blog parentingowy

5 najważniejszych dla mnie wpisów 2016 roku

Bardzo chcę, żebyście je poznały, o ile jeszcze ich nie czytałyście. Te wpisy, to taka kwintesencja tego bloga. Tego, co chcę Wam przekazać. W niektórych jestem niezbyt poprawna politycznie, ale to właśnie po ich publikacji dostawałam od Was najwięcej wiadomości prywatnych, których jedną główną Waszą myślą było „uff, są jednak matki, które myślą podobnie, jak ja”. Okazuje się, że jest ich sporo. Choć powiem szczerze, czasami bałam się, że mnie „zjecie”, po ich publikacji. Dlatego przypominam te teksty, niech się niesie ta mniej popularna, mniej medialna wizja macierzyństwa.

 

Nigdy do tej pory nie pisałam Wam, że moja misja to „odlukrowywanie” macierzyństwa, choć to takie popularne teraz hasło. Nie napiszę tego nigdy, bo moje macierzyństwo bywa wylukrowane do granic możliwości. Są takie momenty, kiedy rozpłynęłabym się w zachwytach nad moim życiem i moim macierzyństwem i nie będę udawać, że tak nie jest. Bo cholernie lubię te chwile. Ale nie napiszę Wam też nigdy „powinnaś spać z dzieckiem”, „noś w chuście, bo tylko tak pozna czułość”, „karm piersią to będzie zdrowe”, „nie krzycz, bo zranisz” itp. itd..

 

Z karmienia własnym mlekiem zrezygnowałam z nieskrywaną ulgą, bo wkurzał mnie ciągły romans z laktatorem. W chuście nie nosiłam bo naparzał mnie kręgosłup, a co do krzyczenia i rodzicielstwa bliskości mam stosunek taki, jak do zeszłorocznego śniegu. Moje macierzyństwo jest intuicyjne, ale nie znaczy to, że takie Wam polecam. Mało mnie interesuje, jak karmicie, jak śpicie. Jedyne, co chcę Wam przekazać, to, że macierzyństwo, jak każda relacja w naszym życiu, nie jest czarno białe. Między świętością, a patologią jest jeszcze cała masa możliwych zachowań i odczuć. Naprawdę możemy być szczęśliwe, nie zadręczając się wiecznie wyrzutami sumienia, nie zaczytując w poradnikach, nie oceniając nawzajem na forach, czy grupach na fejsie. I o tym są te teksty.

 

„Gorszy poród?”

 

DSC_0891

 

(…) Ta co urodziła naturalnie szczyci się, że taka dzielna. A druga, co miała poród cesarski, mówi, że ta pierwsza to frajerka, bo po co rodzić w bólach jak można to „lepiej” zaplanować. Z kolei inna co miała cesarkę czuje się niedowartościowana. A jej koleżanka co rodziła w męczarniach i bólach, żałuje, że mogło obyć się bez traumy. I wtedy odzywa się ta pierwsza. Że taka nasza natura, że powinność, że to, jak jesteśmy dzielne tworzy z dzieckiem większą więź…

 

(…) zwyczajnie wyjęto mi ją z brzucha…

 

 (…) Pamiętam, że na sali było mnóstwo osób. Nie wiedziałam, kto kim jest, ale co chwila podchodziły do mnie różne kobiety. Jedne dłubały coś przy moim ciele, inne co jakiś czas głaskały po ręku, głowie. „Nie denerwuj się tak dziecko, bo zemdlejesz.”. Nie wiedziałam, że organizm ludzki jest w stanie tak zareagować na stres. Trzęsłam się. Leżałam z rozłożonymi nogami i widziałam, jak drżą z niesamowitą prędkością we wszystkie strony. Próbowałam je zatrzymać, ale nie byłam w stanie.

 

„Jak to możliwe, przecież mówili mi, że nic nam nie grozi, że jak już leżę w tym szpitalu, to niech doleżę do końca…?” Próbowałam pytać, dowiadywać się, ale tak szczękałam zębami, że personel ledwo mnie rozumiał. Jedna z pielęgniarek, po mojej prośbie przyniosła mi telefon. Zadzwoniłam do męża i mamy. Bałam się tylko, żeby jechali spokojnie… Nawet nie poczułam jak wkłuwali mi się w kręgosłup, jak wkładali cewnik… Ja, która zawsze miałam wyjątkowo niski próg bólu. Cały czas się modliłam.  (…)

 

Więcej znajdziecie TU

 

„Szczęśliwa kura domowa”

 

DSC_0024

 

(…) Nie oceniam, rozumiem. Podziwiam kobiety, którym udaje się być jednocześnie świetnymi pracownikami, cudownymi matkami i ciepłymi żonami. Ja nie umiem być dobra aż na tylu płaszczyznach. Wiem, że są kobiety, które po prostu muszą wrócić do pracy. Rozumiem, że są też takie, które zwyczajnie chcą, bo spędzając cały swój czas z dzieckiem w domu, czują się niespełnione. Mają do tego prawo.

 

Ale ja nie czuję się gorsza! Nawet przez chwilę nie zazdrościłam żadnej pracującej w korpo koleżance. Choć w dzisiejszych czasach, mam wrażenie, że właśnie to, jest bardziej potępiane niż zostawienie dziecka w żłobku, czy z nianią. Zupełnie inaczej niż kiedyś, gdy taka matka po cichu i jak bardzo okrutnie, niesprawiedliwie była oceniana, nazywana wyrodną. Teraz bycie Wonder Woman jest w modzie. Nie robisz kariery? Pewnie jesteś nudna, sfrustrowana i zaniedbana! (…)

 

Cały wpis znajdziecie TU

 

 

„Dobrze rad nie rozmnażajcie się”

 

małżeńskie kłótnie rodziców

 

Nie wystarczy, że jest w związku fajnie, że jest miło. Po narodzinach dziecka nie zawsze będzie miło, czasami będzie nawet cholernie niemiło, do dupy. Pytanie, czy będziecie chcieli to przetrwać… Czy kochasz i szanujesz Ją/Jego, czy tylko żyje się Wam wygodnie razem, jest z kim pójść do łóżka, z kim przyimprezować…?

 

Cały wpis znajdziecie TU

 

„Cycki i chusty nie zrobią z nas dobrych matek”

 

jak być dobrą matką

 

(…) Pomyśl tylko, co pamiętasz z własnego dzieciństwa? Czy to, jak długo mama karmiła Cię cyckiem? A może to, czy nosiła Cię na rękach całymi dniami i nocami? Nie pamiętasz tego, to jasne. Ja byłam dość długo na mleku mamy i szczerze – zwisa mi to i powiewa. Nie byłam wybitnie zdrowym dzieckiem, wręcz chorowitym. Ani zębów nie miałam jakiś pięknych, prostych, choć nie byłam narażona na rzekome krzywdy jakie wyrządza butla ze smokiem… Może wyjątek potwierdza regułę, nie ważne. Mniejsza o to…

 

Pamiętam za to, jak mama robiła mi na drutach sweterki dla ukochanego misia Bronka. Pamiętam, jak chodziłyśmy na długie spacery i lody do pobliskiego parku Skaryszewskiego – mama zawsze jadła Magnuma, ja Zappa. Pamiętam, jak mama perfekcyjnie wybierała mi jajka z niespodzianką, ważąc je w rękach, tak by trafić na słonika, czy hipcia do kolekcji. Albo, jak szyła mi stroje na bale przebierańców, tak, że zawsze wymiatałam wśród reszty dzieci. (…)

 

Cały wpis znajdziecie TU

 

„No nie przesadzajmy! Macierzyństwo, to nie droga do wniebowstąpienia…”

 

jak dobrze wychować dziecko

 

(…) Czy dziś już serio sama miłość do dziecka nie wystarczy, by uczynić je szczęśliwym i dobrze wychować? Czy potrzebne nam są te wszystkie metody wychowawcze i psychologiczne porady? (…)

 

(…) Ale czy tym dążeniem do ideału, paradoksalnie, nie wyrządzamy mu krzywdy? Przecież świat nie będzie dla niego taki łaskawy… Czy ta niezwykła dobroć, brak popełniania błędów, ogromne wsłuchiwanie się w potrzeby i uczucia naszych dzieci nie sprawi, że wychowamy życiowe kaleki, które dobrze będą czuły się tylko w rodzinnych domach? (…)

 

(…) To, co nie obejdzie jednego dziecka, inne może okropnie zranić. To co podziała wychowawczo na jedno, do drugiego w ogóle nie trafi. Jak to rozpoznać? Jak rozszyfrować, co pasuje do naszej rodziny? Tego nie podpowiedzą nam żadne poradniki. Ale wierzę, że każda kochająca matka wyczuwa to intuicyjnie i będzie umiała podzielić swoje zachowania na te właściwe i niewłaściwe dla własnego dziecka. (…)

 

Cały wpis znajdziecie TU

 

 

A Wy macie, jakieś ulubione wpisy? W kolejnym wpisie, pokażę Wam te, z największą klikalnością… 😉

 

pasek-do-teksty

 

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też ma swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2

 

 



O autorze -



  • Bardzo ciekawy przegląd, nie wszystkie z tych wpisów czytałam, ale z chęcią nadrobię, bo bardzo lubię Twojego bloga :)

  • Nie znałam tylko pierwszego wpisu, ale chętnie wróciłam do wszystkich tu wspomnianych. Dobra robota. A apropos porodu powód cc tej pierwszej, miałam taki sam, tyle że u mnie Marcinek był takim akrobatą że dodatkowo zawiązał sobie supeł na pępowinie… :)

  • Tekst o kurze domowej i o macierzyństwie, te chyba najbardziej mi się podobały :)

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl