nie lubię mojego dziecka

Kochać to nie zawsze znaczy lubić. Miłość matki w IV aktach.

Kocham ją nad życie. Oddałabym dla niej wszystko. Dla jej zdrowia, bezpieczeństwa… Ale cholera, jak ja jej czasami nie lubię!

 

Emocje matki i jej relacje z dzieckiem to bezustanne wzloty i upadki. Przynajmniej ja tak mam. I sporo mam, które znam, też tak ma. Nie ma co ściemniać. Swoje dzieci kochamy z całych serc. Ale czy da się lubić małego osobnika, który histeryzuje na każdym kroku, jest uparty jak osioł, chętnie zje tylko to, czego akurat nie ugotowałyśmy i nawet nie mamy na to składników w lodówce, nie chce się położyć spać, mimo, że ze zmęczenia już na nic nie ma nastroju… Wymieniać te irytujące zachowania dzieci można w nieskończoność. Mam czasami wrażenie, że tylko święty, albo jakiś świr by je mógł lubić tak serio i bezustannie. No ale w relacjach z innymi ludźmi, jak kogoś nie lubimy, to go mamy gdzieś, ewentualnie, jak musimy, to staramy się go tolerować… Z dziećmi i matkami nie jest tak prosto. Bo serce jest rozdarte. Pomiędzy ogromną miłością, a tym całym nielubieniem…

 

nie lubię mojego dziecka

 

Miłość matki – akt I

 

5.45. Ten słodko zachrypnięty, ale w tym momencie jakże wkur****ący głosik woła – „Mamooo chooś. Piiiić, mliekooo!!!”. Kurde, roszczenia od samego rana. O 22 usnęła z żalem i już się wyspała? Chyba średniowiecze się nie myliło, że matkami zostawały nastolatki. Tylko dziecko może dorównać witalności dziecka.

8.00 „Co chcesz zjeść kochanie?” – trochę się rozbudziłam, więc humor mi wrócił. „Tośta i kej. Kej, kej!” (czyt. tosta z serem). Cholera jasna, no serio? Akurat tosta, jak nam się chleb tostowy skończył. „A może paróweczkę?”. „Nie tośta. Tośta, tośta. Tośta jeść, jeeeeść!”. D856obra, to dam jej na razie startego sera, zaraz pójdziemy do sklepu po chleb.

8.30 – 10.00 Ubieramy się. Najpierw co 5 minut mówi, że chce siku, a potem nic nie robi. Pół godziny „relaksu” przy nocniku, na koniec stwierdza „Nie ma siku.”. No eureka! Później nie chce się ubrać. Jak się dała ubrać, to okazało się, że jednak zrobiła siku w pieluchę. Cholera trzeba zmienić. Po godzinie, gdy myślę, że mamy sukces zdejmuje skarpetki. Pójdzie w kaloszach, ale bez skarpetek. Na gołe stopy. Cholera jasna, nigdzie nie idę. Nie zje tego tosta. Siadam na kanapie. Ona wali pięścią w lodówkę „Tośta, tośta.”. „Bez skarpetek nie wychodzimy.” – informuję na sucho, ale złość już mi paruje uszami. Udało się. Wychodzimy.

NIE LUBIMY SIĘ! OJ BARDZO!

 

nie lubię mojego dziecka

 

Miłość matki – akt II

 

10.30 Jesteśmy w sklepie. Zakupy poszły gładko. Stoimy w kolejce do kasy. Jak zwykle właśnie tam naustawiają wszystko, co może kusić małych zakupoholików. „Mamaaa, kupiś jajoo?”. Wiedziałam, że to usłyszę. „Nie. Wybrałaś już sobie po drodze chrupki.” – odpowiadam, niby stanowczo. „Jajooooo, jaaaajo, JAJO!” – próbuje wymusić. Irytuje mnie. A co ta kasjerka wywraca oczami? I rzuca z pogardą – „Jak ty krzyczysz. Po co tak krzyczeć?!”. Blanka zawstydzona chowa się za moje nogi. A Ty babo wredna! Na moje dziecko, z pogardą i wywracaniem oczami? Przecież ona jest taka słodka i kochana. Nic złego nie robi. Naustawiacie wszystkich tych pokus, to kto normalny by nie chciał sobie kupić, czegoś co lubi. To jest taka słodka dziewczynka ta moja córcia. I wcale nie krzyczy tak głośno. Głos ma donośny. Po mamie. Nie pozwolę, żeby jakaś baba się tutaj obnosiła z irytacją. Ona to nie ja – matka. Nie ma prawa! Biorę z premedytacją DWA jajka z niespodzianką. A co! Masz córeczko kochana. Może nie powinnam ustępować, ale nie będzie mi tu jakiś babsztyl wywracał oczami na dziecko.

KOCHAM JĄ NAD ŻYCIE I OBRONIĘ PRZED CAŁYM ŚWIATEM.

 

nie lubię mojego dziecka

 

Miłość matki – akt III

 

18.30 – 21.30 Trzygodzinny rytuał usypiania. Najpierw problem z kąpielą. Nie chce się kąpać. Potem, nie chce wyjść z wody. Jak wyszła, to chce pić. Teraz, zaraz. Szybko idę po picie, bo ojciec dziecka właśnie też władował się do wanny. I pretensja. Że jej zimno bez piżamki, a pić już nie chce jednak. Oeeezu! Na kolację chce parówkę i mleko. Miks jak na sraczkę… Ale skoro jej smakuje. A nie, mleko wypiła, parówki nie zjadła. Ojciec oszamał choć już była prawie zimna. I teraz problem. Bo przecież chciała parówkę, a tata zjadł. Matka zagrzewa kolejną. Je przez pół godziny. Ile można jeść jedną parówkę? Potem kłótnia o tableta. Bo przełączyła sobie ze „Świnki Peppy” na test jajek z niespodzianką. I znowu dyskusja o tym jajku. Wyłączam tableta. „Śpij kochanie.” – to „kochanie” już mi ledwo przechodzi przez usta. Wkurzenie daje się we znaki. Leży, leży i leży… Nie może zasnąć. „Sikuuu”. A nie, nie ma. Kładzie się znowu. „Sikuuu!”. Rozbieramy się. Jednak jest. Ubieramy się. Wierci się i kręci. Kurde muszę w końcu ją na te robaki przebadać. „Śpij już!” – mówię głośno z zaciśniętymi zębami. Po godzinie kręcenia zasnęła.

JEJU, CZY TO MACIERZYŃSTWO MUSI BYĆ TAK WKURZAJĄCE? NIE LUBIĘ!

 

Miłość matki – akt IV

 

21.35 Ale ona jest śliczna jak śpi. Jaka słodka, jak aniołek. Taka moja. Ma mój nosek i policzki. I usteczka we śnie układa jak tatuś. Uroczuszek! I tak leży na boczku, jak księżniczka. Byłam dla niej zbyt surowa. Kochana moja. Pocałuję ją jeszcze jeden raz i wychodzę. No dobra jeszcze raz pogłaszczę po główce. Idę. Noseczek jeszcze trzeba pocałować. Kochana moja. Po co ja się tak na nią denerwuję? Mój skarbeczek największy! Najważniejsze, że jest zdrowa. A że trochę upierdliwa jest. Nie umiem doceniać tego, co mam. Głupia i zła matka ze mnie.

„KOCHAM CIĘ CÓRECZKO! JUTRO BARDZIEJ SIĘ BĘDZIEMY LUBIĆ. POSTARAM SIĘ!” – szepczę do uszka.

 

Ale już jutro o 5.45… 😀  No i tak. Kto razem ze mną sobie wyrabia żółte papiery? 😀

 

nie lubię mojego dziecka

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

 

Pod osłoną rodzicielstwa bliskości uczymy dzieci… egoizmu i braku empatii?

4 gadżety, które chciałby mieć każdy rodzic, ale nie wypada ich wyprodukować…

Kiedyś dzieci były grzeczniejsze!

 

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2

 



O autorze -



Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl