Matka i Ojciec - bitwa wyobraźni

Matka i Ojciec – bitwa wyobraźni

Robiliście sobie kiedyś test na płeć mózgu? My tak. Był to jeden z tematów na warsztatach podczas moich studiów. Zatachałam więc test do domu i wypełniliśmy go razem z moim mężem, wtedy jeszcze  narzeczonym. Wyszło nam, że mój mózg jest w 100% kobiecy, a jego w 100% męski. Według profesora, który prowadził te zajęcia, nie mieliśmy szans na dłuższy związek. No cóż. Jesteśmy razem 7 lat, więc chyba dajemy radę. 😀 Ale, ale… Te diametralne różnice w rozumowaniu, widać dopiero teraz, gdy funkcjonujemy też jako matka i ojciec…

 

Mój mąż, jako ojciec „ogarnia temat” opieki nad dzieckiem całkiem nieźle. Dumnie karmił małą butlą, gdy była niemowlakiem, umie zmienić pieluchę nawet z „dwójki”, z powodzeniem wciska małej kolację, gdy wróci z pracy… I w sumie, jako mama i tata, zwłaszcza na tym etapie rodzicielstwa, gdy mamy w domu malucha, a już nie niemowlaka, niewiele nas różni, jako rodziców. A jednak. Podstawowa sprawa, która chyba zawsze będzie nas dzielić, to wyobraźnia…

 

Matka i Ojciec - bitwa wyobraźni

 

On moją wyobraźnię często nazywa „krakaniem”, czy „czarnowidztwem”, a nawet „gderaniem”… 😀 Ja jego wyobraźnię zwykłam kwitować słowami „brak wyobraźni”. A przy skrajnym wkurzeniu mówię – „Tomasz (pełna i oficjalna forma imienia już wskazuje na to, że jest źle), ty jesteś nieodpowiedzialny!”.  Jest z nami kiepsko? I ja i on kwalifikujemy się na terapię? Nie no! Przecież przeciwieństwa się przyciągają, a rzekłabym nawet, że w rodzicielstwie można się wtedy świetnie uzupełniać.

 

Już Wam pisałam o tym, jaka jest rola ojca w życiu dziecka – TU… A oto fragment tych wywodów.

 

„I tak sobie siedziałam i myślałam, co jeszcze dają od siebie ci nasi partnerzy, mężowie, jako tatusiowie. No co? Ano moim zdaniem dają dzieciom paradoksalnie to, co najczęściej nas, kobiety w nich wkurza. My, jako matki stajemy się do bólu racjonalne, a „spięcie pośladków” jest u nas permanentne. Widzimy masę zagrożeń, przed oczami mamy ciągle upadki, byle wiaterek, to już w głowie pojawia się myśl „katar”. No nie jest tak? A jak nie! Ojciec, jak każdy facet, to tak na prawdę w dużej mierze mentalnie mały chłopiec, co to w dziecku widzi często kompana do zabawy, przy dziecku może znowu poczuć się beztrosko. A to na prawdę bardzo wiele.”

 

I to jest super… Choć ostatnio stwierdzam, że bardzo łagodnie potraktowałam tych naszych panów… 😀 Wszystko jest fajnie, do momentu jak ojciec dziecka ma być nie tylko (i aż) fajnym kumplem i kompanem do zabawy, ale realną pomocą dla matki w opiece nad dzieckiem… I to właśnie w momentach, gdy trzeba włączyć wyobraźnię. Umówmy się – do zmiany pieluchy, czy karmienia jej nie trzeba… W kwestii owej wyobraźni nagle okazuje się, że matka ma w domu czasami jedno, dodatkowe, dziecko. Takiego starszego brata, dla swoich maluchów. 😀 Nie wiem, czy oglądałyście kiedyś filmiki na youtube o nazwie  „balancing baby” – KLIKObejrzyjcie koniecznie. Nie będziecie wiedziały, czy śmiać się, czy płakać. Ojcowie 3-4 miesięczynych dzieci stawiają je sobie na rękach i balansują z bobasami… Podobno w tym wieku napięcie mięśniowe pozwala dziecku stać w miejscu. Nie wyobrażam, sobie matki, która próbowałaby czegoś takiego. Mam nadzieję, że mój mąż tego nie próbował i nie spróbuje z jakimś kolejnym potomnym, bo może pokażą naszą sprawę w jakimś programie interwencyjnym zatytułowanym „matka zaatakowała ojca widelcem, który był pod ręką, bo bawił się z dzieckiem”. 😀

 

Matka i Ojciec - bitwa wyobraźni

 

Matka i Ojciec - bitwa wyobraźni

 

nad morze z małym dzieckiem

 

molo Sopot

 

molo Sopot

 

Jest inaczej niż sobie wyobrażałam. Mój mąż ma zawód ściśle związany z bezpieczeństwem, co tu dużo gadać, naoglądał się w swoim życiu różnych rzeczy… Ja to niby beztroska humanistka, takie trochę fiu-bździu w głowie. W domu te role się odwracają… O, chociażby taka ostatnia sytuacja z naszego życia. Matka skrzętnie pilnuje by dziecko nie dostało się samodzielnie na balkon, gdzie przecież może wspiąć się na krzesło, z krzesła na stół, a potem wychylić i… Wolę sobie nie wyobrażać! Ojciec nie ma takich wizji. Daje dziecku spokojnie eksplorować świat. I gdy matka pyta, po tym, jak ojciec podlewał kwiatki – „Zamknąłeś drzwi od balkonu?”, „Tak, tak…” – słyszy w odpowiedzi. A potem orientuje się przerażona, że słyszy CISZĘ. Wybiega na ów balkon, gdzie radośnie stoi sobie dziecko. Jakże szczęśliwe, że tatuś dał mu taką super okazję do zabawy. Okno balkonowe jednak było otwarte.

 

Matka i Ojciec - bitwa wyobraźni

 

molo Sopot

 

nad morze z małym dzieckiem

 

molo Sopot

 

Matka i Ojciec - bitwa wyobraźni

 

Niedługo wyruszamy na wakacje, a ja już pracuję nad swoją czujnością. Muszę czuwać nad dzieckiem… I nad mężem. W końcu mój własny ojciec, na jednych z naszych pierwszych wakacji, gdy miałam jakieś 2 lata, zgubił mnie dwa razy. Raz zostałam odnaleziona po pół godzinnych poszukiwaniach, gdy bujałam się na łańcuchach w parku w Kołobrzegu. Drugim razem, gdy już wchodziłam sama z wiaderkiem w ręku na plażę w Mielnie, zniecierpliwiona, że ojciec tak długo się szykował na plażę. Ach ten los matki z takim ojcem! Ale z drugiej strony, ile przygód bym straciła, ile mniej rodzinnych opowieści byłoby teraz do wspominania. 😀 Ufaj i kontroluj to teraz moja dewiza. 😀 Och, jak się cieszę, że moje okna kuchenne wychodzą akurat na osiedlowy plac zabaw. 😀

 

Co tu dużo ukrywać… Z samą matką o wyobraźni z zabarwieniem dramatycznym dziecko zanudziło by się do granic możliwości! Ale z samym ojcem beztroskie zabawy mogłyby się czasem skończyć źle. Więc konkluzja jest jedna. Stanowimy dream teamy. My matki i ojcowie! Kochajmy się i rozmnażajmy. Razem damy radę! 😀

 

molo Sopot

 

nad morze z małym dzieckiem

 

nad morze z małym dzieckiem

 

nad morze z małym dzieckiem

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

Slow love rodziców – da się?

Upierdliwa teściowa jest babcią…

Miłość w dobrym stylu – a może po francusku?
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2



O autorze -



  • Mezczyzni juz tak maja. Sama sie czesto czuje jakbym miala troje dzieci nie dwoje…

    • Ach, ale w sumie oprócz tych facetów-dzieci znam też typ wiecznych realistów i nieznośnych mentalnych „zgredów”, to już chyba lepsi ci mali chłopcy. 😀

  • ha ha :) U mnie podobnie :) Mąż ogarnia opiekę nad córką od chwili jej narodzin a ja jestem ta od czarnowidztwa :) Moja wyobraźnia za intesywnie pracuje w temacie zwłaszcza zdrowia i bezpieczeństwa córki :)

    • To tak jak u mnie. Tylko do momentu jak jest to kwestia wyobraźni. Jak przychodzi co do czego i małej rzeczywiście coś jest to znajduję w sobie jakieś nadprzyrodzone siły i działam, reaguję i to ja widzę wszystko pozytywnie. :)

  • Paolina Paolina

    Trafione! Ach Ci faceci 😉 ale jakby nie było służą pomocą :-)

    • No właśnie i to im się chwali. A subtelnie skontrolować sprawę zawsze można. 😀

  • Faceci trochę inaczej patrzą na wszystko, prawdę mówiąc zazdroszczę im tego luzu;)

  • Ciekawe, jaki ja mam ten mój mózg :)
    Tekst, jak zwykle, ciepły i budujący, ale zdjęcia – cudo! Ja chcę nad morze…!

    • Taki test na płeć mózgu to ekstra sprawa. Tylko warto znaleźć taką bardziej naukową wersję. :) A co do morza, to niestety był to tylko jednodniowy wypad, przy okazji odwiedzania rodziny z Pomorza. :) Muszę ich częściej zaciągać nad samo wybrzeże. 😀 Ale prawdziwy urlop już niebawem…

  • Ja też nigdy nie zrozumiem jak Mąż może puszczać naszą dwulatkę w teren bez opieki (dodam, że za płotem czuha na nią rzeczka, czasem pędzący autem listonosz a i ona sama stanowi często dla siebie samej zagrożenie, bo kreatywności nie da się jej odmówić:P) Choć ja sama nigdy nie byłam Mamą z wielką wyobraźnią:) i naprawdę na wiele pozwalam moim dzieciom to jednak daleko mi do każdego Tatusia:)

    • Teraz inaczej się wychowuje dzieci. Kiedyś taki dwulatek to było już nie raz duże dziecko… Jak mi babcia opowiada, że wysłała moją mamę samą do sklepu (a mieszkali w Warszawie), gdzie musiała przejść przez dwie ruchliwe ulice osiedlowe, jak miała 2 i pół roku, to truchleję na samą myśl. Więc wbrew pozorom taki dwulatek może być dość samodzielny. Ale jak mawiają „strzeżonego…”, więc ja nie ograniczam małej, ale lubię ją obserwować. Mój mąż niby też, choć czasem się zapomina. 😀

  • U mnie jest jeszcze jeden problem! Mr Right zdecydowanie na zbyt wiele Małej Zet pozwala. Ja przez pół dnia tłumaczę, że czegoś nie wolno, bo boję się, że zrobi tak jak mnie przy niej nie będzie, po czym wieczorem ona już może to robić, bo tata jej pozwolił ! 😛

    • Znam to. Mój to czasem udaje, że nie pamiętał, że na coś ustaliliśmy,że nie pozwalamy. 😀 Też musimy tych naszych mężów zrozumieć, bo jakoś chcą nadrobić ten czas spędzony w pracy, z dala od córek. 😀 Ale czasami odpierdziel się należy!

  • arbuziaki.pl

    Takie różnice w poglądach są nawet wskazane. Bardzo mi się przydaje ten luz emitowany przez drugą połowę- inaczej bym zwariowała jako zafiksowana mama 😉

    • O tak. Mężczyźni wprowadzają do rodziny taką „świeżość” umysłu. 😀

  • Chyba już tak jest, że matka to ta zła, marudząca i zakazująca, a tatuś to luzak i na wszystko pozwala :) Pewnie gdyby tatusiowie spędzali z dziećmi tyle czasu co mamy, to już by nie byli tacy wyluzowani :) A przy okazji zgubień – mnie też zgubili w Kołobrzegu i to na plaży wsród tłumów!

    • Haha, traumy z dzieciństwa. 😀
      A co do tatusiów, to racja. Mój wystarczy, że zostanie z małą sam na 2-3 godziny i już wariuje. Najfajniej jest jak jesteśmy razem, w trójkę. Taka harmonia jest i równowaga miedzy zrzędzeniem, a szaleństwami. 😀

  • MyMami

    Faceci to inne wymiar mocy:) Zazdroszczę im tego luzu. Ja zawsze wszystko widzę w czarnych barwach. Moja wyobraźnia nie pozwala mi na luz:P:P

    • Ja już troszkę się tego luzu nauczyłam, ale w takiej kontrolowanej wersji. 😀

  • Oj tak sama prawda :) U nas jest tak, że w niektórych sytuacjach jest odwrotnie, i ja podchodzę na luzie, a mąż zestresowany. Ja znowu muszę przypominać np żeby nie robił dziecku szalonego samolotu w 10 sekund po tym jak zjadło duży obiad. 😉

    • Haha, mój też ma czasami takie pomysły, choć powinien się znać na takich rzeczach bardziej, jak ja. Chęć zabawy bierze górę. 😀

  • U nas jest całkowicie na odwrót, ja luz a mąż ciągle widzi upadki i katar :) U nas role chyba zupełnie się odwróciły.

    • Haha, zdarza się tak. A znam pary, które mają tą płeć mózgu zupełnie na odwrót – on ma żeński, ona męski, choć stanowią najzwyklejszą, tradycyjna parę, ona laska, on z wyglądu mega męski. 😀 I właśnie takie mają podejście do rodzicielstwa, jak piszesz. 😀

      • To chyba o Nas :) Z boku ja 100% kobieta, on z wyglądu męski… a z charakteru zupełnie odwrotnie :)

        • Haha, grunt to się uzupełniać, a w którą stronę, to już mniej istotne. 😉

  • To my się wybijajamy że schematu. Bo ja pozwalam eksplorować świat Synowi i pozwalam mu być bardzo samodzielnym a mąż to by chuchał i dmuchał na niego. Za to jeśli chodzi o wychowanie to ja jestem tą ostra i nie pozwalam na kompromisy, a z tatą syn robi co chce, owinoł go sobie wokół palca 😊

    • Haha, dobry i zły glina. 😀 U nas na razie role są równo rozłożone, raz jedno raz drugie wiedzie prym albo w rozpieszczaniu, albo w „rygorze”. 😀 A z tą wyobraźnią, to ważne, że równowaga nie jest zachwiana, uzupełniacie się. 😉

  • Jak to mówią, facet nigdy nie zrozumie kobiety, a kobieta mężczyzny :) Jednak to prawda, że mężczyźni inaczej patrzą na wszystko. Więcej swobody, luzu.

    • Jednak prawda. 😀 U nas te różnice stały się zauważalne dopiero po zostaniu rodzicami…

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2016 Chichotkitrzpiotki.pl