problemy z teściami

Upierdliwa teściowa jest babcią…

… a wkurzający teść dziadkiem! Mówi się niby, że wiążemy się z daną osobą, a nie jej rodziną, że miłość ma być między dwojgiem ludzi i to jest najważniejsze. W teorii to się sprawdza, w praktyce czasem też… Zanim pojawia się dziecko trwa rodzinna sielanka, później bardzo często, nieoczekiwanie pojawiają się problemy z teściami!

 

Wiążemy się w pary, jesteśmy szczęśliwi. Cieszymy się błogim życiem we dwoje. Mieszkamy razem. Od czasu do czasu wyskakujemy na obiadki do jednej lub drugiej mamusi. Jest przyjemnie, wesoło. Nikt się do nikogo nie wtrąca, bo i w modzie jest, żeby rodzice dorosłych dzieci żyli własnym życiem, realizowali swoje pasje i cieszyli się, że mają wreszcie święty spokój. Dzieci odchowane, pożenione, problemy z głowy. Raz na jakiś czas teść sobie wypije trochę wódeczki z zięciem, żeby polskiej tradycji stało się za dość. A potem wszyscy rozchodzą się w swoje strony. Jest super.

 

I tak sobie siedzimy i myślimy – „Ale my mamy ekstra, fajną mamy rodzinę, co to za głupie teksty o tych wrednych teściowych… A tak w ogóle to może zrobimy sobie dzidzię?”. No i robimy tą dzidzię, jest miło, bardzo miło. Udało się, ciąża, poród. I zaczyna się cyrk… Ci spoko teściowie, a i ci nieinwazyjni rodzice zaczynają szaleć i doprowadzać młodych rodziców do szewskiej pasji.

 

Jedni, bo popadają w permanentny stres i w ogóle mają sraczkę ze strachu, że jak to ich dzieci mają się zajmować dziećmi? Przecież to niedorzeczne, nie dadzą sobie rady! A oni przecież też nie podołają z pomocą. Wszystko było tak dawno, nic nie pamiętają i boją się dotknąć do taaakiego maleństwa! Więc lepiej niech nie dotyka się do niego nikt, przyjdzie położna powie co robić. A jak już była, to zaraz, zaraz. Co ona mówiła? Bo ze stresu nic nie pamiętają. I znowu zaczyna się. „Delikatniej go podnoś, bo uszkodzisz”, „Jeju, ona się zachłysnęła mlekiem!”, „Odbiło mu się? Nie? Ojeju usnął bez odbicia? Żeby się tylko nic nie stało!”, „Uważajcie!”. I tak w kółko. Nerwowa atmosfera przenosi się na wszystkich, zwłaszcza na dziecko!

 

Drudzy z kolei są przemądrzali i wszystko wiedza najlepiej. Pouczają, dają rady, które były w modzie wieki temu, a przecież nawet nie pokuszą się by sprawdzić, dowiedzieć się, jak to TERAZ wychowuje się dzieci. Jesteście z ojcem dziecka traktowani jak dwoje nieletnich żółtodziobów. I już już, jesteście o krok, żeby wystawić dziadków za drzwi, ale… Czy wypada? Wcześniej mogliście nawet stawiać kontrę, ale teraz… Przecież w Waszym dziecku płynie też krew tych wkurzających teściów. Mają prawo się martwić, kochać, uczestniczyć. Trzeba to znieść. Może przejdzie.

 

No nie przejdzie! Problem będzie się rozwijać i narastać, aż wykipi i spowoduje totalną ogólnorodzinną awanturę „na noże”, a nawet depresję poporodową, czy poważny kryzys w Waszym związku.  

 

Ileż ja znam takich przykładów, jak to nagle rodzinna sielanka jebut… Poszła… w siną dal!

 

Jedna znajoma po porodzie nie chciała odwiedzin w szpitalu, miał być przy niej tylko mąż. Uważała, że jest zmęczona, chce odpoczywać, a pielgrzymki w celu obejrzenia jej osoby styranej porodem i cudownego bobaska mogą się zacząć po powrocie do domu. Ojej, wyklęta została na parę dni, o mały włos teściowie nie wywieźli jej z porodówki prosto do psychiatryka. Teściowa – babcia, do tej pory wycofana i zadowolona, że ma syna z głowy, wypłakała morze łez i obdzwoniła całą rodzinę, aby obwieścić, jaką to złą ma synową. Rodzice dziewczyny jakoś się pogodzili z tą myślą, no bo to wola córki. Trudno. Na szczęście w całej tej sytuacji za świeżą mamą stał murem tata dziecka. Ale nerwów mieli sporo więcej niż gdyby teściowie głosu nie zabierali.

 

Drugi przykład. Dziewczyna o silnym charakterze, z mężem o charakterze dużo bardziej miękkim i on. Teść, dyktator. I co gorsza teściowa – kobicina bez własnego zdania, która męża opanować nie śmiała. Wcześniej jakoś sobie radzili, niby żarciki, niby przekomarzanki na linii synowa – teść były nawet zabawne i zawsze obracane w żart. Po narodzinach syna, o zgrozo – podobnego do dziadka, zaczęło się. Dziadziuś wszedł w rolę tatusia, chciał decydować o wszystkim. O szczepieniach, o rozwiązaniu problemów z laktacją, nawet o tym czy pieluchy mają być zwykłe, czy te wielorazowe. Masakra. Skończyło się znacznym rozluźnieniem relacji, co wiadomo odbiło się na małżeństwie, a i na dziecku.

 

Trzeci przykład. Dziadek, który dostał totalnego pierdzielca na punkcie wnuka. Robi wszystko, żeby tylko być number one. Daje malutkiemu dziecku po kryjomu colę i słodycze, pozwala bawić się młotkami,  skakać po łóżku, rozkręcać meble. Pozwala na wszystko, czego zabraniają rodzice, zwłaszcza ojciec. Przez to ten ostatni ma cichy żal do własnego dziecka, a i pretensje do żony, która nie potrafi wyhamować szalonej miłości własnego ojca. Co tu dużo ukrywać, sytuacja jest mocno toksyczna. Aż trudno uwierzyć, że obaj panowie – dziadek i tata dziecka kiedyś tak super się dogadywali, chodzili razem na meczyki i popijali piwko naprawiając w garażu samochód.

 

Co jest z tymi teściami – dziadkami, że potrafią narobić tyle fermentu? Nie mam pojęcia. Czasami to tylko szok poporodowy w wydaniu starszego pokolenia, który mija bardzo szybko i dziadkowie są prawdziwą ostoją dla rodziny. Niestety, mam też wrażenie, że czasami problem tkwi w tym, że dziadkowie nie bardzo spełnili się w roli rodziców, bo była praca, mało czasu i teraz nadrabiają na wnukach, kosztem własnych dzieci. Innym razem to jakiś przedłużony syndrom pustego gniazda, w którym wnuk ma być wypełnieniem. Jeszcze innym razem problem tkwi w jakiejś silnej potrzebie bycia wciąż głową rodziny, najważniejszym jej członkiem, z którym każdy musi się liczyć bezkrytycznie i tu jest prawdziwy problem, bo takie przeświadczenie trudno wyeliminować. W każdym z tych gorszych przypadków rozwiązanie jest tylko jedno. To z Was, którego rodzice stwarzają problem, musi wkroczyć do akcji, jeśli nie chce ranić uczuć partnera. Tylko wtedy sytuacja ma szanse rozwiązać się tak, by później bez żalu cała rodzina żyła normalnie. Bo to co dziadkowie usłyszą od własnych dzieci zostanie szybko zapomniane, a to co wygarnie synowa, albo zięć gdzieś tam zawsze zostanie w pamięci i będzie gniło od środka.

 

Szkoda w ogóle, że takie sytuacje mają miejsce. Przecież, pokoleniowa rodzina może żyć razem na prawdę super. Najważniejsze w tym wszystkim, jest aby starsze pokolenie wierzyło we własne dzieci i w to, że dobrze je wychowało i że sobie poradzą. I żeby każdy odnajdywał szczęście w swojej aktualnej roli w rodzinie i nie aspirował do jej zmiany.

 

A ja najbardziej lubię podejście naszych mam. Teściowa daje rady poproszona, jak coś to zawsze wysłucha, uśmiechnie się, sypnie jakąś życiową mądrością i skwituje – „Każdy to musiał przeżyć”, a ja nad jej głową widzę chmurkę „Dobrze, że ja już mam to za sobą”. A moja mama jest zaangażowana, dużo czyta, sprawdza, ale też spokojnie czeka, aż jej wiadomości zostaną wywołane do tablicy i wtedy zaczyna wypowiedź „Zrobicie jak będziecie uważali, ale może…”. To nam bardzo pasuje kochane mamusie! Na szczęście nie o Was był ten tekst! 😀

 

problemy z teściami

 

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten tekst, pewnie chętnie przeczytacie też:

Szczęśliwa kura domowa

Miłość w dobrym stylu – a może by tak po francusku?

A weź matko odpuść!
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na większość staram się odpowiadać i zaglądać do każdego komentującego, jeśli też mają swoje miejsce w sieci. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!

 

Bez-nazwy-2



O autorze -



  • U nas chyba jest tak „optymalnie” :)
    Dziadkowie i pradziadkowie rozpieszczają, ale umiarkowanie. Może moja mama troszkę się obawiała, jak sobie poradzimy w nowej roli. Na szczęście strach bardzo szybko minął :)

    • No to super. Obawy zawsze są, jak komuś zależy, jak kocha, ale najważniejsze to żeby pracować nad sobą, czy jest się mamą, czy babcią… :) Niestety nie wszyscy mają tyle szczęścia, co my.

  • Nasi teściowie są w Polsce, więc nie możemy na nich narzekać, bo nie mają się jak wtrącać. Nawet jak byliśmy w Polsce z małą, to zachowywali się nie upierdliwie – ale pewnie tylko przez to, że tak rzadko widzą wnuczkę, więc czasu nie mieli na „dobre rady” :)

    • Haha, nie są w stanie się rozkręcić. 😀 A może właśnie byliby bardzo fajni i by nie nawalili na dłuższą metę też…? :)

      • Jeszcze tego nie sprawdziliśmy, bo byliśmy tylko raz w Polsce i to na krótko. Na dłużej nam się nie chce tam jechać, więc dobrze jest jak jest :)

  • Bardzo dobry tekst! :) Niezła analiza przypadku. U nas była walka o nie dawanie słodyczy małemu. Matka moja do dziś jest lekko obrażona, że dostała burę 😉

    • Haha super, najważniejsze to umieć się postawić i zrobić po swojemu, jeśli dziadek/ babcia mają pomysły, które kompletnie nam nie pasują. Najbardziej bawi mnie, jak dorośli ludzie, rodzice już, boją się reagować.

  • Czasem mam wrażenie, że bardzo dużo zależy od charakteru człowieka. Jeśli ktoś z natury uważa się za alfę i omegę i ma silny charakter, to bez względu na wszystko nie odpuści. I tak naprawdę w każdej ważnej życiowej decyzji, która powinno podejmować jego dorosłe dziecko, chce autorytarnie decydować. W takich momentach dochodzi do przecięcia tej niewidzialnej pępowiny i stabilizacji relacji… Mnie najbardziej denerwują Matki, czy Teściowe, które podcinają skrzydła młodym Mamom (swoi córkom i synowym). Ja sama się cieszę, że mam łagodne usposobienie…może nie będę taka najgorszą teściową:P

    • Ja wierzę, że jak się chce to można się nie wtrącać i mieć dobrą relację. Moja mama np. ma silny bardzo charakter i wybuchowe usposobienie, a mimo to, ponieważ ma na względzie dobro moje i mojej rodziny założonej, umie wrzucić na luz. Rządzi to sobie mężem, a moim ojcem. 😀 U nas jest pomocą i wsparciem, a silny charakter zostawia za drzwiami. 😀

      • To znaczy, że jest bardzo mądrą kobietą:) Może ma jakieś doświadczenie w temacie i pamięta jako to było u niej:P Ja niestety znam przypadek matki, która destrukcyjnie wchodzi ze swoim ego w życie pewnej młodej Mamy i powiem Ci szczerze, czasem naprawdę chce mi się płakać jak słucham o tym co ta Mama przechodzi (dodam, że ma 2 już podrośniętych dzieci, więc nie jest bardzo zielona w temacie macierzyństwa…)

        • Tak, moja mama swoje przeżyła w takich kwestiach i ma też duże pokłady życiowej mądrości w takich tematach. :) Współczuję kobiecie o której piszesz. Wiem, jak bardzo to potrafi niszczyć całą radość z posiadania rodziny.

  • Po tym tekście i własnych doświadczeniach mam jeden wniosek:
    Małżeństwo, czyli mama i tata, musi być tworzyć drużynę.

    Ja raczej mam spokój, bo brat mojego męża jest tylko 5 lat starszy od córki, więc rodzina jest raczej na bieżąco i jakby nie było wciąż mają na wychowaniu syna.

    Ale w innych sprawach zdarzają się komentarze typu: „dłużej żyję, wiem lepiej”. Mam ochotę wtedy walić łbem o ścianę, bo logicznie nie wytłumaczysz.

    • Lepiej nie walić w ścianę… 😉 Szkoda głowy. Skoro zdarzają się takie komentarze, to rzeczywiście dar od losu, że teściowie mają na wychowaniu dziecko i własne zajęcie. Z tą drużyną, to świetne określenie. Właśnie tak powinno być. :) Łatwiej jest walczyć ze wspólnym „wrogiem” (oczywiście w dużym cudzysłowiu). Najgorzej to mieć przeciwko sobie i teściów i partnera.

  • Chętnie bym podrzuciła ten tekst mojej teściowej, ale nie wiem czy zrozumialaby aluzje, albo co gorzej odebrała to w sposób najgorszy z możliwych. Co taka gowniara jak ja może wiedzieć o wychowywaniu dzieci? Ech…

    • Trzymam kciuki, żeby na teściową spłynęło nagłe oświecenie, bo jako dziecko żyjące kiedyś w rodzinie z nieco upierdliwą babcią, wiem, jak to czasami sieje ferment. :/

  • Swoich rodziców jeszcze nie ogarnęłam, za teściów zabiorę się w przyszłym dziesięcioleciu 😉

    • Hahaha! 😀 Jak umiesz z tego żartować, to chyba jednak źle nie jest. 😉 😀

  • Cała ja

    Hihi uśmiałam się po pachy!! Myślę, że nie jedna z nas to przeżyła, ba nawet ja sama w mniejszym czy większym natężeniu! 😉 Na szczęścię ten etap jest już za nami i oby nigdy nie wrócił!! :)
    Pozdrawiam

    • Myślę, że jak już raz się teściów porządnie ustawi to ma się spokój na zawsze. 😀

  • MyMami

    Świetny tekst, doskonale pokazałaś jak wyglądają relacje z teściami a jak mogłyby wyglądać! A chyba najważniejsze w takich sytuacjach jest jedno wspólne stanowisko rodziców, którzy potrafią głośno wyrazić swoje zdanie.

    • Tak, trzeba mieć odwagę i grać z partnerem w jednej drużynie. :) wtedy nawet najgorsi teściowie nie stanowią wielkiego problemu.

  • Ja jeszcze nie mam dzieci, ale widzę co się dzieje u moich znajomych, którzy właśnie urodzili… dokładnie dzieje się to co opisujesz… więzi się rozluźniają, bo są wieczne wtrącania, awantury, nerwowa atmosfera, wszyscy najmądrzejsi…
    Ciesz się, oj ciesz, że Ty tak nie masz 😀 😉 Pogratulować mam! 😉

    • Oj cieszę się bardzo! :) I trzymam kciuki, żeby i u Was, jak pojawi się dziecko, problemów nie było. 😉

  • ojj często tak bywa niestety. Dlatego z teściami to tak.. najlepiej się widywać tylko jak trzeba 😀 kiedy już ma się dzieci.. 😉

    • Dokładnie! :) I wszystko będzie dobrze, jeśli nasz partner, dziecko tychże teściów, na to przystaje. 😀

      • otóż to ! Rola partnera w przypadku konfliktu, wymiany zdań jest szalenie istotna. Jak dupa i się nie odezwie.. to jest przerąbane.. ;D

        • Dlatego zawsze będę powtarzać, że w związku najważniejsza jest przyjaźń. Jak jest sztama w małżeństwie to żeby nie wiem co, będzie git. :)

  • Anna Ptak

    Boże święte słowa, a te przykłady to jak z życia( niestety)wyjęte. świetny tekst i wspaniały blog, zaczytałam się w kilku postach i odpłynęłam na godzinę. pozdrawiam

    • Ojej, jak mi miło czytać takie słowa. :) Zapraszam jak najczęściej, postaram się trzymać poziom. :) Może też polubisz funpage? 😉
      Ps.: Bo to są przykłady z życia wzięte i to z mojego dość bliskiego otoczenia. A o uszy obiły mi się dużo gorsze akcje z teściami… :/

  • Ja nie mam problemu, moja teściowa się nie wtrąca, ale jak zapytam o rade to podpowie. Niekiedy powie swoje zdanie ale nie narzuca się zawsze mówi, że to my jesteśmy rodzicami. Mój Ojciec również nie udziela „złotych rad”. Może jestem szczęściarą? Albo może inni nie potrafią wytyczyć jasnych reguł i zasad oraz są mało konsekwentni co do swoich rodziców? Mnie nikt nie wyręcza w wychowywaniu, nie zwołuję teściowej na „pomoc” jeśli nie jest ostatecznością i tak w ciągu 2 lat zdarzyło mi się to 3 razy (w tym ważny wyjazd służbowy i pobyt w szpitalu). Odwiedzają na ale jako goście a nie jako lokatorzy na kilka długich tygodni… Jesteśmy szczęśliwi!

    • Bardzo wartościowy komentarz! :) Wydaje mi się, że wiele tu zależy od młodych rodziców, czy są wstanie rzeczywiście poczuć się głowami rodziny, czy jeszcze trzęsą portkami przed wolą własnych rodzicieli. Ale z drugiej strony, pomoc jest czasami potrzebna, tylko rzadko którzy dziadkowie potrafią pomagać nie oczekując wiele w zamian. Większość ludzi jak daje coś od siebie, zaczyna sobie rościć prawa i się robi upierdliwa. Cieszę się, że jest więcej rodzin, w których nie ma gęstej atmosfery. :) Pozdrawiam!

  • No to jest temat rzeka! A anegdoty z życia wzięte po prostu powalają na kolana! :)
    I przepraszam, że się z tego śmieje ale również tego doświadczam i muszę przyznać, że dystans i poczucie humoru tu jest lekiem na wiele złego :)

    • Oj wiadomo, jakby człowiek był tak całkiem serio, to by się ukisił we własnym zgorzknieniu. 😀 Ja też lubię sobie czasem pożartować z rzeczy które mnie w rzeczywistości wkurzają, bo to na psychikę dobrze robi. 😀 😉

  • Jak widać moje podejście się sprawdza, widujemy sie dwa razy w roku i wystarcza 😉

    • Haha, czasami i tak jest lepiej. :) Rzadziej, a przynajmniej przyjemniej i bez scysji. 😀

  • Czeste przypadki nawet bardzo. Sama sie z kilkoma spotkalam. Na szczescie u nas udalo sie zalagodzic w pore

    • Dobrze powiedziane „załagodzić w porę”. Myślę, że to my, jako młodzi rodzice, musimy działać, nie bać się wyznaczać granic itd.

  • naszebabelkowo.blogspot.com

    Jej, jak ja to wszystko doskonale znam! Dopóki nie było dziecka, relacje z moimi rodzicami mieliśmy świetne – nawet specjalnie wprowadziliśmy się tuż obok nich, żeby być w stałym kontakcie, wpadać do siebie regularnie na kawusię i mieć ewentualną pomoc przy Młodym. A potem wszystko posypało się dosłownie w ciągu kilku miesięcy – do tego stopnia, że aktualnie ze sobą nie rozmawiamy i omijamy się naprawdę szerokim łukiem…

    • Takie historie są bardzo smutne. Pojawia się jeden z najpiękniejszych momentów w życiu, jest nowy członek rodziny. A przez takie sytuacje, te cudowne chwile są zaburzone… Przykro mi! Trzymam kciuki, żeby udało się jakoś rozwiązać ten problem na Waszą korzyść. :) Pozdrawiam!

  • Ja akurat mam dobrą teściową, przynajmniej na razie 😉 Ale jest coś w tym, co piszesz, jest/

    • To najważniejsze, chociaż rzeczywiście, te „na razie” jest trafne. Sytuacje się zmieniają, ludzie się zmieniają. Możemy jeszcze za kilkadziesiąt lat męczyć się z teściowymi starowinkami, które nagle zmienią front z nudów. 😀 Oby nie!

  • Beata Salwin

    Ja jestem dopiero w 26 tygodniu ciąży. Mieszkam z mamą i już nie jedną walkę stoczyłam. Oczywiście głównie pod hasłami „po co ci tyle tego”, „po co tak szybko kupujesz”, „kiedyś bez tego ludzie żyli i wychowywali dzieci”. Dodam, że nie jestem super extra nowoczesną przyszłą mamą, bo nie mam zamiaru kupować misia-szumisia (aplikacja w tel. i silne ręce taty wystarczą). Kupuje tylko raczej podstawowe rzeczy łóżeczko, wózek, wanienka, przewijak etc. Moja mama mnie urodziła jako ostatnią, piątą z dzieci 24 lata temu w wieku 40 lat.. Więc świat się troche zmienił od tego czasu. Trochę już odpuściła i zrozumiała, że świat się zmienił, ale nie wiem co będzie po porodzie

    • Coś jest w tych rodzicach, teściach – dziadkach, że lubią udzielać takich „rad”… A im jest większa przepaść pokoleniowa, tym gorzej. Zapomniał wół i takie tam… Najważniejsze to czym prędzej wyznaczyć granice. Ja tak zrobiłam i po narodzinach nie było w ogóle problemu. Trzymam kciuki, abyś uniknęła nerwów i mogła się spokojnie cieszyć pięknem tego stanu! 😉 Powodzenia!

  • Niestety znam to ;/

    • Jak widać chyba tylko nieliczni nie zetknęli się z tym problemem choćby w niewielkim stopniu… :/

  • Mnie ten temat jest bardzo bliski, ponieważ właśnie wczoraj pokłóciłam się z teściem, az do tego stopnia, że powiedział, że nie chce mnie widzieć u siebie w domu. A wszystko poszło o to, że nie pozwoliłam mu dać mojej córce ciastka. On ogólnie wszystko wie najlepiej, a ja jestem najgorszą matką na świecie, takie dokładnie słowa usłyszałam od niego. Przyznam szczerze, że nigdy nie miałam z nim dobrych kontaktów, ale zabolało. On wychodzi za założenia, że kobiety i dzieci głosu nie mają, a ja nienawidzę gdy ktoś nie szanuje mnie i mojego zdania. Ach, długo by pisać… A z postem trafiłaś w samo sedno.

    • Przykro mi… Takie historie są okropne, że zwykła głupota może skłócić rodzinę. Ale z drugiej strony na to patrząc, myślę, że lepiej jak teść, czy teściowa, tak jak Twój ujawnią się tak do końca i pokażą na co ich stać. Znam też takie rodziny, w których dziurki nie zrobią, a krew wypiją. I to jest chyba jeszcze bardziej męczące, bo niby nie ma się do czego w pełni „przyczepić”, a jednak człowiek się męczy…

  • Ja musiałam teściową lekko ustawić 😉 Czasem jeszcze się wyrywa, ale zrozumiała, że nic nie wskóra . Gdyby jej rady były sensowne, nawet przeżyłabym przemądrzały ton z jakim je wypowiada :)

    • Super, brawo! Czasami wystarczy po prostu wyznaczyć granice. Jedna z moich koleżanek właśnie urodziła. Obydwie z jej teściową mają mocne charaktery, ale już w ciąży odbyły się pewne spięcia, które sukcesywnie doprowadziły do tego, że teraz owa babcia się nie wtrąca, bo wie, że nic nie wskóra a może nawet zostać odsunięta. 😀

      • Myślę, żemoja też w pewnym momencie zrozumiała, że może to się dla niej nieciekawie skończyć 😉

        • No i super. To dla Was obydwu lepiej. I w ogóle dla całej rodziny. Znam to… Moja mama poradziła sobie z babcią dopiero po 15 latach i przez ten czas odbijało się to nie tylko na nich obydwu, ale nawet na mnie. A i teraz te ich relacje są kiepskie między nimi, bo lata pełne złych wspomnień robią swoje i żal pozostaje.

  • Ja zupełnie nie w temacie wpisu, ale jak mi mignęło zdjęcie z Gubałówki, to musiałam tu zajrzeć :) Uwielbiam Moon Buty :)

    • P.S. A może to raczej Butorowy Wierch? :)

      • To Gubałówka. :) Oj tak, Moon Buty są cudowne. Ja długo nie mogłam sobie dobra, bo one maj tak szeroką stopę. A ja mam rozmiar 36-37 to przy mojej sylwetce wyglądałam jakbym miała kopytka. 😀 Ale znalazłam taki model z węższą stopą i dłuższą cholewą i są super.

        • W tych butach się chyba zawsze trochę tak wygląda, ale to mi się właśnie w nich podoba 😉 No i są faktycznie super cieplutkie, idealne na górską zimę!

  • Dziadkowie potrafią też olewać wnuki, ponieważ z rodzicami nie mogą ( nie chcą się dogadać) a później pieprzyć po ludziach, że są odsunięci i synowa to wredna jędza…aj dużo takich przypadków naokoło, szkoda, że tak się dzieje, a normalnie być nie może

    • Oj to swoją drogą. Kolejny przykład świetny. Znam kilka w bliskim otoczeniu. I to nawet nie wypływa czasami z niemożliwości dogadania się tylko z lenistwa starszego pokolenia. Najlepiej jest dawać z siebie jak najmniej ale być stawianym na piedestale kiedy tylko przyjdzie na to ochota. Tak jakby to się miało należeć z racji wieku…

      • I najlepiej przytakiwać i robić jak oni chcą, bo inaczej się obrażają i przykład jak wyżej napisałam …

  • dlatego ja mowie, to najwiekszy test…gdy przychodza na swiat dzieci to tak jakbysmy wchodzili na pole ring 😉

    • Dokładnie. Dzieci to jest sprawdzian dla związku, dla rodziny i dla nas samych. Sami siebie czasem do końca nie znamy. Odkrywamy dopiero swoje nowe oblicze…

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl