niejadek

7 życiowych rad dla mam niejadków

 

Nie lubię przypinania dzieciom łatek, ale na potrzeby tego wpisu użyję kilkakrotnie słowa „niejadek”. No bo jak inaczej w skrócie nazwać małego człowieczka, dla którego każda, nawet najmniejsza atrakcja, czy jakikolwiek bodziec jest ważniejszy od jedzenia?

 

Tak właśnie jest u mojego dziecka. Od jedzenia ważniejsze jest dosłownie wszystko. A do tego, mimo, że od samego początku dawałam jej wybór w doborze smaków, starałam się zapoznawać z różnymi kolorami, zapachami i różnorodnością na talerzu, to i tak na niewiele się to zdało. Efekt jest zawsze jeden – Blanka wybiera tylko to co lubi, a pozostałych posiłków nawet nie dotknie. Stwierdza, że mama nie ma dla niej nic ciekawego do jedzenia i wraca do zabawy. Jej menu sprowadza się więc w efekcie jedynie do spożywania buł, kluchów, serków i budyniu waniliowego. W zależności od nastroju na obiad uda się czasem przemycić też zupę pomidorową, rosół (zaznaczę, że tutaj przecież też są kluchy), albo pierogi (kluchy) i tu już jest super, bo chociaż pojawia się odrobina mięsa.

 

Przeczytałam masę poradników, chodziłam po lekarzach, zbierałam żywność po całym domu zafiksowując się na chwilę w stronę BLW i stwierdzam, że większość mądrych rad została chyba wymyślona przez ludzi, którzy z niejadkami nie mieli w ogóle „przyjemności” przebywać. Mogę stwierdzić, że po 16 miesiącach życia z niejadkiem mam już pewne spostrzeżenia. Tak tak, Blanka ma rok i 4 miesiące i od samego początku obżartuchem nie była. Są sposoby, które u nas się sprawdzają, więc może i komuś z Was pomogą. Choć nie będę tutaj udawać, że to niezawodne, magiczne rady, które sprawią, że będziecie wciąż słyszeć „am, am”, zamiast oglądać kiwanie główką na nie i zaciskanie ust, aby przypadkiem nie dostała się do nich choć jedna łyżeczka. Ale warto spróbować, bo wiem jak męczący dla rodziców jest niejadek i jak dla niejadka męczący są rodzice, którzy myślą tylko o tym, żeby go nakarmić. 😀

 

niejadek

 

niejadek

 

1. Po pierwsze sprawdź, czy nie wymyślasz problemu

Gdy brak zainteresowania Blanki jedzeniem zaczął się zwiększać, a przypadło to na czas nauki chodzenia, więc co innego mogło być dla niej interesujące, zaczęłam się zastanawiać, czy problem nie tkwi we mnie. Może za bardzo mi zależy i wymyślam sobie problem? Zaczęłam więc śledzić siatki centylowe dla maluchów. Nawet w najgorszych momentach mała łapała się w siatce. Ale to nie dawało mi spokoju, bo zdarzały się momenty, że zaczynała chudnąć, a to chyba jeszcze nie czasy na diety odchudzające. Może to wydać się śmieszne, ale zaczęłam jej przez chwilę liczyć dzienną ilość spożywanych kalorii. 😀 Wyliczyłam ich odpowiednia ilość dla wieku i po kilku dniach wyszło, że Blanka je odpowiednie ilości, a delikatnie spada z wagi w momentach, kiedy np. zaczęła chodzić i latała jak szalona, zafascynowana nową umiejętnością, więc też więcej kalorii spalała. Do tego wszystkiego przybyła też moja mama, która pokazała mi moją książeczkę zdrowia, na której było, jak byk napisane, że w Blanki wieku ważyłam tyle samo i miałam taki sam wzrost. Więc co się babo czepiasz do tego dzieciaka, to nie czasy kultywowania filozofii, że baba gruba chłopa chluba, pomyślałam. I odpuściłam. Niech Blanka je ile potrzebuje, byleby w ogóle chciała zasiąść do jedzenia i dała sobie urozmaicać dietę o coś innego niż serki i kluchy. A to też nie lada zadanie…

 

2. Matka vs. niejadek – udawaj, że Ci nie zależy!

Jakkolwiek by to brzmiało absurdalnie. Tak, to działa! U nas ta zasada sprawdziła się z zaskakująco pozytywnymi efektami. Jedna z niewielu rad mądrych psychologów, która nie brzmi świetnie jedynie w teorii. O tym pomyśle już kiedyś pisałam – O pełnym wyzwań życiu z niejadkiem. Jeśli tak jak my, prawie od zawsze mieliście problem z jedzeniem malucha, zajrzyjcie do tego wpisu, poniżej jego fragment.

„(…)Duży niemowlak czuje już rozłączność z mamą i chce zaznaczyć swoją wolę. Nie lubi więc być nakłaniany i odmawia nawykowo. Wierzę, że to prawda, bo patrząc na moje dziecko, czasami dziwię się, że taki maluch może być już tak spostrzegawczy i inteligentny. Dlatego teraz, gdy Blanka kręci głową przy jedzeniu, zamiast śpiewać, czy pokazywać jej różne zabawki, zabieram łyżeczkę na chwilę. Za drugim razem zazwyczaj otwiera buzię. Myśli, że sama decyduje, chociaż trochę decyduję też ja.”

W myśl tej zasady, jak chcemy by Blanka spróbowała, jakiegoś nowego smaku, zaczęła się do niego przyzwyczajać, nakładamy sobie jedzonko, zasiadamy na kanapie podczas gdy ona bawi się na podłodze. Jemy sobie, jak gdyby nigdy nic, a ona coraz częściej zaczyna przełykać ślinę i w końcu po pewnym czasie podchodzi do nas po „ama” i próbuje. Czasami coś wypluje, skrzywi się i popatrzy z pogardą we wzroku, innym razem zasmakuje w danym daniu bez pamięci. W ten właśnie sposób pokochała wcześniej wspominane pierogi z mięsem. Podstępne, ale działa.

 

3. ALE! Uwaga na fenomen pierwszej łyżeczki

Tę radę wyczytałam w książkach uwielbianej przeze mnie Pameli Druckerman „W Paryżu dzieci nie grymaszą” i „Dziecko dzień po dniu. 100 złotych zasad francuskiego wychowania”. Otóż znaczna część Francuzów wyznaje zasadę „Po prostu musisz spróbować”. Ale nie, nie, nie chodzi tutaj o szantaż. Tłumaczy się dzieciom, że próbowanie różnych smaków kształtuje gusta, muszą wiec spróbować nowego dania, warzywa, owocu, ale do nich należy decyzja, czy jedzą dalej. Francuskie rodziny uważają, że dzieci, o ile nie chodzi o lody i czekoladę, z dużym dystansem, a nawet z niechęcią podchodzą do nowości kulinarnych. A każdy kolejny raz z nowym smakiem jest dla nich przyjemniejszy.

Powiem nawet więcej, mój niejadek zawsze zakłada, że jedzenie jest „be”, więc nawet, jak nałożę jej ukochany budyń waniliowy, pierwszą łyżeczkę muszę dać za namową. Mówię jej więc „To jest budyń, to co lubisz, spróbuj chociaż jedną łyżeczkę.”. Zazwyczaj po tej pierwszej „wmuszonej” zjada już całą michę, a jak jednak dalej nie chce, mimo „przełamania lodów” z ulubionym daniem, znaczy się – nie jest głodna. Matka cierpliwie czeka.

 

niejadek

 

niejadek

 

4. Wymień zastawę dla malucha

Wcale nie chodzi mi tutaj o deliberowanie nad wyższością miseczek z przegródkami, nad tymi bez, albo nad odpowiednią wielkością łyżeczki. To Wy najlepiej wiecie, jakie w tym temacie preferencje ma Wasze dziecko. Ale wiem jedno. Sama nie lubię jeść z plastiku i od jakiegoś czasu nawet na grilla w plenerze zabieramy metalowe sztućce. Plastik zwyczajnie zmienia smak dań. Co więcej – niektóre posiłki zwyczajnie lepiej smakują jedzone rękoma. O, np. pizza, mało znam osób, które nie uwielbiają jedzenia jej łapkami. Odkąd daję Blance jeść niektóre posiłki paluchami, a te płynne podaję łyżeczką metalową, mała dużo bardziej rozsmakowała się w jedzeniu. Pomijając już fakt, że maluchy to małe papugi i szybko orientują się, że same mają szamać miękkimi łyżeczkami, a rodzice mają piękne, błyszczące i stukające łyżki. Poza tym, metalowe sztućce, koją bolące od ząbkowania dziąsełka. Dla mnie są the best!

 

5. Uatrakcyjnij temat jedzenia

W internetach piszą, żeby angażować malucha, który jest niejadkiem w gotowanie. Sprawdziłam. Było miło, a mała zakochała się w zabawie w gotowanie. Jedyny plus jest taki, że mogę spokojnie wypić kawę, jak ona bawi się zabawkową kuchnią i pół godziny miesza „zupę” w garnku. Nic poza tym. No dobra, nie poddawałam się. Spróbowałam pokazać jej, jaka to miła zabawa karmić się nawzajem, robiłam większe porcje i jadłyśmy z jednej michy. Efekt? Jeśli podawałam jej to co lubi, rzeczywiście jadłyśmy na spółę, jeden kawałek ona dawała mi, drugi ja jej. Ale jak już przyszło np. do pokrojonego jabłuszka, czy banana, Blanka chciała pożywić jedynie mnie i jeszcze się wkurzała jak już nie chciałam jeść, sama buzi nie otwierała za cholerę! 😀 Co więcej, układałam jedzenie w wesołe buźki, kwiatki, wycinałam kanapki foremkami do ciasteczek w kształcie króliczka, czy motylka… Blanka podziwiała mój talent przez chwilę, pobawiła się, jak zabawką i nic poza tym. Żaden z tych sposobów nie był w stanie konkurować z chęcią latania z prędkością światła od pokoju do pokoju, rozrzucaniu klocków, czy przeglądaniu książeczek. Postanowiłam więc być złą matką i mimo, że mądrzy psycholodzy twierdzą, że to niewerbalna przemoc (buahahaha, te wypowiedzi są jak twierdzenia księży katolickich na temat małżeństw – sama pusta teoria). Jak nie jestem wstanie niczym innym zachęcić jej do szamania, włączam pioseneczki na YouTube i Blanka je z uśmiechem na ustach. Nie widzę nic strasznego w tym, że mała je w rytm „Misia Mniam Mniam”, skoro dla niej to dobre, bo posila organizm, a ja mam mniej nerwów. Szczęśliwa mama i szczęśliwe dziecko, nieszczęśliwi psycholodzy, ale na nich to mi akurat mało zależy…

 

6. Jedzcie wspólnie

Wow! To już druga teoria mądrych ekspertów, która się sprawdza. Jestem pod wrażeniem. U nas jest jednak mały wyjątek. Na Blankę nie działa wspólne jedzenie tylko z mamą, no bo ja jestem zawsze, więc co to za atrakcja. Musi być przy stole też tatuś, albo babcia, więc umówmy się, w połowie posiłków „Misio Mniam Mniam” jest nam jednak niezbędny.

 

7. Przemycaj składniki

Tę radę wyczytałam u niezastąpionej Mum and the City, która też ma problem z prawdziwym niejadkiem. Nie powiem, krążyło mi to już wcześniej po głowie, ale po przeczytaniu o jej zmaganiach z próbami przemycenia warzyw synkowi, który toleruje głównie mięso, poczułam się ośmielona. Do ukochanej zupy pomidorowej Blanki blenduję więc włoszczyznę, żeby przemycić marcheweczkę i seler. Placki z jabłkami, które wcześniej podawałam jej ze sporymi kawałkami owoców, które były ukradkiem wydłubywane, zaczęłam przygotowywać ze startym jabłkiem i mała się nie orientuje. Robię jej babeczki marchewkowe. W planach mam też zrobienie kopytek ze przemyconym szpinakiem w cieście. Zaraz pewnie przeczytam, że jestem podła i oszukuję własne dziecko, ale jak się nie da inaczej, to wolę dla jej dobra być oszustką. Za jakiś czas, jak będzie bardziej kumata zasiądę z nią do internetu i zacznę czytać, że po zjedzeniu tego warzywka to będzie miała piękne włosy, a to drugie to cerkę piękną robi. Na razie ona i tak by tego nie zrozumiała, więc nie mam szans, trzeba kombinować…

 

niejadek

 

Wiem, że niektórzy rodzice mogą uznać te metody za „niedzisiejsze” bo dzieci się przecież nie zmusza, daje się wybór, same zechcą jak zgłodnieją i takie tam. To tak na marginesie dodam, że miałam okres, gdy kultywowałam takie twierdzenia. Skończyło się na trzydniowym pobycie w szpitalu, bo Blanka przy ząbkowaniu nie chciała nie tylko jeść, ale i picie ją drażniło. Osłabła nam tak, że pediatra zadecydował, by na wszelki wypadek jechać na izbę przyjęć. Nic miłego, nikomu nie życzę. Wolę więc stosować moje triki i kierować się głównie matczyna intuicją.

pasek-do-teksty

 

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:

Matki alpinistów i cyrkowców

5 sposobów na naukę mycia zębów

Nocne łazęgi
Będzie mi bardzo miło, jeśli pozostawisz tutaj swój ślad, dasz się poznać. Możesz zostawić komentarz, na wszystkie zawsze odpowiadam. Super, jeśli polubisz bloga na Facebooku, czy udostępnisz post swoim znajomym. Każdy wyraz uznania jest dla mnie niezwykle istotny!
Bez-nazwy-2



O autorze -



  • Fajne rady :) Z takimi niejadkami łatwo nie jest. Ja teraz stosuję zasadę, że mi nie zależy aż tak bardzo i im mniej mi zależy, tym więcej moja mała je :) A te łyżeczki plastikowe to chyba też jej wymienię na takie normalne, bo nie dość że pogryzione, to rzeczywiście psują smak.

    • Bardzo polecam. My mamy takie, które Blanka dostała w prezencie na pierwsze urodzinki, z wygrawerowanym imieniem i różnymi rysunkami, bajerami. Ale dla spróbowania można nawet kupić w Ikei łyżki metalowe, z plastikowymi rączkami.

  • Jak się cieszę, że moje dziecko zalicza się do „jadków”. Chyba bym piła tylko melise przy niejadku 😉

    • Dokładnie. Ja już się przyzwyczaiłam, ale na początku piłam po trzy filiżanki meliski dziennie. 😀

  • Oj wiem co to znaczy życie z niejadkiem. Niestety u nas wszelakie metody, sposoby i podstępy spełzły na niczym. Syn do ok 3 rż jadł wszystko i nagle pac coś się zmieniło. Po kilku latach walki o choćby kęs warzywa czy zupy mam serdecznie dość.

    • Ojej, dobrze Cię rozumiem. To jest męczące okropnie. Ja się czasami łapię na tym, że dzień Blanki z apetytem poprawia mi humor i dodaje skrzydeł (sic!), a jak nic nie je to się ciągle boję, że niedożywiona, albo, ze znów do szpitala trafimy. Nie spodziewałabym się, że jedzenie dziecka może aż tak zaprzątać głowę.

  • przystanek_ Mama

    Nam też trafiło się dziecko wyjątkowo niejedzące :/ więc doskonale znam temat i życiowe rady są najlepsze pod względem skuteczności i nie warto przejmować się książkowym teoriami bo można się tylko zdołować!
    O moich sposobach możesz poczytać tu:
    http://przystanekmama.blogspot.com/2015/06/5-posikow-i-sposoby-na-niejadka-aby-je.html?m=1

    • Racja! Chętnie zajrzę, każdy dodatkowy sposób jest dla nas na wagę złota, bo te „niejadkostwo” potrafi serio uprzykrzyć życie. 😀

  • Dobrze napisałaś, że trzeba upewnić się, czy problem istnieje. Czasem dzieci dostają tyle przekąsem między posiłkami, że zupki nie chcą już zjeść (paluszki, chrupki itp), a mamy się martwią :-).

    • Ja staram się nie dawać przekąsek, ale wiem, że sporo jest dzieci, co mają np. słodyczami „posklejane żołądki” i naturalne, że nie ma w nich miejsca na normalne jedzenie. To też czasem takie błędne koło, bo niektóre mamy chcą, żeby dziecko zjadło cokolwiek i sprawa się nakręca…

  • Agnieszka

    Ja byłam takim niejadkiem. Mogłam cały dzień nie jeść, a wieczorem nadal jeść nie chciałam. Mama moja ręce załamywała. A teraz :)) Bloga kulinarnego prowadzę, a jedzenie wprost kocham :)))
    Mam nadzieję, że dzieciaczek zacznie jeść jak najszybciej :))

    • Może i moje dziecię rozkocha się w jedzeniu. Teraz rosną jej kolejne zęby, więc w grę wchodzi tylko budyń i serek monte. Ale dziękuję, oby zaczęła jak najszybciej lubić jedzenie. :);) Pozdrawiam. :)

  • Nasze dziewczyny mogłyby sobie przybić piątkę;-) Moja Melushka też zawsze była na „nie” jeśli chodzi o próbowanie nowych rzeczy. A teraz ma swoje ulubione produkty i najchętniej jadłaby je na okrągło. Niestety nie jest to zbyt urozmaicona dieta. Ostatnio polubiła picie koktajli, więc staram się przemycać w nich różne warzywa i owoce. A wspólne jedzenie też najlepiej działa, jak jest i mama i tata, sama mama to za mało. Więc gdy tata w pracy, to wspomagam się różnymi książkami i zabawkami. Niestety zasada, że dziecko ma się nie bawić przy jedzeniu, u nas nie istnieje.

    • No to rzeczywiście wyjątkowo podobne przypadki. :) Może i moja polubi koktajle, będę cały czas próbowała, choć jak na razie się krzywi i wypluwa. Toleruje tylko posłodzoną herbatę… Po tym, jak mi się odwodniła, strasznie boję się kombinować z napojami. Bo Blanka ma tak, że jak jej coś nie zasmakuje to potem zamyka się w sobie i nie chce nic… Oj… Wypomnę jej za jakieś dwadzieścia-kilka lat jak będzie mamą… 😀

  • Mój mały generalnie je całkiem ładnie. Ale ma swoje chimery. Wtedy przestaje go karmić, ignorowanie to dobry sposób. Czasem biorę go też na wstrzymanie, jak zgłodnieje to je z chęcią. Nie zważam na bałagan i brudne ubrania. Syn je rękami, jak ma ochotę uczy się jeść łyżką lub widelcem, o zgrozo! – metalowym takim dla dorosłych. Plastikowe łyżeczki już dawno poszły w odstawkę. Dzieci nie są głupie, widzą jak jedzą rodzice i chcą tego samego. Bez napinki po prostu do tego podchodzę. Dziecko, jeżeli jest zdrowe, samo doskonale reguluje sobie ilość jedzenia. Roczne dziecko potrafi pokazać że jest głodne :)

    • No moja głód ignoruje. Najchętniej jadłaby dwa razy dziennie i wtedy w takich ilościach, że aż jej się zwraca… Więc ze wszystkim co piszesz się zgadzam, ale tutaj chciałabym mieć jakąś kontrolę. Zwłaszcza, że zdrowiej jest jeść regularnie, a tak to sobie osłabi metabolizm i będzie kicha jak będzie nastolatką.

  • Zet też ma zadatki na „niejadka”, ona najzwyczajniej w świecie nie ma czasu na jedzenie! Tak jak pisałaś, pierwsza łyżeczka też zazwyczaj jest wymuszona, później kilka jest lepiej, by stwierdziła, że strasznie się nudzi i nie będzie jadła w krzesełku 😉 muszę zapamiętać Twoje rady :)

    • Słodkie są takie energiczne dzieci, pełne pomysłów, entuzjazmu. Ale to się wiąże właśnie z tym, że nie tracą czasu na jedzenie, często też na spanie… 😀

  • Asia B.

    Czy Wy też posuwacie się bardzo nieetycznie do różnych podstepów? Jakieś przemycanie wierszyków o jedzeniu, figurki z jedzenia itepe a później pożeranie tego ziemniacznego albo mięsnego potworka? Tak tak.. robię tak… Ale co innego jeśli czasami nic nie działa i każdy posiłek to meczarnia i stres i dla mnie i dla córki? Przerobiłam już wszystkie dziecięce książeczki o jedzeniu, poluję na każdą nową z nadzieją, ze ta akurat pomoże. Zośka ostatnio podspiewywała już nawet wierszyk z książki Pampi na talerzu: bardzo dobra jest pietruszka, zaproś ją do swego brzuszka. Skutek? Zgodziła się na wrzucenie pietruchy do rosołku a nie jak zwykle goły, jeśli w ogóle. Ale ile można? A może tylko ja tak świruję?

    • Czy nieetyczne? Dla mnie wszystkie, no może prawie wszystkie sposoby by moja córka była zdrowa, dożywiona itp, są ok i nie patrzę na to w ten sposób. Warzywa przemycane w tym co lubi, czyli kluseczkach, plackach, muffinach itp to przecież nie zbrodnia, a samo zdrowie dla niej. :) Ostatnio jednak ciutkę wyluzowałam, bo podaję małej multi-sanostol. Wiem, że witaminy dostaje, więc jakoś tak mocno się tym już nie zamartwiam. Chociaż robię wszystko, żeby udało ją się też nakarmić zdrowymi produktami.

      • Asia B.

        Wiem wiem, ale jednak kiedy zaczynam kupować książki patrząc na nie pod kątem zachęty do jedzenia nawet to już zaczynam się zastanawiać, czy to nie przesada 😛

        • Po tym, jak moja córka wylądowała w szpitalu z osłabienia, nic co jest dla jej dobra nie jest dla mnie przesadą. 😉 😀 Choć książeczek nie kupuję, nie wykluczam, że będę. 😀

        • Ania Berger

          Każdy sposób jest dobry.My też książkowi 😀 Zresztą Pampi na talerzu u nas się fajnie sprawdził. Dużo tam fajnych pomysłów na zabawy. My wyskubaliśmy z dzieciakami chlebowe miasto a potem zatopiła je pomidorowa powódź. Pierwszy raz od dawna nie było marudzenia przy jedzeniu, grzebania widelcem i odliczania, kiedy będzie można już odejść od stołu.

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl