sposoby na chorobę lokomocyjną

600 km, dziecko i polskie drogi… Czyli, jak prawie zwariowaliśmy podczas ostatniej rodzinnej podróży.

Na wakacjach jest po czym odpoczywać. Nie tam, że po pracy, codziennym kieracie… Najbardziej to trzeba odpocząć po podróży z dzieckiem. Nie będę owijać w bawełnę. To żadna przyjemność. Ale mogłoby być gorzej, gdyby nie…

 

Policzyłam główne trasy, które Blania przemierzyła samochodem. Licząc tylko te wakacyjne, feryjne i odwiedziny u rodziny i znajomych wyszło mi ponad 17 tysięcy kilometrów. Jest moc! To dystans, przy którym spokojnie mogłaby w linii prostej przybyć do Australii, a nawet do Nowej Zelandii . Szacun dla niej, zwłaszcza, że dopiero za 2 miesiące kończy 3 lata.

 

komfort dziecka w podróży

 

przydatne rzeczy w podróży z dzieckiem

 

I tak jak kiedyś często chwaliłam się, że z mojego dziecka to taki obieżyświat i w ogóle, że uwielbia podróżować, tak teraz stwierdzam, że lekko nie jest. Z mojego poprzedniego wpisu, w tematyce podróżowania, i naszych doświadczeń sprzed półtora roku, pozostało niewiele. To co wtedy się sprawdzało perfekcyjnie (zobacz TU – „8 patentów na przyjemną podróż z dzieckiem” ), dziś mogłoby być fatalne w skutkach. A to dlatego, że Blanusia podrosła i zaczęła nam się robić wrażliwsza pod kątem tzw. choroby lokomocyjnej.

 

Jak na razie, tylko raz mieliśmy prawdziwy cyrk z tą przypadłością. Oj było ostro. Po zajechaniu na miejsce czekało nas pranie fotelika i inne tego typu przyjemności, które z pewnością jeszcze bardziej niefajne były dla Blanki. Teraz już wiemy, jak się z nią obchodzić i jedyne co musimy znosić, to pytania i narzekania. „Dajeko jeście, ci bliśko?”, „Cioś się dzieje z Nanusią, zatsimać sie, ziobacić!”. Strasznie nam przykro tego słuchać. Człowiek, by chętnie wziął wszelkie niedogodności podróży na siebie.

 

sposoby na chorobę lokomocyjną

 

sposoby na chorobę lokomocyjną

 

Ale się nie da. A frajda z bycia razem i słodkiego urlopowania w górach, czy nad morzem jest wielka. Więc warto opracować kilka sposobów, by jak najbardziej zminimalizować złe samopoczucie u malucha. Tak, by skończyło się na lekkich zawrotach głowy i nieznacznych nudnościach, a nie na prawdziwym koszmarze podróżowania z chorobą lokomocyjną, który źle nastawi malucha i odbierze mu całą przyjemność z jechania na wakacje.

 

Dlatego sięgnęłam do własnej pamięci, bo musicie wiedzieć, że temat znam z autopsji. Właściwie choroba lokomocyjna do dziś mi całkiem nie przeszła. Podobno niektóre dzieci z tego wyrastają, innym zostaje do końca życia, tylko w mniejszym stopniu. Przeczytałam też kilka mądrych artykułów w Internetach i mam kilka sposobów by cała rodzina zniosła podróż z godnością i bez większych uszczerbków na zdrowiu u psychice. 😀

 

Jak pomóc małemu podróżnikowi z chorobą lokomocyjną?

 

  • Podróż nad ranem, w okolicach drzemki lub pod wieczór. To jest już połowa sukcesu. Gdy dziecko prześpi część podróży może nawet nie zauważyć dyskomfortu. Wyruszenie w drogę nad ranem, dajmy na to o 4-5 lub wieczorem, po 18-19 ma też dodatkowy plus – jest chłodno i rześko. Z kolei palące słońce, w godzinach okołopołudniowych wzmaga złe samopoczucie malucha. Może dać się we znaki nawet w klimatyzowanym aucie.
  • Warto czymś zasłonić szybę koło dziecka. Chociażby ręcznikiem. Patrzenie w bok i migające pejzaże potęgują odczucia nudności i zawrotów głowy.
  • Jedzenie i picie w samochodzie może skończyć się źle. To samo tyczy się wsadzenia dopiero co najedzonego malucha do auta. Nie polecam tego przeżycia. Po zjedzeniu dziecko powinno odczekać co najmniej pół godziny-godzinę. Ja podaję Blance tylko np. suchą bułkę i wodę. W grę nie wchodzi już podjadanie w trakcie podróży, które kiedyś ją koiło. Ale uwaga! Jazda całkiem na pusty żołądek może podziałać na dziecko podobnie, co przejedzenie w trakcie podróży.
  • Niestety, musieliśmy odstawić też książeczki i tableta, który kiedyś zawsze zabawiał Blankę w podróży. Teraz, śpiewamy piosenki, gadamy, żeby umilić jej czas. Zaangażowanie rodzica musi być zdecydowanie większe. No chyba, że wolicie w kółko słuchać „nuuudzi mi się”.
  • Na wszelki wypadek warto mieć przy sobie czyste ubranko na zmianę, torebki foliowe.
  • Przed podróżą można podać dziecku środek zawierający imbir – zdecydowanie zmniejsza nudności.
  • Wybierajcie taką trasę, by było jak najmniej zakrętów i nierównej nawierzchni. Nasza Blania na autostradzie nie narzeka prawie wcale. Ale już na mniejszych, krętych drogach, podróż staje się dla niej nie do zniesienia.

 

woda oczyszczająca bez spłukiwania Mustela

 

komfort dziecka w podróży

 

  • Jeśli jest bardzo źle, z pewnością pomoże umieszczenie małego podróżnika na przednim siedzeniu. Tam mniej „buja” i zdecydowanie lepiej znosi się podróż.
  • Ubranie dziecka należy ograniczyć do minimum. T-shirt i majtasy latem w zupełności wystarczą. Nic nie będzie ograniczać ruchów, uwierać.
  • Dziecko powinno czuć się rześko i świeżo. To zminimalizuje uczucie dyskomfortu. Zawsze mam przy sobie wilgotne chusteczki, by odświeżyć skórę Blani. Przydają się też w sytuacjach awaryjnych. Pod tym kątem, absolutnym hitem naszej ostatniej podróży stały się dwa produkty od Musteli – chusteczki do twarzy i nade wszystko, woda oczyszczająca bez spłukiwania.

 

przydatne rzeczy w podróży z dzieckiem

 

woda oczyszczająca bez spłukiwania Mustela

 

Jak dbać o komfort malucha podczas podróży?

 

Zachowanie uczucia świeżości, „oddychania” skóry, bez lepienia się i zanieczyszczeń zdecydowanie poprawia samopoczucie nie tylko malucha, ale i dorosłego. Nie wiem, jak Wy, ale ja zawsze gdy w podróży chociażby umyję ręce, czuję się lepiej. Tyle tylko, że ciężko jest w trasie o taki komfort.  Do toalet na autostradzie kolejki, czystość nie zawsze jest na zadowalającym poziomie. Nie mówiąc już o podróżowaniu poza głównymi drogami…

 

Tym razem jednak przyszła nam z pomocą Mustela ze swoją fenomenalną wodą oczyszczającą bez spłukiwania. Jej użycie, to jak umycie skóry niezłym płynem i dodatkowo pokremowanie. Byłam zachwycona efektem. Blanka też. Woda zawiera 98% składników pochodzenia naturalnego. Skórę oczyszczają wyciągi z liści i korzeni mydlnicy lekarskiej. Dzięki nim także skóra nie jest wysuszona, o co nie trudno podczas podróży w klimatyzowanym aucie. Zmęczoną skórę ukoi wyciąg z aloesu, alantoina wygładzi, jak po zastosowaniu balsamu. A do tego Avocado Perseose, chroniony patentem naturalny składnik aktywny wzmocni barierę skórną i świetnie ją nawilży. Po zastosowaniu skóra „oddycha”, przyjemnie pachnie i nie klei się.

 

woda oczyszczająca bez spłukiwania Mustela

 

Gwarantuję odświeżenie i orzeźwienie! Sama czułam się o niebo lepiej, po użyciu tego kosmetyku. Już zawsze będzie w naszym bagażu podręcznym. Aż żałuję, że nie miałam go ze sobą w momencie, gdy w dość spektakularny sposób dowiedzieliśmy się o tym, że Blanka ma chorobę lokomocyjną. Pomógłby, oj bardzo. Co ważne, woda oczyszczająca bardzo przyda się też mamom młodszych dzieciaczków, nawet tych, które komfortowo znoszą podróż. Będzie idealna do odświeżenia okolic pieluszkowych, które w upalne dni często bywają podrażnione, a regularna pielęgnacja uchroni przed wysypką, czy potówkami.

 

Ze sobą mieliśmy też chusteczki oczyszczające do twarzy, które bardzo przypadły do gustu Blance, bo mogła całkiem sama z nich korzystać i dokonać pielęgnacji. A że jest już w wieku nakręcania się na samodzielność, więc były jak znalazł. Mała wymyśliła sobie nawet niezłą zabawę, robiła „demakijaż”, jak mama. Chusteczki mają bardzo podobny do wody oczyszczającej skład. Zawierają dodatkowo glicerynę pochodzenia naturalnego, która chroni skórę przed utratą wody. Są niezwykle delikatne i sprawdzą się nawet u najmłodszych dzieci.

 

woda oczyszczająca bez spłukiwania Mustela

A Wy, jak pomagacie źle znoszącym podróż maluchom?

 

pasek-do-teksty

Bez-nazwy-2


O autorze -



  • U nas akurat 3 latka w podróży jest super, gorzej z 8 miesięcznym synkiem który jak nie śpi szybko się niecierpliwi i nie bardzo da się go zagadać czy zabawić

    • No to jest problem. My w tamtym okresie ratowaliśmy się tabletem i pioseneczkami dla dzieci z animacją. Pomagało ekstra. Plus jakieś chrupidło i już godzina z głowy bez narzekania. :)

  • My, jadąc nad morze mieliśmy do przejechania dokładnie całą Polskę, od granicy południowej do północnej i obawiałam się tej podróży, ale przebiegła rewelacyjnie i jedyną niedogodnością było to, że gdzieś za Gorzowem trafiliśmy na drogę ekspresową, która biegła ponad 100km bez żadnego zjazdu i nie było jak zatrzymać się na papierosa 😉

    • Haha, za tą normalność lubię Cię najbardziej. 😀 :* Matka też ma swoje potrzeby! 😉 Swoją drogą, to daleko mieliście… Podziwiam!

      • Miło słyszeć 😉 :*
        Daleko, to prawda, dlatego trudno nam się wybrać, ale było warto :)

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl