DSC_0024

Szczęśliwa kura domowa!

Rodzina, czy kariera? Podczas, gdy inni walczą o kolejny awans, są dumni z sukcesów zawodowych, dla mnie sukcesem jest każdy dzień, w którym czuję, że tworzę kochający, ciepły dom, do którego chce się wracać. Tak po prostu!

Nie oceniam, rozumiem. Podziwiam kobiety, którym udaje się być jednocześnie świetnymi pracownikami, cudownymi matkami i ciepłymi żonami. Ja nie umiem być dobra aż na tylu płaszczyznach. Wiem, że są kobiety, które po prostu muszą wrócić do pracy. Rozumiem, że są też takie, które zwyczajnie chcą, bo spędzając cały swój czas z dzieckiem w domu, czują się niespełnione. Mają do tego prawo. Ale ja nie czuję się gorsza! Nawet przez chwilę nie zazdrościłam żadnej pracującej w korpo koleżance. Choć w dzisiejszych czasach, mam wrażenie, że właśnie to, jest bardziej potępiane niż zostawienie dziecka w żłobku, czy z nianią. Zupełnie inaczej niż kiedyś, gdy taka matka po cichu i jak bardzo okrutnie, niesprawiedliwie była oceniana, nazywana wyrodną. Teraz bycie Wonder Woman jest w modzie. Nie robisz kariery? Pewnie jesteś nudna, sfrustrowana i zaniedbana!
 

 

 

Zawsze pracowałam jako wolny strzelec. Taki zawód. Ale gdy przez dłuższy czas staraliśmy się o dziecko, a praca w korporacji w pewnym sensie sama po mnie przyszła, wpadłam w ten wir. Czułam, że skoro mam nigdy nie być mamą, nigdy nie żyć tak jak chcę, to chociaż zawodowo powinnam być „wyjadaczką”. Ale wiecie co? W głębi duszy czułam się nieszczęśliwa. Mój mąż nigdy nie miał standardowej pracy na 8 godzin, 5 dni w tygodniu, tak jak ja w tym czasie. Kiedy rano wychodziłam z domu, a on jeszcze spał, czułam się sfrustrowana. Wyobrażałam sobie, jakby to było, gdybym tak jak kiedyś pracowała zdalnie. Wyciągnęlibyśmy laptopy i przez jakiś czas pracowali z łózka, popijając wspólnie kawę. Odkąd wyszłam za mąż pokochałam naszą rodzinę, wtedy jeszcze dwuosobową, bezgranicznie. A gdy pojawiła się upragniona ciąża, to już w ogóle wszystko inne przestało się liczyć.
Gdy w szóstym miesiącu ciąży, już nie dawałam rady pracować, usłyszałam od szefowej – „Odzywaj się, jak będziesz chciała wrócić.” Już wtedy wiedziałam, że jeśli będę chciała, to nigdy na takich warunkach. Nic mi nie daje tyle szczęścia, co życie rodzinne. Gdy mogę leżeć z córką dłużej w piżamach i się przytulać, wyjść na spacer w południe, czytać bajki nie tylko na dobranoc. To jest dla mnie szczęście. Nigdy nie sprowadzam swojej roli do gotowania i sprzątania, choć uwielbiam to robić dla ukochanych mi osób. Dużą tutaj rolę ma też mężczyzna. Mój nigdy nie narzeka, że musi na wszystko zarobić, że coś mu mam koniecznie dać w zamian. Jest zakochanym mężem i ojcem. Tak nam jest po prostu najlepiej. Wspólnie pracujemy na szczęście naszego domu. Wiemy, że tak bliskie relacje procentują. Chcemy, by nasz dom, był takim domem, w jakich się wychowywaliśmy. Gdzie rodzina, to też Twoi najlepsi przyjaciele. Gdzie wiesz, że żeby nie wiem co, masz wsparcie i akceptację. Że zawsze jesteś najlepszy, kochany! Taki dom daje niesamowite pokłady siły na całe życie. To podstawa, którą chcemy dać naszej córce. I nie twierdzę, że tego nie można dać dziecku pracując zawodowo. Że nie można mieć bliskich relacji z mężem spełniając się też w pracy. Ale ja tak po prostu chcę. Chcę być tylko dla nich, zwłaszcza teraz, kiedy nasza córka jest taka malutka. A każda chwila jest na wagę złota, każdy moment, kamień milowy w  jej rozwoju, w jej poznawaniu świata można przeoczyć, nie mogąc nigdy do tego wrócić.
Ale nie jest tak, że nie spotykam się z zarzutami. Pojawia się ich sporo, tak samo, jak w życiu matek pracujących. Oj wiele. Jedne są wypowiadane niby niewinnie, w rozmowie o czymś innym, drugie celują wprost, bo przecież „mogę później żałować”…
No bo przecież kobieta „siedząca” w domu, się nudzi, nie ma po co o siebie dbać, więc siedzi w dresie z nieogolonymi nogami i poczochranymi włosami i pluje sobie w brodę, że zdecydowała się na wychowywanie dzieci i prowadzenie domu… 😀
„Kobieta w domu się nudzi, spotyka z rutyną…” Serio, w pracy nie ma rutyny? Bo moja praca, choć niby kreatywna była nią przesiąknięta. Redakcje kobiece żyją pewnym rytmem, dużo bardziej uporządkowanym i typowym dla danego okresu, niż to wygląda w życiu z małym dzieckiem. Zawsze, gdy nadchodziło lato, trzeba było czytelniczkom zrobić przeglądy kostiumów kąpielowych w różnych fasonach z każdej możliwej sieciówki. A na święta bez dwóch zdań opublikować galerię czerwonych sukienek, bo panie przecież lubią na gwiazdkę robić się na Mikołajkę. I tak co roku. W życiu z dzieckiem nie ma miejsca na takie uporządkowanie. Każdy dzień jest inny, a wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie.
 
„Ale dzieci to przecież będą miały z czasem swoje życie, a kura domowa spotka się z syndromem pustego gniazda…” Stereotypy na temat kur domowych mijają się z prawdą, jak wszystkie sądy wypowiadane przez ludzi, którzy nie są w temacie. Moja mama wiele dla mnie poświeciła. Zawsze czułam się najważniejsza. I gdy dorosłam, poznałam mojego męża, to ona najmocniej mi kibicowała, cieszyła się moim szczęściem. Nie czuła się zła, że będzie teściową tuż po 40-tce. Nie chciała zrobić na siłę z 22-letniej córki małej dziewczynki. Bo wiedziała, jaką moc ma nasza więź! Wiedziała, że to jak zawsze wyglądał nasz dom, nie zniknie nagle. Czuła się spełniona jako mama, więc nie trzymała mnie na siłę przy sobie, w przeciwieństwie do mam niektórych moich koleżanek, które nie czuły się tak dla nich tak ważne, i rozpaczały gdy te dorastały. Moja mama wiedziała, że przyszłość przyniesie jej to na co pracowała od zawsze – szczęśliwą, pewną siebie córkę, mającą kochającego męża, a teraz też ukochaną wnuczkę, która wniosła do rodziny nowe powietrze. To jak się dla mnie „poświęciła” kiedyś, dziś sprawia, że jest w życiu Blanki jedną z najważniejszych osób. Poza tym syndrom pustego gniazda nie pojawi się, jeśli rodziną będzie dla matki nie tylko ona i dziecko, ale też ukochany mężczyzna, z którym razem tworzyła rodzinne szczęście.
 
 
Owszem dzieci zawsze będą miały swój świat, nawet jak będą jeszcze małe. Jeśli je kochamy szczerze i bezinteresownie, to jest to po prostu oczywiste. Ale czy bycie w domu na pełen etat to musi być decyzja na całe życie? Dzisiaj jest tak łatwo o zmiany, tak łatwo dostosowywać swój świat do nowych sytuacji. Dziś jestem w domu, bloguję, jutro może zacznę pracować dorywczo, z domu, a za kilka lat może i zachce mi się powrócić na pełen etat do jakiejś redakcji. Jak mocno czegoś pragniemy, dajemy z siebie wszystko, to wierzę, że życie ułoży się po naszej myśli. Trzeba realizować marzenia, żyć w zgodzie ze sobą, a nie czekać na spełnienie w nieskończoność. „Mam tę moc”, jak teraz śpiewają małe dziewczynki u nas na placu zabaw… 😉
Wiadomo, że jest też druga strona medalu. Gdy jedna osoba jest w domu, druga bierze na siebie ciężar utrzymania całej rodziny. Standard życia się obniża, choćby trochę. Ale z drugiej strony… Zyskuje się coś ważniejszego – czas i wytchnienie. Tak tak, nawet z punktu widzenia tego „żywiciela rodziny”. Bo gdy już wraca do domu czekają go uśmiechnięte twarze, które cały dzień tworzyły dla niego szczęśliwą atmosferę, które czekały by móc umilić mu czas, by pokazać, że kochają. Nie ma dla mnie większego szczęścia niż jak mąż dzwoni, że będzie 20 minut później niż przypuszczał, bo korki… A ja wtedy już nastawiam Blankę, gdy słyszę, że zbliża się do drzwi mówię „Tatuś idzie, daj mu buziaczka, jak wejdzie.” I ona już w drzwiach stoi i pcha mu się na ręce i daje najsłodszego buziaczka prosto w usta, a on się po prostu rozpływa… To jest dla mnie kwintesencja szczęścia i spełnienia.
Właśnie tego spełnienia i rodzinnego szczęścia życzę wszystkim mamom. Tym aktywnym zawodowo i tym będącymi matkami na pełnym etacie.
A jakie są wasze doświadczenia w tym temacie? Spotykacie się z ciągłymi osądami społeczeństwa, niezależnie od podjętej w życiu decyzji? Pewnie tak, bo przecież życie matki to teraz temat, w którym każdy jest ekspertem. Polska jest w ogóle pełna ekspertów! 😉 Chętnie poczytam o Waszych doświadczeniach!
Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:


O autorze -



  • Ja podobny temat wzięłam na tapetę:)

    • Wiem,czytałam. 😉 i o syndromie fartucha i o wyfruwaniu z gniazda. 😉 masz we mnie stałą czytelniczkę! 😉

  • Zgadzam się w 100 % Każdy ma swoje życie , plany inne spojrzenie na wiele spraw .Też jestem mamą na pełny etat , z własnego wyboru :) .Miałam swoją działalność , której musiałam poświęcić baaardzo dużo czasu , by przyniosła pożądany efekt .Mąż też pracuje bardzo długo . Jak pojawiły się dzieci wszystko się pozmieniało , po prostu nie ogarniałam :( Dzieci nie dopilnowane i praca też kulała, bo człowiek już myśli czy nie głodne ,jak chore czy leki podane i tak w kółko .Podjęliśmy decyzję wspólnie z mężem że dla nas tak będzie najlepiej . Czasem mam dość i chciała bym jak kiedyś , narobić się i w fotelu zasnąć . Często też słyszę że kobiety w domu nic nie robią , że ja bym nie mogła… Wtedy przyznam się , boli mnie to bardzo .Nie jestem tego typu kobietą ,ja nie umiem posiedzieć . Zawsze sobie coś wynajdę :) I szczęśliwa jestem że widzę jak dzieci rosną , że mogę na luzie z dziećmi się pobawić .Podziwiam kobiety , które potrafią ogarnąć pracę dom itp… Pozdrawiam MAMUSIU:)

    • Co byśmy nie robili, zawsze choć na chwilę pojawi się tęsknota za czymś innym, ale grunt to wiedzieć co tak naprawdę daje nam szczęście. :) też pozdrawiam! 😉

  • Ale dzieciaki szybko rosną :) Ani się obejrzałam a mój maluch ma już 3 latka :)

    • Oj szybciutko. Sama nie wiem, jak to możliwe że już 4 miesiące temu mi się skończył macierzyński… Ale widzę teraz ileby mnie ominęło, jakbym wróciła wtedy do stałej pracy…

  • Cokolwiek nie zrobimy, zawsze będziemy oceniane. Tak jak napisałaś: wszędzie eksperci i jeden lepszy o bardziej obeznany w temacie od drugiego. Żyć w zgodzie ze sobą, swojego tyłka pilnować i cieszy się każdą chwilą i swoją decyzją. Trzymaj się cieplutko!

    • Swojego tyłka pilnować to ważną umiejętność, bo często to co pod nosem jest niezauważalne. 😀 buźka! 😉

    • Swojego tyłka pilnować to ważną umiejętność, bo często to co pod nosem jest niezauważalne. 😀 buźka! 😉

  • Z wyglądu bardzo daleko Ci do stereotypowej kury domowej. 😀 <3
    Ja w tym roku, na czas ciąży, zrezygnowałam ze studiów (przerwa po licencjacie). I czuję się świetnie. Mam poczucie, że moje bobo bezpiecznie się chowa w brzuchu. :)

    • Dziękuję bardzo! :* i wszystkiego dobrego dla Ciebie i bobaska! Pozdrawiam! 😉

  • Szczerze to ja nie mam ochoty wracać do pracy, nie z lenistwa, nie czuje się jeszcze na siłach po prostu. Boję się tego, że nie będę widzieć codzienności mojego dziecka, że relacja o którą tak walczyłam odejdzie w niepamięć… A dookoła już powoli słyszę, że czas zacząć szukać roboty, czuję się trochę pod presją…

    • Też słyszę takie rzeczy czasem, na szczęście nie od bliskich… Ale mimo wszystko przykro, jak jest się ocenianym przez pryzmat pracuje są lub nie, jakby to wyznaczało jakąś wartość człowieka… Takie to puste trochę.

  • Masz rację, nasz kraj jest pełen ekspertów i każdy wie lepiej jak masz przeżyć Twoje życie, nie wiedzą tylko co zrobić ze swoim…
    Oczywiście, że spotykam się z osądami…ale szczerze mówiąc – śmieszą mnie 😉

    • Fajne podejście. Podziwiam. :) Mi czasami jest po prostu przykro, bo raczej jestem osobą, która się do nikogo nie wtrąca i myślę, że zasługuję, jak każdy, żeby też być tak traktowaną.

  • Masz oczywiście rację w tym co piszesz. Ja chyba po prostu kwalifikuję się do grupy, która w domu czuje się niespełniona. Muszę jednocześnie przyznać, ze gdybyś zapytała mnie 5 lat temu, czy jestem spełniona, czy czuję się szczęśliwa będą kurą domową, opowiedziałabym bez wahania: TAK! Gdy mój Syn był malutki…ba! Gdy miałam dwoje dzieci, byłam tak zadowolona z tego, że mogę sobie pozwolić na bycie z nimi w domu. Wszystko posprzątane, czas spędzałam z dziećmi na zabawie i edukacji. Były spacery, wycieczki, wspólnie spędzony czas. I kochałam to! Nadal Kocham! Ale gdy upłynął piąty rok "siedzenia w domu", trochę poza światem, zaczęłam czuć brak czegoś… Niezależności, rozwoju, kontaktu z innymi ludźmi spoza najbliższych i przyjaciół… A co do syndromu opuszczonego gniazda – to święta prawda, że miłość małżeńska go niweluje. Ja bałam się, że gdy dzieci wyjdą z domu, ja sama uznam, że nie mam już żadnej pasji i że nie będę umiała jej już odnaleźć:)Bardzo fajny tekst!

    • 5 lat to i tak wspaniale. :) dałaś dzieciom tą podstawę, która im zaprocentuje. :) i nic dziwnego że z czasem chcemy robić coś tylko dla siebie. Fajnie, że sobie tak dzieci podchowałaś i znalazłaś dobry dla Ciebie moment by coś odmienić.

  • Ja bardzo nie chciałam wrócić do pracy ale nie miałam wyboru, bałam się tych wszystkich "ominięć" rozwojowych, nie umiałam sobie wyobrazić jak to będzie, kiedy mnie nie będzie.
    Dziś, z perspektywy czasu mogę powiedzieć, że był to dobry wybór. Nie wróciłam na cały etat, dziecko podczas mojej nieobecności jest pod opieką taty i z tego co obserwuję każdy jest zadowolony :)

    • Bardzo fajnie, że udało Ci się wrócić na niepełny etat i wszystko tak powoli się zmienia. A jak mały jest z tatą to tym lepiej, bo tworzy z nim fajną więź. :) Super, że udało się Wam tak wszystko zorganizować.

  • Najważniejsze jest to żeby znaleźć radość w tym co się robi:) Reszta będzie łatwiejsza do zniesienia

  • Mi też nie śpieszno do powrotu do pracy, uwielbiam być taką kurą domową, co z dzieckiem siedzi w domku i widzi codziennie jak się dziecko rozwija. I choć czasem narzekam na to, to za nic bym tego nie zmieniła, przynajmniej na razie. A życie takiej kury domowej wcale nudne nie jest, bo z dzieckiem to sie nudzić nie można :) Na szczęście nikt mi tutaj nie jęczy, czemu nie pracuję itd.

    • To najważniejsze, jak mamy akceptację najbliższych. 😉 I że same się dobrze czujemy ze swoją codziennością.

  • Ja zawsze marzyłam o byciu kurą domową :)

    • To tak, jak ja. Po cichu zawsze sobie siebie wyobrażałam w domu z dziećmi. :)

  • Każdy podejmuje własne decyzje, takie jakie będą najlepsze dla niego i jego rodziny. Brawo dla Ciebie, że podjęłaś decyzję zostania w domu z dzieckiem. To wspaniały czas i warto go wykorzystać.
    Ja jeszcze nie wróciłam do pracy, ale planuję wrócić. Zobaczymy co z tego wyjdzie.

    • Na pewno wszystko fantastycznie się ułoży, skoro właśnie tego chcesz. :)

  • Kiedyś nie wyobrażałam sobie życia bez pracy. Dziś nie wyobrażam sobie życia bez rodziny. Perspektywy i poglądy zmieniają się z wiekiem, a czasem dzięki odpowiedniej osobie. A na koniec i tak liczy się tylko to, aby samemu być zadowolonym ze swojego życia :) Pozdrawiam

    • Najważniejsze, żeby czuć się szczęśliwym i też dogadać z partnerem, jeśli żyje się w związku. :)

  • Ludzie po prostu lubią oceniać i krytykować zwłaszcza jak są zazdrośni, że ktoś inny może, a ja nie. Uważam, że każdy powinien podjąć decyzję zgodnie ze swoimi odczuciami, tym co daje szczęście i tym na co może sobie pozwolić. Bo nie jedna mama wolałaby zostać w domu, ale sytuacja finansowa na to nie pozwala…

    • No dokładnie tak. Chociaż znam też takie rodziny, które właśnie z powodów finansowych zdecydowały się, by mama została w domu. Bo żłobek i przedszkole tyle kosztują, że jak ktoś ma kilkoro dzieci, a przy tym niewiele jest w stanie zarobić, to się zwyczajnie nie opłaca.

  • Tez spotkalam sie z tekstami typu: ja bym tak nie wytrzymala w domu, ja bym nie mogla byc zalezna finansowo, nie boisz sie co bedzie pozniej itd. Niestety im bardziej ” niewinnie” powiedziany komentarz tym wiecej w nim bylo zlosliwosci jak swoj swiat mozna ograniczyc do pieluch i obiadkow. Niestety ludziom nie dogodzi a nawet nie powinno sie jesli chodzi o szczescie nasze i naszego dziecka:)

    • Okropne jest takie przeświadczenie naszego społeczeństwa o mamach… :/ Nie wiem, jakim prawem tak łatwo ocenia się innych, komentuje się, wtrąca… To boli. Ale tu jest też rola, ojca dziecka, partnera, męża, żeby stanął w obronie matki swoich dzieci…

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2016 Chichotkitrzpiotki.pl