co zrobić by mąż nie zdradzał

Cokolwiek by nie zrobił, i tak wiem, że kocha tylko mnie…

Czy prawdziwie szczęśliwa miłość może się godzić na bolesne kompromisy? Czy szczęśliwy związek dwojga ludzi może się opierać tylko na jednym filarze? Jak pogodzić uczucia, seks i życie w rodzinie, by uprawiać prawdziwą „Sztukę kochania”? Czy się w ogóle da?

 

Tak, dla spostrzegawczych, potwierdzam, to czego można się domyślać po wstępie. Stało się. Byliśmy już na takim etapie, że nie mogło być inaczej. Zwariowalibyśmy razem… Razem z naszym małym potworzakiem oczywiście, gdyby nie to, że udało nam się wyrwać na randkę. 😀 Byliśmy w kinie na „Sztuce kochania”. Filmie o Michalinie Wisłockiej, rewolucjonistce, która wprowadziła podobno nową jakość do życia seksualnego Polaków w latach 70-tych. Wtedy to po wielu latach prób, walki z urzędnikami i cenzurą udało się wydać jej książkę, „Sztukę kochania”.

 

„Sztuka kochania” – czy warto obejrzeć film?

 

Czy polecam ten film? Zdecydowania tak. Był ciekawy, dość kontrowersyjny. Ze wspaniałą obsadą. Magdalena Boczarska pokazała się z zupełnie innej strony. To najlepsza jej rola, jaką znam. I jak to uznał mój własny tata, gdy opowiadaliśmy o filmie, Adamczyk to by się wstydził tak latać na golasa. Papieża grał w końcu. 😀 Haha. 😀 Żartuję oczywiście. :) Polecam Wam film, bo był całkiem nieźle zrealizowany. Nie można się na nim nudzić. Oprócz wielu względów, był ciekawy także historycznie, zwłaszcza dla osoby, która się nie wychowała w tamtych czasach. Wydruk książki, która nie była, jak na dzisiejsze czasy, w ogóle gorsząca, wydawało się graniczyć z cudem. Ale dla mnie, mimo wszystko, to tylko jakieś tło filmu.

 

Najbardziej skupiłam się na samej osobie Wisłockiej i jej życiu uczuciowo-erotycznym. A było ono, nawet jak na współczesne kryteria, mocno ekscentryczne. Wisłocka żyła w trójkącie, ze swoim mężem i przyjaciółką z dzieciństwa. Z tego związku powstało dwoje dzieci, każde z innej matki. Później, po latach, weszła w kolejną skomplikowaną relację, tym razem z żonatym mężczyzną. I właśnie głównie tym związkom, chcę poświecić ten wpis.

 

sztuka kochania film opinie

 

Co zrobić by mąż nie zdradzał? Może trójkąt? A może nic nie robić, bo i tak kocha tylko mnie…

 

W obydwu relacjach Wisłockiej, które w filmie zostały przedstawione, jako kluczowe, pojawia się zdanie z tytułu. „Cokolwiek by nie zrobił, i tak wiem, że kocha tylko mnie.”. Zdanie raz wypowiedziane przez samą Wisłocką, która była mimo wszystko zazdrosna o relacje seksualne męża i przyjaciółki. Innym razem zdanie to wypowiada żona jej kochanka. Jak wiele kobiet się tak łudzi? Pewnie całkiem sporo, skoro sama Wisłocka argumentowała powstanie książki, tym, że chce aby polskie pary były szczęśliwe w miłości i w seksie, żeby małżeństwa się nie zdradzały, by tego nie potrzebowały.

 

A więc, co zrobić by mąż nie zdradzał? Odpowiedzią na pewno nie jest trójkąt, niezależnie, czy w pierwszej, czy w drugiej wersji wyrwanej z biografii Wisłockiej. Świetnej klasy ginekolog i seksuolog, którą uwielbiały pacjentki do tego stopnia, że to właśnie one zawalczyły o wydanie „Sztuki kochania”, sama nie żyła tak, jak chciała uczyć żyć Polki. Okazuje się, że jej pierwszy związek, z mężem, „kulał” pod kątem seksualnym. Drugi, ze świetnym seksem był takim kochaniem na niby, bo tylko tak dla mnie można nazwać romans z żonatym mężczyzną. To bawienie się w miłość, bawienie się uczuciami. Nie tylko tych dwojga ludzi, ale też całej reszty, która chcąc nie chcąc jest w sprawę zaangażowana. Nawet, jak o tym nie wie. Czy to jest „Sztuka kochania”? A może szewc bez butów chodzi?

 

Czym jest tak naprawdę sztuka kochania?

 

Czym jest sztuka kochania? Przecież to nie pozycje seksualne, to nie orgazm. W każdym razie nie tylko. To szczęśliwe związki. To wspólne dzieci i mimo codzienności, dalsze życie we dwoje. To równowaga uczuciowo-erotyczna. Tylko wtedy kochanie można nazwać sztuką. Dla mnie sztuką to jest jak dziadek z babcią idą sobie po parku za rękę, a przeżyli razem 50 lat…

 

Nie chcę oceniać Wisłockiej. Jej życia. Nie każdemu się udaje. Niektórzy popełniają zbyt wiele „kompromisów”, jak to nazwano w filmie. Ale tylko tak moja opinia o filmie, będzie pełna. Oceniając film pod kątem głównej postaci, sporo mi tu zgrzyta. Mam wrażenie, że główna bohaterka została nieco zmitologizowana. Bo jej życie, zwłaszcza, jak poczytać o nim więcej, jest dalekie od takiego, którego oczekiwałabym od autorytetu w kwestiach miłosno-seksualnych. A jako taki autorytet jawi się w filmie. Nie ma pokazanej drugiej strony medalu i tego mi tu brakuje. Bo choć pewnie była autorytetem dla swoich pacjentek i czytelniczek książki, to życiowo mocno odbiegała od kogoś, kogo chciałoby się naśladować. Być może jest tak, że najlepiej uczymy się na błędach… A może tak, że teoria daleka jest niekiedy od praktyki…

 

A obowiązkowo, po filmie…

 

Wisłocka to dla mnie postać, której życie zawodowe, wkład w rozwój polskiej ginekologii pod kątem rozwoju antykoncepcji, czy walki z niepłodnością należy podziwiać. Ale już jej życie prywatne, bardzo mnie zasmuciło. Tak, uważam, że było smutne, mimo tylu przygód. I pokazuje więcej, że własnymi błędami możemy skrzywdzić po drodze wiele osób. „Sztuka kochania”, jako film biograficzny to spora lekcja życiowej mądrości, ale sam obraz jej nam nie daje tak w pełni.  Dopiero, gdy poznamy temat dogłębniej. Wszystkim tym, którzy wybierają się do kin, albo już film widzieli, polecam ten wywiad z córką Pani Michaliny – „Kochać to ona umiała, ale nie umiała żyć.” No właśnie. Ale miłość, bez dobrze rozegranej prozy życia, nie jest dla mnie żadną sztuką.

 

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, pewnie chętnie przeczytacie też:

Upierdliwa teściowa jest babcią…

Miłość w dobrym stylu – a może by tak po francusku?

Z mężem możesz się rozwieść, a rodzina to zawsze rodzina…
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2



O autorze -



  • Bardzo podoba m się Twoje ostatnie zdanie :)

  • I znów finezyjnie opisane! Zachęciłaś do obejrzenia.
    P>S> ekstra kubek.

  • Filmu nie widziałam i nie zobaczę. Głównie przez tę mitologizację osoby Wisłockiej. Dla mnie życie Kobiety, która usuwa 3 ciąże w imię nauki nie jest czymś w co chcę się zagłębiać (i nie ma tu tak do końca znaczenia moja opinia na temat samej akt aborcji, bo akurat w tym temacie tej bohaterki jest bardziej złożony…). Z drugiej strony liczę bardzo, że każdy kto obejrzał ten film temat „sztuki kochania” przemyśli i wyjdzie z tego coś pozytywnego:)

    • Dokładnie. Ja poszłam do kina z ciekawości. Nie żałuję, ale masz rację, że bez refleksji ten film to trochę propaganda. Tu nie powinno chodzić o rewolucję seksualną tylko przemyślenie, czym jest takie hasło jak „sztuka kochania”, zarówno wobec mężczyzn, rodziny, dzieci… Ciężki temat, ale tak pokręcone cudze życie dla mnie osobiście jest dobrą nauką. Tylko taką na zasadzie antywzoru. :/

      • Podrzucialam Mężowi Twój tekst. Stwierdziliśmy, że obejrzymy film, choć planowaliśmy go zbojkotować…

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl