DSC_0605

Świąteczne centymetry? Precz!

Mogę się założyć, że tak naprawdę nie przytyłyście w te Święta! No dobra, może jedna, dwie na sto, które zemdlały z przejedzenia przy stole i teraz leżą w szpitalu na płukaniu żołądka! Nie wierzycie mi?

 

A jak wam powiem, że aby przytyć kilogram trzeba zjeść aż 7000 dodatkowych kalorii? Też nie? Biorąc pod uwagę fakt, że większość kobiet o dość „rozsądnej” wadze zjada ich dziennie ok. 2000 – 2500, to wydaje się dość trudne, aby przytyć kilka kilogramów w 3 dni Świąt. Aby zaokrąglić się o 3 kg trzeba byłoby jeść w każdy ze świątecznych dni 9000 kalorii.

No to przeliczmy. Te 7000 kalorii to:
100 pierogów z kapustą i grzybami
30 sporych porcji barszczu z uszkami
23 średnie miseczki sałatki jarzynowej
38 kawałków piernika czekoladowego
200 średniej wielkości ciasteczek piernikowych lukrowanych
31 dużych talerzy bigosu


Trzeba spoooro pojeść, aby dobić do tych 7 nadprogramowych tysięcy kalorii, co? Wiadomo,  każda z nas jest inna i każda ma inną przemianę materii czy skłonności do tycia. Jednak u większości bilans energetyczny musi się zgadzać. Tylko jeśli mocno go sobie podwyższymy, tyjemy. I o ile to normalne, że przytyjemy gdy pofolgujemy sobie na dwutygodniowych wakacjach na wypasie, to w trzy dni przybrać kilka kilogramów to już spory wyczyn.

Myślicie sobie teraz, że oszalałam i głupoty wypisuję, bo przecież stanęłyście na wagach i każda ma po kilka dodatkowych kilogramów. Tak, tak, jak też się „podpasłam”, a może raczej napuchłam! To teraz czas na trzy obrzydliwe słowa, których użyję… Podejrzewam, że czytują mnie głównie ludzie z branży rodzicielskiej, a ci z racji życiowego doświadczenia mają obniżony próg wrażliwości w takich tematach, więc nikomu emocjonalnej krzywdy nie zrobię. 😉 Te słowa to WZDĘCIA, ZAPARCIA i OPUCHLIZNA. Z czego to trzecie, najmniej obleśne jest kluczowe.

W Święta siedzimy przy stołach, jemy jedzenie, które zakwasza organizm, zatrzymuje w nim wodę, powoduje wzdęcia i zaparcia. A szczególnie na to wrażliwe są osoby, które na co dzień jedzą dość lekkostrawnie. A że my matki, żywimy dzieci, czy to własnej produkcji mlekiem, czy zwyczajnie domową lekką kuchnią, to raczej jesteśmy w grupie podwyższonego ryzyka.

Te trzy wspomniane wcześniej problemy mogą spowodować wzrost wagi nawet o kilka kilogramów. Ale jest też pozytywna wiadomość. Dzięki paru domowym sposobom ja sama „schudłam” kiedyś 3 i pół kilograma w 5 dni. I celowo użyłam tu cudzysłowia, bo nie schudłam tylko pozbyłam się wody zalegającej w organizmie. Nie będę was zachęcać do diet cud, bo jako, że kilka lat temu zdobyłam tytuł niekwestionowanej mistrzyni efektu jojo, stałam się ich przeciwniczką. No to co to za sposoby, skoro nie jest mowa o błyskawicznym odchudzaniu?

Zielona herbata

Nie będę udawała. Mi nie smakuje. Ale warto się przemęczyć. Zwłaszcza, że można sobie kupić taką z suszonymi pomarańczami czy płatkami róży, która jest nawet znośna w smaku. Picie po 4-5 filiżanek dziennie przez kilka dni działa cuda. Po pierwsze zielona herbata usuwa toksyny z organizmu. Po drugie jest tak moczopędna, że kilka filiżanek uzależnia od kibla… Ale to plus. Na większość osób, które znam taka „kuracja” działa cudownie. Dwa, trzy kilogramy na minusie to już coś!

Koper włoski

Nie od dziś wiadomo, że paradoksalnie, żeby pozbyć się nadmiaru wody z organizmu trzeba… pić! No to kolejna filiżaneczka dziennie w naszej kuracji. Z kopru włoskiego, który znają chyba wszystkie mamusie. Działa wiatropędnie, jest idealny na przejedzenie, a dzięki działaniu rozkurczowemu będzie też w sam raz na zaparcia. I jest całkiem smaczny… 😀 😉

Siemię lniane

Uwielbiam je i jeszcze o nim u mnie przeczytacie z pewnością. W kwestiach odchudzania jest mega, giga sprzymierzeńcem. Fantastycznie likwiduje zaparcia. Wystarczy na wieczór przygotować sobie napar i wypić go przed snem. Łyżkę siemienia zalewa się szklanką wrzątku. Powstaje kleik, który daje świetne efekty!

Sok z buraka

Sok z buraka ma działanie zasadotwórcze, czyli odkwasza organizm, a dzięki temu z dużo większą łatwością chudniemy. Poza tym buraki mają bardzo dużo błonnika, co znacznie przyspiesza przemianę materii, która po Świętach może być znacznie spowolniona.
I na koniec ostatnia, ważna sprawa. Odstawiamy świąteczne pozostałości w lodówce, to co możemy mrozimy albo podsuwamy tym, którym gorzej życzymy! 😀 😉
I jak wam się podoba? Ja zaczynam moją kurację! Oby poskutkowała tak, jak zazwyczaj. 😀 A wy, jakie macie sposoby na szybki tuning przed karnawałem?
Jeśli spodobał się wam ten post, pewnie chętnie przeczytacie też:

 

 


Tags:


O autorze -



  • Bardzo przydatny post 😀

    http://www.moniquerehmus.pl

  • To prawda największym problemem naszej wysokiej wagi jest woda a właściwie jej nadmiar. To powodzenia ????

  • Ja koniecznie muszę zastosować kurację!
    W życiu tyle nie zjadłam co w te święta.

  • Też myślałam o soczkach po świętach :)

  • najlepsze jest zdanie o podstawianiu pozostałości z lodówki tym którym gorzej życzymy… hmmm… muszę chyba porozmawiać z moją Matką, bo upycha we mnie jak leci 😛

    • A to wypasaczka mamusia. 😀 Moja działa w drugą stronę – "Córeczko, zjesz cały kawałek ciasta, czy może połowę?" 😀 Subtelna mobilizacja działa.

  • Świetny post! :-) Od teraz zawsze wybieram to trzecie określenie 😉 Już widzę te dialogi oczami wyobraźni…" i jak tam – ile spuchłaś w święta"? :-) Mega :p

    • Ale mnie rozbawił ten komentarz. 😀 Gwarantuję, że do spuchnięcia przyznawałoby się wiele więcej osób.

      No to przyznawać się proszę – która ile spuchła dziewczyny! Ja powiem tak, odpuchłam już 2 kg, ale jeszcze ciut zostało. 😀

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl