jakie kobiety podobają się facetom

To jedno zdanie mojego męża skłoniło mnie do przemyślenia własnego wyglądu…

Każda z nas chce podobać się swojemu partnerowi. Jedne męczą się dla nich w butach na obcasie, inne narażają się na zapalenie pęcherza chodząc w krótkich spódniczkach w mrozy, jeszcze inne dają się pokroić i robią sobie cycki w rozmiarze duże D. A ja…

 

Zawsze czułam, że się podobam mojemu mężowi. Chociaż wylewny w komplementach to on nie jest, ale jednak. Dużo zdradza sam wzrok, gesty. No i czyny. Czyny się liczą, bo pleść dyrdymały to każdy potrafi. Ale ostatnio mnie wkurzył nieźle i trochę nawet zrobiło mi się przykro. A wszystko to przez okropny wzrost…

 

Problemów z PMSem. 😀 No wkurzona chodziłam przez cały dzień. A wiadomo, złość piękności szkodzi. Złości z kolei, tej wewnętrznej, która urodę zżera najbardziej, jest przy całodobowym obcowaniu ze zbuntowanym dwulatkiem sporo. Mimo to jednak, całkiem uśmiechnięta, bo stęskniona, otworzyłam, jak co dzień drzwi mężowi po powrocie z pracy. Buzi, buzi. Nagle ten wypala z troską w głosie.

– Ojej, taka zmęczona jesteś?

No rzesz kuźwa! Zmęczona? Włos ułożony, rozpuszczony, szminka na ustach i figlarnie rozpięty jeden guziczek w bluzce „za dużo”. Ja pierniczę! Wyjdź i wejdź jeszcze raz facet, bo rozszarpię na miejscu! Kurde, nie jeden patrząc na tak zrobiony okaz, uznałby to już za element gry wstępnej, a ten mi ze zmęczeniem wylatuje. Ja wiem, że to tak opiekuńczo i w ogóle, ale mógłby sobie darować.

 

I tak oto, zanim wkurzyłam się na dobre, zaczęłam rozmawiać z własnymi myślami, podczas podgrzewania obiadu, jak to mam w zwyczaju. Przeszłam z myśli w myśli, bo moje wewnętrzne konwersacje zawsze są rozwojowe… 😀 Zaczęłam zastanawiać się, jakie kobiety podobają się facetom… I przypomniał mi się pewnie szkolny bal.

 

Żeby „kurwiki” nie rozbłysły…

 

Koniec gimnazjum i „mała studniówka”. Wszystkie dzierlatki w eleganckich sukienkach, makijażach i ułożonych misternie fryzach. Nagle z podlotków, zaczęłyśmy wyglądać jak młode kobiety. Stałam sobie z grupką koleżanek, gdy podszedł do nas szkolny lowelas, z równoległej klasy. Znałam go dobrze, a moje koleżanki znały go za moją sprawą, bo byliśmy we dwójkę stałym duetem prowadzącym wszelkie szkolne przedstawienia i akademie. Tacy szkolni konferansjerzy. 😀 Pitu, pitu, lekkie bajery, bo to było w jego stylu, w końcu zaczął komplementowanie, co było stałym punktem jego „występów” wśród dziewczyn.

 

– Kasia, ale fryzura ekstra! (…) Magda, jaki obcas wysoki. (…) Kamila, ten makijaż to sama robiłaś?

– Bajerant – co pomyślałam, to i powiedziałam. Tak miałam od zawsze.

– No bo Ty Natalia, to w sumie, jak co dzień. Trochę mocniejszy makijaż i kiecka balowa. A tak to bez zmian. U dziewczyn to jest efekt wow.

– O ty frajerze. – pomyślałam, ale tego akurat nie wypowiedziałam. – Jak będziesz kiedyś wybierał sobie żonę, to puntem podstawowym będzie, żeby nie była ładniejsza od swojego męża. – Uśmiechnęłam się do swoich myśli i przemilczałam jego komentarz.

 

Metroseksualny. Wtedy to określenie nie było jeszcze w modzie, ale do niego pasowało. A tak wracając do mnie, to rzeczywiście. Zawsze byłam jedną z tych szkolnych dziewczyn, które używały tuszu do rzęs i błyszczyka, a włosy nosiły rozpuszczone. W sumie, jak na mój wiek i to co wypadało w szkole, byłam zawsze „zrobiona”. Wówczas olałam tekst szkolnego celebryty. Ale nawet nie wiedziałam ile jeszcze razy przypomni mi się ta niby nic nie wnosząca, małolacka gadka.

 

Podobne teksty, znaczące mniej więcej tyle, co, „nie warto na co dzień bardzo dbać o siebie, bo później nie widać efektu, jak się chce zabłysnąć”, słyszałam wielokrotnie. Zarówno ze strony usprawiedliwiających się kobiet, jak i ich facetów. Tylko dziwnym trafem, ci drudzy, nie wszyscy, ale większość, gdy ich partnerki nie patrzyły, bardzo często z zachwytem i „kurwikami” w oczach patrzyli się na inne odwalone, mimo braku okazji, babeczki. Za każdym razem, współczułam więc, tym picującym się jedynie od święta, a zaniedbanym na co dzień znajomym kobietom.

 

Wiadomo, taki facet, co to poleci, na pierwszą lepszą odstrzeloną niunię, jest nic nie wart. Liczą się też uczucia. Poza tym, jak mi kiedyś powiedziała pewna starsza i bardziej doświadczona ode mnie kobieta „jak się nie podoba brudno, to i czysto trudno”. 😀 Prosta życiowa dewiza, ale jakże trafna. Zgadzam się z tym w 100%. Kochający mężowie, mają nas uwielbiać i rozczochrane i  nieumalowane i zlane potem przy porodzie, czy z podkrążonymi oczami, które są często stałym elementem wyglądu młodych matek i partnerek. Ale! Jestem też przekonana, że powinnyśmy robić wiele, by podobać się swoim mężczyznom i co ważniejsze, by podobać się sobie. Bo to ma spore odzwierciedlenie w naszym zachowaniu, sposobie bycia, nastroju, a to już bezpośrednio wpływa na związek.

 

Historia pewnych zdrad i rozwodów…

 

I tak wspominając te dawne i dawniejsze czasy, rozmowy, przypomniały mi się dwa głośne rozwody wśród rodziców moich znajomych ze szkolnych lat. Obydwa spowodowane zdradami ojców i mężów. O pierwszym wiedzieli wszyscy, bo był spowodowany nietuzinkowym przyłapaniem „na gorącym uczynku”. Żona wróciła wcześniej do domu, z wyjazdu z dziećmi i wszyscy razem, zobaczyli głowę rodziny, jak robiła różne wygibasy działając głównie nie głową. Dziecięca naiwność, skłoniła syna tegoż „pana”, do zwierzenia się przyjacielowi ze szkolnej ławy i tym sposobem, o sprawie wiedziało już całe osiedle. Oj, ileż było plotek.

 

Nie wiem, czy wiecie, ale Warszawa, jak każde inne duże miasto, to jedna wielka wiocha, podzielona na małe wiochy, zwane blokowiskami, gdzie, jak w reszcie Polski, wszyscy o wszystkich, wszystko wiedzą. 😀 I tak właśnie, plotkowano o biednej zdradzonej żonie i jej mężu „kurwiarzu”. A gdy zaczęła ona po rozwodzie bardzo o siebie dbać, i wyglądała duuużo lepiej, niż kiedykolwiek dotąd, rozpoczęły się komentarze. „Dopiero teraz o siebie dba, po czasie…”, „A może jakby zadbała wcześniej, to by nie zdradzał.”. Stała się tematem plotek i momentami nawet drwin. Po latach wiem, że taki, co ma zdradzić, to go „zaswędzi” nawet przy miss świata, ale jest jedna zasadnicza kwestia.

 

Wyjaśnię ją, przy okazji opowieści o drugim wspomnianym rozwodzie. To było wiele lat później. I to o facecie plotkowano, a nie o biednej zdradzonej żonie. Bo on był takim sobie, zwykłym facetem. A ona, jak milion dolarów! Super babeczka, która do dziś wygląda zajebiście. Wybrał dużo młodszy, ale i o wiele brzydszy model. I wszyscy śmiali się z niego. Że jaki głupi, że TAKĄ kobietę zostawił i zamienił na paszteta. Nie wiadomo, co tam między  nimi było. Może ta ładna i starsza, to bardzo zła kobieta była. Ale jednak. Mimo, że zdradzona, to z podniesioną głową została. A tak na marginesie, podstarzały bajabongo, przy młodszym modelu zestarzał się momentalnie i pewnie rzeczywiście pluł sobie w brodę. 😀

 

I tak myśląc sobie cały czas, przy okazji zjedliśmy już wszyscy ten obiad, co go podgrzewałam na początku opowieści. Ja w milczeniu, bo zamyślona.

– Odpocznij sobie, ja Blanką się zajmę. – usłyszałam od męża. Czyli jednak jakieś plusy tego jego zauważenia mojego zmęczenia, mimo „kamuflażu” są… – pomyślałam i położyłam się na kanapie.

 

Morał z tego wielowątkowego wywodu  jest mocno złożony. Odpoczęłam, co wyszło mi na dobre. Męża nie rozszarpałam i nawet mu wybaczam, że się przyzwyczaił do zadbanej żony i już tego nie zauważa. Mimo to, nie zaniecham swoich sposobów na „autoprezentację”. Trochę dla siebie, a trochę dlatego, że życie to „nie JE BAJKA”. 😀 Miłość, miłością, uczucia, uczuciami, ufność i wiara, swoją drogą, a w razie co, chcę się śmiać razem z całą resztą. 😀

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, pewnie chętnie przeczytacie też:

Upierdliwa teściowa jest babcią…

Miłość w dobrym stylu – a może by tak po francusku?

Z mężem możesz się rozwieść, a rodzina, to zawsze rodzina. 
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2



O autorze -



  • Kurcze, a ja to ostatnio cały czas zmęczona chodzę, więc mój mąż się chyba przyzwyczaił 😉

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Ja dbam o siebie głównie…dla siebie :) Bo tak jak pokazuje druga opowiedziana przez Ciebie historia – jeśli ktoś ma ochotę nas zdradzić to zawsze znajdzie pretekst i okazję, niezależnie od naszego wyglądu i makijażowych sztuczek 😉 A z drugiej strony zgadzam się z Tobą – że lepiej być tymi, które drwią, niż tymi, z których się drwi 😉

    • No pewnie, że dla siebie to powinnyśmy robić. 😉 Na dłuższą metę trudno jest udawać kogoś innego, czy to dla faceta, dziecka czy kogokolwiek innego… 😉

  • Ej mój to też wylewny w komplementach nie jest 😛
    A swoją drogą to ja też lubię o siebie zadbać, a im „starsza” jestem tym chyba bardziej, czyżbym bała się, że mi zmarszczki będzie widać? 😛

    • Kolejna cecha podobieństwa u nas. 😀 Co do zmarszczek to bym nie przesadzała moja droga. 😀 😛 Jeszcze trochę na nie poczekamy raczej…

  • Prawdziwa historia z morałem. Więcej takich poproszę 😉

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl