kłótnie rodziców przy dzieciach

Kłócimy się przy córce. Dlaczego uważam, że to dobrze?

Jesteśmy jak głośna i charakterna włoska rodzina. Czasami mam wrażenie, że bardziej szurnięta niż w najbardziej przerysowanych filmach. Siłą rzeczy więc kłócimy się przy Blance. A kłótnie rodziców przy dzieciach są w dzisiejszych czasach uznawane za niedopuszczalne. Czy rzeczywiście aż tak szkodzą? I czy można je obrócić na korzyść dla dziecka?

 

W niczym nie przypominamy modnych dziś rodzin, w których wszystko jest wyważone, przemyślane, stonowane, sprawdzone w najnowszych poradnikach, albo skonsultowane z terapeutą. U nas jest żywioł. Po wielkiej burzy, bardzo szybko wychodzi piękne słońce.

 

Dla zdrowia wątroby…

 

I paradoksalnie, im mniej kombinujemy, tym lepiej nam się żyje. Atmosfera się oczyszcza, nic nikomu nie leży na wątrobie. Ba, gdzieś kiedyś nawet czytałam, że z takimi temperamentami mamy dużo większe szanse na zdrowe życie, bo nic nie zżera nas od środka. 😀

 

Scenariusz jest zawsze ten sam. Irytacja na coś rośnie, aż się przysłowiowy dzban przelewa. Kończy się na „wymianie zdań”, którą mniej znający nas obserwatorzy uznają, za początek szumnej sprawy rozwodowej. Jakież jest ich zdziwienie, gdy po pięciu minutach dajemy sobie buziaki i patrzymy na siebie maślanymi oczami. 😀 Pamiętam naszą największą kłótnię. Po wszystkim okazało się, że byłam już z Blanką w ciąży. Poszło o piach w przedpokoju i o to, że Tomek nie wyciera butów. 😀 A nie, jeszcze większa „awanturka” była o zostawianie torebek po herbacie w zlewie do „obcieknięcia”. No masakra, irytujące jak nie wiem. 😀

 

Zaczyna się zawsze podobnie. Moim czepianiem się, gderaniem, takim babskim, zazwyczaj w „te dni”. Potem jest jego odszczekiwanie, swoją drogą cała jego rodzina mówiła mi te 8 lat temu, jak się poznaliśmy, że jest krnąbrny i uparty. Nie odstraszyło mnie to. Ciągnie swój do swego.

 

Więc jak już mi odpysknie, to mam ochotę go zabić, ale odkładam to na potem, bo w sumie to go nawet kocham, tego mojego męża. Mimo, że jest tak szalenie wkurzający. 😀 Sprawa przeciąga się jeszcze o kwestię tego kto ma ostatnie zdanie. Zazwyczaj kończy ta osoba, która powie coś niemiłego pod nosem, ulży sobie po cichu, a ta druga myśli, że wygrała, bo to ona rzuciła ten ostatni tekst. 😀 Zazwyczaj to ja myślę, że wygrywam, a tamten szepcze pod nosem. Podły. 😀 Nie raz już usłyszałam, co gada i nie wiedziałam, czy śmiać się, płakać, czy może mu przywalić wałkiem, albo jakąś inną chochlą. 😀

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

Dziecko to człowiek i też ma swój charakter. Czasem, nawet „charakterek”…

 

Można by rzec, że to nas wcale nie usprawiedliwia. To, że my mamy furiackie charaktery i jesteśmy, jak ogień i oliwa, nie znaczy, że dziecko – delikatne i bezbronne, dobrze się czuje obserwując konflikty rodziców. Wiadomo, że nie jest wtedy w siódmym niebie. Ale dziecko nie jest głupie. Nie trzeba się kłócić, żeby wyczuło złą atmosferę. Wiadomo, trzeba się hamować i dozować dziecku wrażenia. Kłótnia, czy ostra wymiana zdań, to nie to samo, co awantura.

 

Obserwuję naszą Blanusię i widzę, że gorzej znosi, ja się raz od wielkiego dzwonu, w drodze wyjątku, mama z tatą na siebie poobrażają i siedzą w osobnych pokojach, niż jak hukną na siebie raz czy dwa i po krótkim czasie wszystko jest fajnie, atmosfera się oczyszcza. Już Wam kiedyś pisałam o tych dziecięcych emocjach, które obserwuję u córki w tym wpisie – „No nie przesadzajmy! Macierzyństwo to nie droga do wniebowstąpienia…”

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

Każda rodzina ma jakiś swój styl bycia, każde dziecko ma swój charakter i nie można uogólniać, dzielić jakoś odgórnie zachowań rodzicielskich na „właściwe” i „niewłaściwe”. Różni rodzice i różne dzieci mają różne temperamenty. To, co nie obejdzie jednego dziecka, inne może okropnie zranić.

 

Tak samo jak niejedną żonę, czy męża bardziej zranią długie „ciche dni”, niż krótka kłótnia, tak samo są dzieci, które nie będą szczęśliwe w pozornym spokoju. Momentalnie wyczują „gęstą” atmosferę. No a przecież nie oszukujmy się, nie da się w małżeństwie wiecznie do siebie uśmiechać i wcale nie wchodzić w konflikty, tylko dlatego, że jest się rodzicami. Możnaby zwariować od takiego udawania.

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

warszawskie ZOO

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

Blanka ma wyjątkowo podobny temperament do nas. W sumie, to nie ma po kim być inna. Bo oprócz tego, że my jej rodzice, zdecydowanie nie stanowimy dowodu na to, że niby przeciwieństwa się przyciągają, to jeszcze dziadkowie z jednej i drugiej strony to takie „prototypy” naszego małżeństwa. 😀 Wiadomo więc, nasza córka została zdominowana przez silne geny. :)

 

Jaka mać, taka nać. 😀

 

W naszych rodzinnych domach, rodzice nie skrywali konfliktów. I cholernie im za to dziękuję. Dziękuję moim teściom, a zwłaszcza teściówce, za to, że nie kreowała się na świętą ze stalowymi nerwami. Wraz z biegiem wspólnych lat z moim mężem i naszych rozmów po tych sprzeczkach, widzę ile mądrości z tego wyciągnął. Jak udało mu się w pewnym sensie, na ile to możliwe dla męskich zdolności empatycznych, zgłębić kobiecą psychikę i uczucia.

 

DSC_0312

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

Sama też cieszę się, że byłam świadkiem konfliktów własnych rodziców. Bo to nie tylko pozwoliło mi zwrócić uwagę na pewne kwestie i błędy. Ale też dało mi lekcję na całe życie. Że małżeństwo to nie ciągłe trzymanie się za rączkę i amory, ale ciężka praca, wzloty i upadki, walka, ale i kompromisy. Dziękuję też mojemu tacie, że nie udawał niedoścignionego ideału, bo może do dziś szukałabym tego swojego perfekcyjnego. A po czasie okazałoby się, że takiego nie ma, tylko żyłam w rodzinnej ściemie. 😀

 

Albo przeżyłabym jeszcze w czasach nastoletnich ciężki szok. Och, ileż ja miałam koleżanek i kolegów, z takich „idealnych” rodzin. Rodzice się nie kłócili, nawet na wywiadówki razem chadzali. A nagle jeb! Okazuje się, że się rozwodzą. To dopiero jest trauma, a nie jakieś tam kłótnie, o to, że jedno drugiemu mandarynki zjadło z talerza. Swoją drogą tematy kłótni moich „staruszków” były równie absurdalne co nasze. 😀

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

DSC_0226

 

Stabilizacja, to nie knebel w gębie.

 

Ale wiecie co? Jest jeden ważny warunek, by w tym całym szaleństwie zachować rodzinne szczęście. Jest jedno ALE, za sprawą którego, obydwoje z Tomkiem uważamy nasze dziecięce czasy, za szczęśliwe i z powodu którego powielamy pewne schematy. To poczucie bezpieczeństwa i wbrew pozorom, jakiegoś szacunku dla tego życiowego partnera. Tak samo, jak kiedyś nasi rodzice, my nie przekraczamy pewnych granic.

 

Nikt nigdy, nie spiernicza z domu, „do mamusi”, jak coś mu nie pasuje. Ani nie wychodzi na piwo z kolegami, żeby nie patrzeć na wkurzającą żonę. A ta żona, mimo, że gderliwa, to zawsze ten obiad w garach ma dla tego męża co ją irytuje. I to nawet bez dodatku środków przeczyszczających. 😀 I to jest też przepis na to, by szybko się pogodzić. Bo jak długo można pielęgnować złość na drugą osobę, gdy ta ukochana gęba co chwilę gdzieś jest mijana. To w kuchni, to w łazience, albo w przedpokoju. To jest właśnie miłość. :) A dzieci ją wyczuwają bezbłędnie.

 

kłótnie rodziców przy dzieciach

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

Dobrze radzę, nie rozmnażajcie się!

Z mężem możesz się rozwieść, a rodzina, to zawsze rodzina!

A co jeśli Twój facet się zakocha?

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2-1


O autorze -



  • To prawda, każdy jest inny i każdy ma swój świat i swój charakter, na przykład my, nie kłócimy się w ogóle 😉 Nie, żebyśmy mieli jakiś sposób na to, po prostu się nam nie zdarza, tak jakoś samo z siebie 😉

    • Rewelacja. Oby tak zawsze. My przez pierwsze dwa lata też się wcale nie kłóciliśmy. Dobrze wspominam ten okres. Może nam przejdzie, jak się hormony wyciszą. 😀 😀

  • Kłótnia przy dziecku….zależy czego dotyczy :) Najważniejsze jednak, by dziecko widziało tez jak sie godzimy, jak można rozwiązać problem :)

    • No dokładnie. To jest ta najważniejsza lekcja z jakiś domowych konfliktów, jaką możemy dziecku dać. A z tą tematyką to pewnie. Nie każdy temat przy dziecku jest dobry. Można to rozszerzać w wiekiem, bo uważam, że serio wiele życiowej mądrości można z tego wyciągnąć. My jednak zazwyczaj sprzeczamy się o bzdety, więc to tematyka dla dziecka dopuszczalna.

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2016 Chichotkitrzpiotki.pl