dziecko nie przesypia nocy i nie ma apetytu

Twoje dziecko nie przesypia nocy i nie ma apetytu? Znam dwóch winowajców!

…a może do tego wszystkiego kiepsko u niego z rozwojem mowy i nie możesz już doczekać się wspólnych rozmów? Nie, to nie będzie kolejny tekst ze sprytnym tytułem, który obiecuje rozwiązanie matczynych problemów, a na końcu okazuje się, że za wszystko odpowiada fakt, że dziecko to dziecko, a wychowywanie to nie bajka. Sama dałam się na takie nie raz nabrać. Ja serio powiem Wam, jacy dwaj niby przyjaciele dzieci i rodziców mogą odpowiadać za te problemy.

 

W ostatnich dwóch, może trzech miesiącach w naszym życiu nastąpił znaczny przełom. Czuję, że moje dziecko jest już duże. Pozbyliśmy się, w całkiem naturalny i bezstresowy sposób kilku typowo niemowlęcych atrybutów. A do tego, w końcu możemy się dogadać. O tym, jak bardzo tego wyczekiwałam i jak bardzo było upierdliwe wspólne życie przez prawie dwa i pół roku, bez możliwości skomunikowania się, pisałam już TUTAJ (klik) – „No nawijaj mała! Czemu moje dziecko jeszcze nie mówi?”

 

Podobny przełom nastąpił u córeczki naszych przyjaciół, młodszej od Blanusi o dwa miesiące. Obserwując obydwie dziewczynki, wpadłam na pewien trop. Zaczęłam więc rozmawiać z różnymi znajomymi rodzicami dzieci w wieku 1-3 lata i doszłam do pewnej powtarzalności doświadczeń. W ten sposób wyłoniłam dwóch winowajców, którzy odpowiadają za sporą część głównych rodzicielskich bolączek i udręk, które dosłownie i w przenośni spędzają mamusiom i tatusiom sen z powiek. Ot taki ze mnie śledczy. 😀 Dwie z tych obserwacji, jak się nad nimi zastanowić, są oczywiste, ale często o nich zapominamy, bagatelizujemy je. A ostatnia, trzecia, mało komu przyjdzie do głowy, bo to co uznajemy za naszego sprzymierzeńca, jest cichym i podstępnym wrogiem.

Jedzenie jest ble i fuj…

 

Dla moich stałych czytelniczek nie jest nowością, że moje dziecko specjalnie żarte nie jest. Ma kilka dań głównych, które muszę mieć w lodówce i garach. I nic poza tym. Zwłaszcza do pewnego momentu, nie tknęła nic oprócz mleka modyfikowanego, rosołu, parówek, serka waniliowego, croissanta, tosta z serem, chrupkiego chlebka z masłem, pizzy z samym serem i kaszy gryczanej. Wąski jadłospis, jak na dwulatkę. 😀 Jednak moja pewna eko koleżanka podsunęła mi ważne spostrzeżenie. Blanka uzależniła się od butli z mlekiem zaraz po wstaniu i tuż przed snem.  Do tej pory je pija. Chociaż już w coraz mniejszych ilościach i czasem tylko raz dziennie. I co z tym mlekiem? Ano, to przecież czysta odżywka. Tam jest wszystko, to, co dziecku powinno dostarczać normalne pożywienie w postaci owoców i warzyw. I wiecie co? Rzeczywiście, im mniej tego mleka w Blanusi diecie, tym bardziej jest skora do eksperymentowania. Kiedyś pizza z sosem pomidorowym była dla mniej nie do tknięcia. A ostatnio zjadła taką w której sosu było więcej jak sera i jej pasowała. Ba! Nawet wczoraj podjadała mi fasolkę szparagową z talerza. Jest moc.

 

dziecko nie przesypia nocy i nie ma apetytu

 

Gadaj maluchu, gadaj!

 

Tutaj w ogóle nie będę odkrywcza. Mogę być tylko kolejną osobą, która będzie Was przekonywać o tym, że największym wrogiem rozwoju dziecięcej mowy jest… smoczek. Wiadomo, znam masę dzieci, która zaczęła mówić nawet na rok przed odstawieniem smoczka. Ale każdy przypadek jest inny. Są tez dzieci, u których po odstawieniu smoczka postęp będzie niewielki. U mojej Blanki i u większości niegadających maluchów, likwidacja smoczka to spory przełom. U nas smoczka nie ma od 2 miesięcy i w tym czasie zasób słów Blanki powiększył się o jakieś kilkaset procent.

 

Smoczek to zwyczajny „zatykacz”. Po co gadać, jak się czegoś potrzebuje, skoro można się uspokoić smoczkiem, coś pokazać, skoro buzia i tak zatkana. Nie demonizowałabym go jednak zbytnio. Dopóki potrzeba emocjonalna była u Blanki na tyle silna, że smoczek wydawał się niezbędny, to dostawała go. Nasze pożegnanie z nim było bardzo powolne, przechodziło etapami. A wraz z tymi etapami, Blanki mówienie coraz bardziej postępowało.

 

Nocne łazęgi!

 

I czas na hicior. Pomyślałybyście, że to, co matki uważają, za gadżet kojący i wzmacniający dziecięcy sen, staje się paradoksalnie wrogiem tegoż snu? Gdy mamy w domu niemowlaka, który używa smoczka, normalny i oczywisty jest fakt, że maluch się budzi, trzeba go utulić, z powrotem ululać i podać mu mu ten smoczek. Z większym dzieckiem, które wciąż jest „smoczkowe”, czasami nadal uznajemy, że smoczek ukoi „złe” sny, czy sprawi, że sen dziecka będzie mocniejszy. Sama nie zliczę chyba nocy, w których wstawałam do Blanusi, uznając, że popłakuje przez sen, z powodu jakiś „koszmarów”. Podawałam jej wtedy smoczek, który leżał gdzieś w pościeli, by ukoił jej nerwy i by znowu mocno zasnęła. Dopiero, gdy przestała zasypiać ze smoczkiem, zauważyłam, że to on stanowił problem. Blanka zapłakiwała, gdy wypadał jej z buźki.

 

Był moment w którym dawałam jej go w pół śnie dopiero w środku nocy, gdy zajęknęła przez sen. Paradoksalnie, właśnie wtedy następowało pasmo stękania co pół godziny, a nawet co kwadrans, zawsze gdy tylko wypadał jej przez sen. A gdy, nie dawałam smoczka, tylko w zamian głaskałam ją po główce, czy czule mówiłam, zasypiała z powrotem mocnym snem, do rana. Moja wina, biję się w pierś. Wsadzenie dziecku smoka to sekunda, a głaskanie jakaś minuta. Z lenistwa sama kopałam pod sobą dołki. 😀 Gdy już całkiem pozbyliśmy się smoczka, zaczęła sypiać dużo lepiej i już nie budzi nas w nocy tak często. Dzieliłam się tym spostrzeżeniem z koleżankami-matkami i po przemyśleniu, wszystkie mamy takie same spostrzeżenia.

 

Ale! Nic na siłę…

 

Nie myślcie tylko, że próbuję Was przekonać, że smoczek, czy butla z mlekiem modyfikowanym to czyste zło. Każdy etap trzeba w życiu przeżyć, ale świadomość, że będzie lepiej, dodaje otuchy. Gdybym kiedyś miała drugie dziecko, z pewnością nie odbierałabym mu tych przyjemności. Ale może szybciej starałabym się zminimalizować uzależnienie. 😀 Ale wciąż bez drastycznych odcięć i histerycznych starań. Wszystko w swoim czasie. :) Tylko jeśli już wyeliminowanie tych dwóch czynników – smoczka i MM nie poskutkują, to to muszą być… robaki! Ale to już jest temat na osobny wpis.

 

Blanka:

opaska – Śmichy Chichy

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał Wam się ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

Boisz się o swoje dziecko, a najbardziej zagraża mu to, co sama podsycasz…

Wielu rodziców, robiąc to, z troski, naraża swoje dzieci na niebezpieczeństwo…

W bajkach, to nie agresja najbardziej zagraża Twojemu dziecku!

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2

 

 


O autorze -



Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl