roszczeniach, albo zwyczajnie się przestraszy.

 

Tak było z Blanką, kiedy w centrum handlowym, jechała wózkiem – samochodzikiem i w pewnym momencie zwykła jazda jej się znudziła, chciała wychodzić, nie przez drzwi, a przez okienko. To było, jakiś rok temu, więc była jeszcze na tyle mało sprawna, że z pewnością by się poturbowała. Zabroniłam jej takich hopsztosów. Jak to dwulatek, zaczęła się buntować, płakać  histerycznie i pokładać się na siedzeniu w samochodziku.

 

Te lamenty wyglądały tak teatralnie, że stałyśmy nad nią z moją mamą i zwyczajnie się śmiałyśmy. Nagle podeszła do nas kobieta, mniej więcej równolatka mojej mamy i uderzyła do nas z pretensjami „Co panie robicie? Dziecko wypadnie!”. Nachyliła się do samochodzika, jakby chciała Blankę nam zabrać. Miała w głosie tyle pretensji, agresji, że rzeczywiście, przez moment poczułam się, jak najgorsza matka na świecie. I pewnie, gdyby nie reakcja Blanki, konflikt z babą by się zaognił. Ale mała momentalnie przestała płakać, wyszła z autka i rzuciła mi się przestraszona na ręce. Później mi z tych rąk nie schodziła dobre pół godziny, a to nie w jej stylu. Nic do baby nie powiedziałam, bo byłam zwyczajnie zszokowana, że ktoś może mnie oskarżać o złą opiekę nad córką, w momencie, gdy nic złego nie robię, a dziecku nic nie zagraża.

 

Teraz mam już więcej pewności siebie i pewnie niedługo zacznę reagować tak, jakbym chciała, czyli tak jak ta sąsiadka z niewyparzoną buzią. Tak trzeba. Dla bezczelnych, trzeba być bezczelnym, dla chamów, chamem, a wobec nieobliczalnych oszołomów, trzeba się zachowywać z impetem, bo inaczej wejdą nam na głowy.

 

Dużo się teraz mówi, o różnych okrucieństwach tego świata. Zwraca się uwagę, na to, by być społecznie świadomym. Ale niektórzy chyba biorą to zbyt dosłownie. Albo przekuwają to, w zielone światło dla wtrącania się w życie innych.

Niestety, najczęściej nie tam, gdzie jest to rzeczywiście potrzebne. Oby takie osoby, miały tak samo dużo odwagi i determinacji, by interweniować w sytuacjach prawdziwego zagrożenia dla dzieci, a nie tylko tam, gdzie można się na kimś wyżyć, albo z kimś pokłócić.

 

wtrącanie się obcych w wychowanie dziecka

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

No nie przesadzajmy! Macierzyństwo to nie droga do wniebowstąpienia!

Kochać, to nie zawsze znaczy lubić – miłość matki w IV aktach

Pod osłoną rodzicielstwa bliskości uczymy dzieci egoizmu i braku empatii?

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2

 

 


O autorze -



  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Amen. Mam dokładnie takie samo zdanie – i nawet o jednym podobnym babsztylu ostatnio u siebie pisałam. Moja cierpliwość też ma swoje granice – i jak doświadczam zbyt intensywnej inwazji i chamstwa to zaczynam reagować tak samo.

  • Niestety, ja zauważam, ze obecnie jest tak, że ludzie reagują kiedy nie powinni, a kiedy powinni, to nikt nic nie widzi i nie słyszy :/

  • Ocenianie matek weszło już na wyższy level. I jest dokładnie jak piszesz, że wpadliśmy z skrajności w skrajność. Teraz często traktuje się dziecko jak jajko. A najgorsze jest to, że ludzie są na tyle bezczelni, że bezpodstawnie atakują matki. :)

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl