zmienne nastroje matki

To już jest pewne! Mam rozdwojenie jaźni… Ty też!

W jednym dniu potrafię być rozanielona, przeszczęśliwa i zakochana, by po godzinie być rozzłoszczoną do czerwoności, a zaraz później sfrustrowaną, zrezygnowaną… Na końcu jest ściskanie w sercu i wyrzuty sumienia. I od nowa –  wielkie love i euforia, później wkurw, brak sił. I znowu… Znacie to? No jasne! Przecież też jesteście matkami!

 

I tak żyjemy sobie na tej naszej sinusoidzie emocjonalnej, z w kółko przeplatanymi uczuciami. Z rana cieszymy się słodkim uśmiechem dziecka, popołudniu jesteśmy zmęczone buntami i codziennością, by później znów z rozrzewnieniem patrzeć na słodko śpiącego potomka. To teraz niech któraś  mi powie, że nie miewa dni z podobnymi huśtawkami nastrojów… To nie uwierzę! 😀 Ja takie wahania mam prawie codziennie. 😉 Jesteśmy ludźmi i nawet, jak się do tego publicznie nie przyznajemy, ani nie dajemy po sobie poznać, to takie wyzwanie, jakim jest rodzicielstwo odbija się na psychice. 😀

 

To teraz proszę mi się tutaj zwierzyć, jak często macie ochotę zostawić cały ten cyrk i uciec od niego przynajmniej jakieś kilkaset kilometrów, albo jeszcze lepiej na drugi koniec świata? Bezpieczniej, tam nas nie znajdą. Ja tak mam jakoś raz na tydzień, czasem częściej.

 

zmienne nastroje matki

 

No  to okazja się przydarzyła. Mąż postanowił mnie wyciągnąć na kilkudniowy wypad. Pierwsze uczucie – euforia. Będzie jak dawniej! Hurra! Po paru minutach strach.  Jak Blanka zniesie rozłąkę. Po kilku kolejnych minutach – jeszcze większy strach. Jak ja poradzę sobie bez niej? Co tam te jęki, stęki, nieprzespane noce, ząbkowanie, bunty, histerie przy prawie każdym posiłku… Przecież ona naprawdę jest taka słodka. No najsłodsza… Tak naprawdę to przecież lubię jak się tak nade mną pastwi. Przyzwyczaiłam się. Narzekam ciągle na zmęczenie, ale czy rzeczywiście chcę tego spokoju. Z dala od niej? Nie, nie, nie!

 

Po paru dniach nastąpił mechanizm wyparcia. Postanowiłam o sprawie nie myśleć, bo motto „pomartwię się jutro” to moja życiowa dewiza. 😀 Minął miesiąc, półtora i w końcu dotarło do mnie, że za kilka dni czas na rozstanie… Typowe zmienne nastroje matki znowu zaczęły mnie gnębić. Blanka, jak pewnie większość dzieci to taki typowy anioł z czarnym tyłeczkiem, więc pomagała mi w tym rozstrojeniu nerwowym perfekcyjnie. Raz była tak urocza i cudowna, że na samą myśl o tym, że nie będę jej widzieć kilka dni, łzy same napływały do oczu. Po chwili tupała nóżkami i kładła się w „rozpaczy” na ziemi na hasło „zmienimy pieluszkę”, albo „może napijesz się herbatki?” i sprawiała, że szczerze nie mogłam się doczekać, jak od niej odpocznę. 😀

 

Przyszedł dzień rozstania… Próbowałam zrobić wszystko, żeby nie prezentować mężowi swojego nieszczęścia… Niestety, trudno mi było zapanować nad skwaszoną miną „srającego kota”. W końcu, jak zobaczyłam na lotnisku strefę zabawy z tłumem roześmianych dzieci, nie wytrzymałam i zaczęłam płakać… Wizja czterech dni bez Niej, była straszna.

 

zmienne nastroje matki

 

Ale wiecie, co? Bawiłam się świetnie! Odżyłam. Nie było nawet czasu jakoś baaardzo tęsknić. Polecam to każdej matce i sama z pewnością jeszcze nie raz nam taką rozłąkę zafunduję. Żeby naładować akumulatory, żeby pobyć sobie we dwoje i żeby sobie przypomnieć, jak się tego małego szkraba kocha. Bez względu na wszystko.

 

Chociaż i tak, już w dobę po powrocie zdarzyła mi się chwila, że miałam ochotę znów wsiąść w ten samolot. 😀 A teraz piszę ten tekst i co jakiś czas spoglądam na Blankę rozanielona. Pewnie dziś te dwa stany znów przydarzą mi się kilkukrotnie. 😀 Matka to nie jest normalna istota. Ale z pewnością nie jest jej nudno i monotonnie… 😀

 

pasek-do-teksty-1

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

3 etaty na których każda z nas „robi” u własnego męża za darmoszkę

Miłość w dobrym stylu – a może po francusku?

Slow love rodziców – da się?

Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

Bez-nazwy-2



O autorze -



  • MyMami

    Mam dokładnie tak samo!! Boże czy wszystkie matki takie są?? Jeszcze miesiąc do see bloggers a ja już przeżywam jak to będzie. Czasami mam ochotę zrezygnować a po 5 minutach odliczam dni do wyjazdu.

    • Rezygnować nie wolno! 😉 Trzeba chociaż spróbować. 😀 Jak coś będziesz wracać na sygnale, ale wątpię, żeby było tak źle.
      Ps.: My też będziemy bez Blanki jednak, więc postaram się nieźle umilić Ci czas 😀 Będzie weekend mamusiek! 😀

      • MyMami

        Liczę na to:)

  • Ja zawsze mówię, że jak to tak wyjechać bez młodej? Rzadko wyjeżdżamy i jeszcze mam ją zostawić? No i do tej pory jej nie zostawiłam :) A owszem choćby dwa dni sam na sam z mężem by sie przydało, ale koniecznie w miejsce gdzie nie widziałabym innych dzieci!!!!! :)

    • Ja miałam to szczęście, że byliśmy w Kijowie, a tam, jak mój mąż się śmiał – chyba trzymają dzieci w domach, jak w jakiś klatkach. 😀 Ciężarne też pokitrane gdzieś po kątach. 😀

      A tak już całkiem serio, warto sobie czasami odświeżyć te relacje z mężem. Z dziećmi jest inaczej… Kiedyś też od nas się powyprowadzają i w ogóle. Warto mieć tą relację z ich ojcem taką cacy, żeby później nie oszaleć. Tak myślę…

      • Masz rację, córka wyfrunie z gniazda a my zostaniemy-warto wtedy mieć ze soba dobre i zdrowe układy :))))

  • Oj tak! Może to straszni zabrzmi, bo nasz synek ma dopiero 2 miesiące, ale trafił nam się wyjątkowo wymagający egzemplarz, który daję rodzicom popalić, a wtedy mam ochotę uciec jak najdalej!! Pewnie jeszcze trochę czasu minie, aż zostawimy go na weekend z dziadkami i sami się oderwiemy, ale szczerze… mimo, że pewnie będę przeżywać nasze rozstanie, nie mogę się tego doczekać. Tak dla zdrowia. Psychicznego.

    • Wcale mi to nie brzmi strasznie, bo ja właśnie w tamtym okresie miałam największą chęć na ucieczkę. 😀 Czasami śmiałam się do męża, że może zjem Blankę, żeby znowu była w brzuchu, bo było łatwiej. 😀 To dopiero strasznie brzmi. 😀 😀 My tak, po 3-4 miesiącach zaczęliśmy zostawiać małą np. na kilka godzin wieczorem i robiliśmy sobie takie randki. Dużo to mi pomogło. 😉 Od razu wracałam, jako lepsza, cierpliwsza matka. 😉

  • Tak już mamy 😉 z jednej strony narzekamy, a z drugiej, ciężko na chwile zostawić nasze dziecię 😛 Gratuluje odwagi, i wyjazdu bez córci:) Ja chyba nie dałabym rady, mój mąż z resztą też. Rozumiem Twoje łzy, sama pewnie widząc bawialnie płakałabym jak bóbr 😛 Z drugiej strony kiedyś chciałabym dorosnąć do wyjazdu tylko z mężem. Bo przecież jak córcia zostaje z dziadkami to ma cudowny czas. I to takie błędne koło 😛

    • Jeśli dobrze czuje się u dziadków, to za jakiś czas sama Wam powie, że chce u nich zostać na trochę. 😀 Chyba, że będzie taka delikatna, jak ja w dzieciństwie. Zawsze było mi szkoda, że mama tak szybko po mnie przyjeżdża, ale jej nie mówiłam, żeby jej nie robić przykrości. 😉

  • Wiesz co? Ja jeszcze nigdy nie zostawiłam dzieci na dłużej niż kilkanaście godzin…To znaczy kiedy je Rodziłam to na trzy dobry zostawiłam t starsze, ale to najmłodsze było przy mnie, więc to trochę jednak inna sytuacja:P Zawsze byłam przy nich w nocy…Tak już 6 lat…I nie wyobrażam sobie zostawić ich mimo, że jestem już poczciwą, starą i doświadczoną macierzą. Mam nadzieję, że życie mnie do tego zmusi i wyjadę gdzieś bez dzieci na kilka dni…I pewnie będę czuła to samo co Ty i przed i po wyjeździe…Jakoś tak się troszkę pozytywniej do tego nastawiłam…Problem tylko będę miała z kim te dzieci zostawić…Więc wyjazd we dwoje chyba odpada:(

    • No właśnie… Trójeczka to gromadka i pewnie mało kto oprócz rodzica podołałby. Później dzieci Wam podorastają – jakieś kolonie i te sprawy, to będzie idealny czas, żeby wyjechać gdzieś we dwoje. 😉

  • Ja na razie nie wyobrażam sobie zostawić Izy na kilka dni, a po drugie tutaj nawet nie miałabym z kim. Ale na razie wystarcza mi kilka godzin tygodniowo bez niej, by naładować akumulatory :) Chociaż taki wypad z mężem sam na sam jak za dawnych czasów byłby miły :) Może kiedyś.

    • Kiedyś znajdzie się dobry moment na pobycie sam na sam z meżem. Może w czasach jakiś kolonii, czy zielonych szkół. 😉 A warto!

  • Na te kilkanaście lat bycia mamą nie zostawiliśmy naszych dzieci ani razu.
    I to nie chodzi o strach przed tym czy i jak sobie poradzą, czy będą tęsknić, czy my będziemy tęskinić. Tylko o to, że im też wyjazdy i wycieczki podobają się a my no cóż, jesteśmy bardziej szczęśliwy jak oni są z nami i sprawiamy im radość. Wiem, że przyjdzie czas na solowe wyjazdy:) Na razie jest nam z tym dobrze. Tak samo jak nie wyobrażam sobie wyjazdu na osobne wczasy bez męża i rodziny. Taki typ ze mnie a właściwie z nas, bo mąż ma tak samo;)

    • Różne są dzieci, różni rodzice, małżeństwa różne. :) Najważniejsze, że w takim układzie, jaki jest wszyscy jesteście szczęśliwi. My potrzebujemy być trochę sam na sam i ten układ się sprawdził, bo i Blanka „znormalniała” trochę u babci. 😀 A dostarczamy jej tylu wrażeń i wyjazdów, że ten raz do roku nam się należy, a ona w lunaparku u dziadków też ma raj na ziemi. 😀

      • Dokładnie najważniejsze, żeby wszyscy byli szczęśliwi.

  • Mam tak samo. Czasami zastanawiam się czy nie powinna pójść do psychiatry, bo chyba jestem nienormalna. Raz jestem rozanielona, całuję po stópkach, a po chwili mam ochotę zapakować się do walizki i wysłać na Madagaskar 😛
    ale jeszcze nie dojrzałam do zostawienia Małej Zet na dłużej niż jedną noc.

    • Mi się wydaje, że do tego trudno dojrzeć. Ja też się nie czułam na to gotowa, aż do pierwszego razu. To jest impuls, decyzja, potem się żałuje, a na końcu radocha. 😀 Taka już rola matki, że targana jest skrajnymi emocjami. :)

  • Ja to w takim razie powinnam iść do psychiatry, kilkunastokrotnie w ciągu dnia przechodzę ze stanu euforia do załamania :)

    • Gdybyśmy mieszkały bliżej siebie, mogłybyśmy się umówić na terapię grupową. Ja też kilkanaście razy w ciągu dnia zmieniam nastroje, teraz jak jestem matką. 😀

  • Nam się raz zdarzyło wybyć samym, bez dziecka, mieliśmy wolną noc. Ale to było fantastyczne uczucie 😉

    • Ach, aż się miło czyta. Komentarz pełen entuzjazmu. Fajnie, że są jeszcze wśród jeszcze szczęśliwe małżeństwa.;)

      • Może dlatego jesteśmy entuzjastyczni bo nie jesteśmy jeszcze małżeństwem xD

        • Oj tam, oj tam… Takie uogólnienie! 😉 Małżeństwo to jak dla mnie stan umysłu, a nie jakiś tam papierek. Z resztą liczą się tu temperamenty i uczucie. My jesteśmy prawie 5 lat po ślubie, a entuzjazm nie zanikł. 😀

  • salus salus

    też mam!! i w ogóle czasami zastanawiam się, czy nie jestemm chora psychicznie!!;p

    salusiowo.blogspot.com

    • Ja też czasami wątpię w to, czy jestem całkiem zdrowa. 😀 Skoro nadal mamy takie myśli to chyba jeszcze nie ześwirowałyśmy. 😉

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl