dlaczego dziecko jest niegrzeczne

Kiedyś dzieci były grzeczniejsze!

To popularne zdanie. Ale trudno się z nim nie zgodzić. Inne były kiedyś dzieci. Może coś tam się buntowały, ale kładące się na ziemi w sklepie dziecko, w akcie jakiegoś protestu, to każdy widział może raz w życiu. Teraz nikogo to nie dziwi i wszystko jest na porządku dziennym. Rozwydrzone bachory…

 

Serio, czasami takie określenie przechodzi mi przez głowę. Także w odniesieniu do mojego własnego dziecka. Ciężko jest zachować trzeźwość umysłu i spokój przy zbuntowanym dwulatku. Tylko, czy te wszystkie problemy, to nie jest znak dzisiejszych czasów? Bo jak dla mnie dużo winy, jest w nas, dorosłych i w tym, jaki świat wykreowaliśmy dla naszych dzieci… Myślę, że warto sobie zadać pytanie…

 

Dlaczego dziecko jest niegrzeczne?

 

Można uznać, że kiedyś dzieci były mniej zbuntowane i mniej dawały w kość, bo na porządku dziennym było dawanie klapsów. Więc grzeczność była podyktowana strachem. Wątpię…

 

Pokusy na każdym kroku…

 

Jakie pokusy miało dziecko w końcówce lat 80-tych i latach 90-tych, w których wychowywała się spora część dzisiejszych mam i tatusiów maluchów? Można było, jak rodzice zabrali do „Smyka” na dział odzieżowy, naciągać na coś więcej, z piętra niżej z działu z zabawkami. Można było wypraszać w sklepie spożywczym o jajko z niespodzianką. Albo, żeby zostać jeszcze pół godziny dłużej na placu zabaw… Nic więcej nie przychodzi mi do głowy. W każdym razie pokusy były albo do zaakceptowania, albo można było je łatwo ominąć. W dzisiejszym świecie, po prostu się nie da. Dzieci są przestymulowane.

 

Idziesz do spożywczaka, w wejściu stoją automaty na 2 złote, a to, żeby pojeździć autkiem, a to, żeby wyskoczyła kuleczka z gównianą niespodzianką – breloczkiem. Idziesz kupić dziecku ciuchy, jeszcze lepiej. Z pewnością zabierasz je do centrum handlowego, gdzie co krok ma pokusy – bawialnia z piłeczkami, stoisko z balonami, wózki-samochodziki… Nie mówiąc już o tym, że zabawki można znaleźć wszędzie. Nie ważne, czy jesteś w markecie na dziale z warzywami, czy w H&M przy kasie, czy w księgarni. Wszędzie jest coś dla dzieci.

 

Już to dobrze zostało wykombinowane. Robi się świetny biznes na tym, że teraz świat kręci się wokół dzieci. I, co tu dużo gadać, z tej miłości, wychowujemy potwory uzależnione od wszelakiej konsumpcji. A nawet jak staramy się do tego nie dopuścić, to mamy nie mały problem z wyperswadowaniem, wysłuchiwaniem próśb, znoszeniem buntów po usłyszeniu słowa „nie”. A taka spirala dziecka walki o „swoją sprawę” się nakręca i przenosi na inne sfery życia. Zwłaszcza jeśli choć raz ustąpimy.

 

Tylko to nie jest wina dzieci. To jest wina współczesnego świata. To trochę tak, jakby zabrać alkoholika na degustację win i mieć do niego pretensje, że się upił. O tak, dzieci są w takich miejscach jak na głodzie i nie ma się co dziwić. Wystarczy postawić się na ich miejscu.

 

dlaczego dziecko jest niegrzeczne

 

Bezustanna walka o matkę…

 

No a nie? Kiedyś dziecko miało ewentualnego jednego rywala – pracę mamy. Pomijając fakt, że urlop wychowawczy był normalką, więc mama wracała do pracy w takim wieku, że dziecku może i było to na rękę. Poza tym, czego oczy nie widzą tego sercu nie żal. Teraz, niezależnie od sytuacji, niezależnie czy chodzi o mamę, tatę, czy nawet o babcię, dziecko walczy z pewnym wrogiem…

 

Internetem! Ze wszystkimi tymi laptopami, tabletami, smartfonami itp. Ma taką niby niewidzialną konkurencję, której dawne dzieci nie miały. A ta konkurencja, tym bardziej drażni, im bardziej mamusia jest w nią zaangażowana. I przyznać mi się tutaj teraz, która nie dłubie w komórce, jak się bawi z dzieckiem? Jak się jakaś święta znajdzie, to i tak jej nie uwierzę. Niestety, taki niepozorny wróg, bardzo wpływa na zachowanie naszych dzieci. Tylko weź się tu człowieku powstrzymaj częściej niż jeden dzień w tygodniu? Zwłaszcza, że dzieci nie wiedzą, czy mama akurat przegląda fejsa, czy może robi ważne przelewy, albo odpisuje na służbowego maila. To nie jest ważne, bo wróg jest wrogiem. Każde, dosłownie każde dziecko jest dużo grzeczniejsze, jak mama zrobi sobie dzień „offline”. I moje, i kuzynki, i sąsiadki z bloku obok, i znajomej pani ze sklepu. Każde. I to nie jest nic dziwnego. Zaborczość jest znakiem młodego wieku dziecka. Minie.

 

Dwulatek to taki stworek, co niby wydaje mu się, że jest już bardzo duży i niezależny, ale potrzebuje niewiele mniej uwagi od niemowlaka. Czasami buntami walczy o zainteresowanie, bo nie umie jeszcze inaczej.

7 sposobów na bunt dwulatka bez psychologicznego pitu, pitu…

Dzidzia chce być duża!

 

Zauważyłyście, że kiedyś, gdy tylko dziecko skończyło roczek mówiło się o nim, że ma np. rok i 2 miesiące, półtora roku… Teraz czasami spotykam się nawet z określeniem, że dziecko ma 26 miesięcy. No kurde, serio? A nie 2 lata i 2 miesiące? A już określenie 18 miesięcy jest typowe. To może bzdura, ale dla mnie, znak czasów. Robimy z tych dzieci takie berbecie, maluszki, dzidziusie.

 

Tak sobie myślę, że kiedyś 2-latek to było już odchowane dziecko. Co już dawno było odpieluchowane, zapomniało o czymś takim jak smoczek, samodzielnie jadło. Ja sama biję się w pierś… Bo swego czasu nie zwracałam na to uwagi. Blanka jest bardzo emocjonalna, więc tłumaczyłam ją ze smoczka, do niedawna prawie wcale nie gadała, więc tłumaczyłam ją z pieluszki, jest niejadkiem, więc myślałam, że jak jej sama powciskam żarcie zje więcej… Mea culpa.

 

Dopiero, jak poprzegryzała dwa ostatnie, ulubione smoczki i przestała z nim chodzić, widzę, jak lubi być duża. Jak to wpływa na jej samopoczucie i jak zanika potrzeba buntowania się. Czasami dostaje smoka, gdy ma jakieś koszmary w nocy. Ale jak wstaje to sama mi go oddaje, bo duże dziewczynki smoka nie potrzebują. Albo jaka była ostatnio dumna, jak jej się udało przytrzymać kupsko w bawialni i zrobić na kibelek. Taka była z siebie zadowolona, że nawet całkiem nieźle zniosła wiadomość o tym, że już koniec zabawy. Już nie mówiąc o tym, z ile większą chęcią zje zupkę mleczną, czy rosołek, gdy sama wiosłuje łychą. Z jednej strony denerwujemy się, że te dzieci to wieczne maluchy, z drugiej nie dajemy im dorosnąć. Taki misz masz rodzi frustrację z obydwu stron…

 

I tak. Nie mamy lekko z tymi naszymi maluchami, ale… ona z nami też nie!

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

 

Pod osłoną rodzicielstwa bliskości uczymy dzieci… egoizmu i braku empatii?

4 gadżety, które chciałby mieć każdy rodzic, ale nie wypada ich wyprodukować…

6 prostych trików, dzięki którym wychowasz małego optymistę

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

 

 



O autorze -



  • A ja w pewnym sensie cieszę się że moje dzieci są „niegrzeczne”, bo w ten sposób komunikują mi swoje potrzeby, nie godzą się na wszystko, mają własne zdanie, którego jeszcze nie potrafią wyrazić w cywilizowany sposób a właśnie płaczem lub krzykiem (ale tylko dlatego bo są jeszcze dziećmi i taki ich przywilej, choć czasem uszy bolą).

    • W sumie tak. Ale wiesz, zastanawiam się, czy my w dzisiejszych czasach nie mylimy charyzmy z taką niepokornością, która w dorosłym życiu będzie zawadzać. Bardzo chciałabym nauczyć moją córkę, żeby wiedziała kiedy jest czas pyskować i walczyć o swoje, a kiedy podkulić „ogon”. Taka umiejętność przyda się i w pracy i w życiu prywatnym.

  • Czasy się zmieniają i wszystko jest inne niż kiedyś, pod pewnymi względami łatwiejsze, pod innymi trudniejsze…

    • To z pewnością. :) Ale myślę, że pewne kwestie nie wyjdą nam na dobre. Dzieci chłoną jak gąbka. A każdy kolejny rocznik, im młodszy, jak obserwuję wśród znajomych, czy nawet w środowisku pracy, moim, męża, coraz bardziej roszczeniowy, a coraz mniej ogarnięty.

  • Natalio! Ja zawsze się z Tobą zgadzam! Obie łapki i serducho z Tobą!

  • Już Cię lubię…i co najciekawsze ja jestem z tych wyrodnych, co to tak dzieciaki wychowała. Może dlatego moja 3,5 latka i 6 latka sprawiają wrażenie starszych na tle rówieśników, nie mam pojęcia…ale coś w tym niewątpliwie jest.

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl