jak nie zwariować z dwulatkiem

2 gadżety, dzięki którym zlikwidujesz bunt dwulatka

Bunt dwulatka, bunt trzylatka, czterolatka i tak do usranej śmierci chyba… Sposobów na ujarzmienie tych histerii, fali roszczeń, jęków i stęków jest wiele. Co więcej – one działają! Ale są o kant dupy, w momencie, gdy to my matki, nie dajemy już rady psychicznie i najchętniej byśmy położyły się koło rozwrzeszczanego malucha na podłodze i darły się jeszcze głośniej od niego.

 

Zaczęłam z grubej rury, ale cóż. Taka jest prawda. Niech pierwsza rzuci kamieniem ta, która wychowała dziecko i choć raz nie miała go po dziurki w nosie. Oszaleć można czasami z tymi naszymi dzieciakami, które wiadomo, i tak kocha się nad życie… Ale z reguły chociaż raz w tygodniu miałoby się ochotę posiadać jakiś magiczny przycisk z możliwością naciśnięcie pauzy i zwyczajnie zrelaksowania się. 😀 Prawda? No pewnie, że tak. Kto miałby bezustannie siły, zapał i entuzjazm, by wymyślać pierdyliard razy dziennie różne bajery, opowiastki, tylko po to, by np. w miarę szybko wyjść z domu. Bo hrabia, czy hrabina mają akurat inną wizję spędzenia czasu. 😀 Te bajery działają. Już o nich pisałam tutaj i szczerze polecam tym, których poziom irytacji jest jeszcze dość niski – 7 sposobów na bunt dwulatka bez psychologicznego pitu, pitu (klik) 

 

Ciężko zachować zimną krew i mieć przyklejony uśmiech do ust. Choć kochamy nasze dzieci miłością bezgraniczną, to normalne jest, że czasami ich nie lubimy. A kto tak nie ma, to niech nie mówi „hop” i nie chwali dnia przed zachodem słońca. O tej emocjonalnej sinusoidzie też już Wam kiedyś pisałam tu – Kochać to nie zawsze znaczy lubić – miłość matki w IV aktach (klik)

 

To jak już mamy ustalone, że trudno jest być ciągle pozytywnie nastawioną do buntów, jak już mamy omówione, że dzień z maluchem w złym nastroju jest dużo gorszy od posiadania PSM-sa w ciąży (kurcze takie zjawisko i tak byłoby kiepskie, a okazuje się, że może być gorzej), to przejdźmy do konkretów. 😀 Dość już mam wysłuchiwania, tego, co matka może zrobić z sobą, jak udoskonalić swoje podejście, by zminimalizować użeranie się z dzieckiem. Tak jakby matka to jakiś robot był, co go można ustawić na pozytywne myślenie i nieskończony entuzjazm.

 

Melisa już nie działa

 

Właściwie to do napisania tego wpisu, natchnęła mnie historyjka z życia wzięta. Z życia podwórkowego. Nie jestem jakoś bardzo zaawansowana w piaskownicowym życiu towarzyskim. W każdym razie, przysłuchałam się ostatnio rozmowie dwóch podwórkowych mamuś – psiapsiółek i już poczułam, że mimo wszystko je lubię. Miałam nawet ochotę podejść do jednej z nich, dać jej przytulasa i powiedzieć „Hej, nie przejmuj się, też tak mam!”. 😀 Dzieliła się właśnie z koleżanką historiami o tych buntach u swojej córeczki i skwitowała wszystko tak: „Jestem już podłamana, te zwykłe melisy czy ziołowe tabletki przestały działać.”. Może to podłe, ale poczułam się dzięki temu lepiej. Był to dla mnie znak, że nie jestem jedyna, co się wkurza i jest chwilami u granic wytrzymałości.

 

I tak zaczęłam myśleć o tym, co my, matki, możemy zrobić dla siebie, by przetrwać te bunty. Wyszły z tego 2 triki, które z pewnością pomogą. Tylko, czy jesteście na tyle odważne by je zastosować? 😀 No w każdym razie sama myśl o nich, poprawi Wam nastrój. Wizualizacja, to czasem klucz do sukcesu.

 

jak nie zwariować z dwulatkiem

 

Wycisz siebie i je też…

 

Mute. Ta funkcja w pilocie do telewizora służy mi, gdy Blanka drze się przez pół mieszkania, bym jej coś podała. Wprowadza ona odrobinę spokoju. Wrzaski dziecka i lecące w tle 4funTV, to nie jest dobre połączenie. Idąc tym tropem, gdyby tak wyciszyć też dziecko, to w ogóle byłoby bosko. No niby się nie da. Ale od czego są… apteki. Można tam kupić, i to bez recepty, takie cudo, co się nazywa „zatyczki do uszu”. Skoro psychologowie twierdzą, że na dzieci działa spokój, to wkładając do uszu zatyczki, negatywne bodźce do matki nie dotrą. Będzie mogła się tylko uśmiechać. Jej piękny uśmiech od ucha do ucha złagodzi dziecięce nerwy. A jak nie to… Matka i tak nic nie usłyszy. Chilloucik!

 

Czego oczy nie widza tego, sercu nie żal!

 

Co tu dużo ukrywać. Dwulatka czasami nie trzeba słyszeć, wystarczy widzieć, by ręce opadły. No ale, ale! I na to znajdzie się sposób. Istnieje taki gadżet, niby do spania, który matki mogą wykorzystać do własnych celów. Ten gadżet to takie miękkie okularki, co dzięki nim światło nie przeszkadza w spaniu. Wyobraź sobie. Te okularki na oczy, zatyczki w uszach i pozostaje tylko uśmiech. Uśmiech ukoi malucha. A jak nie, to i tak żadna dla Ciebie różnica. I tak tego nie zobaczysz, ani nie usłyszysz.

 

Chyba muszę podzielić się tymi spostrzeżeniami ze zdołowaną sąsiadką. 😀 To jak? Następnym razem ruszamy na nietypowy shopping?

 

pasek-do-teksty

 


O autorze -



  • No świetne te gadżety Natalia! 😀 Chyba muszę na zakupy jechać do apteki 😀 Teraz to szczególnie ich potrzebuję, bo u mnie mały potworek mieszka 😀

    • Ja już stosuję. Na noc. Przynajmniej się wysypiam bo jej gadanie przez sen mnie nie budzi. 😀 Mam więcej w tedy cierpliwości w dzień. 😀

  • U nas na szczęście, kiedy syn zbliża się do szóstego roku życia, bunty jakoś osłabły :)

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl