DSC_0526

Ząbkowanie wersja hardcore

Kilka razy w tygodniu dostaję smsa od męża „Zęby już są?”. „Moje jeszcze tak, choć od tego zaciskania pewnie zaraz powypadają.” – odpisuję. Tak, życie naszej rodziny kręci się wciąż wokół paszczy naszej ukochanej córci. 😀

Druga sytuacja. Ostatnio byłyśmy naszą shoppingową trójką – Blanka, ja i babcia Asia na zakupach. W kolejce do kas w jedynym ze sklepów gadały ze sobą dwie młode kobitki, jedna dzieciata, druga nie, o ząbkowaniu dziecka tej pierwszej. „Taki biedny jest, pięć dni się męczył zanim mu ten ząbek wyszedł, ja już taka zmęczona jestem po tym, nocy nie przesypiałam, bo się budził postękiwał i jeść nie chciał nawet…”. No rzeczywiście masakra. 5 dni! Dla nas nawet 5 tygodni byłoby spoko…
No ale po kolei. Pierwsze objawy ząbkowania zauważyłam już koło 4-5 miesiąca życia Blanki. Śliniła się tak, że co chwila trzeba jej było zmieniać bodziaka, żeby nie wyglądała jak „siódme dziecko stróża”. Ciągle pchała wszystko do buzi, maltretowała rączki, wyżywała się na twardej części smoka. Już wtedy zaczęliśmy zużywać maści na ząbki w hurtowych ilościach. Kupiliśmy jej nawet specjalny gryzako-smoczek, który nazwaliśmy Hannibal, bo przypominał nam trochę kaganiec, który tenże bohater miał na sobie w „Milczeniu owiec”. 😉 Jak mała miała 6-7 miesięcy, a nadal żadnego ząbka, lekarz na kontroli stwierdził, że pierwsze zęby zaraz wyjdą, bo dziąsła są wyjątkowo opuchnięte. No tak… Uf! Czekaliśmy już na nie tyle czasu, wreszcie! Tylko to „zaraz” przerodziło się w kolejny miesiąc i kolejny i kolejny i kolejny. Cały czas męczyliśmy się z kiepskim apetytem i pchaniem rączek do buzi miedzy jedna a drugą łyżeczką, z atakami płaczu przez sen i nocnym smarowaniem smoczka maścią na ząbkowanie niemalże co godzinę… W międzyczasie miesiąc młodsza koleżanka Blanki zyskała 6 ząbków.  Uzębianie się trwało u niej może półtora miesiąca i to bez specjalnych ekscesów.

Ząbkowanie, a odwodnienie – na co uważać?

Nadszedł 11 miesiąc życia Blanki. Mała była nadal bezzębna. A objawy ząbkowania dawały nam już tak w kość, że przy każdym uśmiechu małej, czy jej płaczu wypatrywaliśmy wymarzonej małej białej plamki. Nic. W pewnym momencie nabrała totalnego wstrętu do jedzenia i picia. Jedyne, co przyjmowała to tą maść na ząbkowanie, na którą powinniśmy już dostać co najmniej rabat, jak nie kartę stałego klienta. Nie lubię pisać o niemiłych momentach w naszym życiu, bo po co w ogóle pamiętać takie chwile, ale wspomnę o tym ku przestrodze. Wylądowaliśmy z Blanką w szpitalu. Dokładnie tego dnia, którego pojawił się pierwszy ząbek. Mała z rana obudziła się i wprost przelewała się przez ręce. Poprzedniego dnia zjadła tylko jeden pełny posiłek i wypiła może ze 200 ml herbatki. Mimo wszelkich starań nie chciała nic jeść, nawet swoich ulubionych do tej pory dań, picie też było „ble!” zarówno z butli, jak i z łyżeczki.  Zostaliśmy z nią na obserwacji na 3 dni. Lekarze, jak to lekarze nie stwierdzili do końca, czy to wina osłabienia z tego niejedzenia, czy lekkiego odwodnienia (na co nie wskazywały wyniki badań), czy może bólu głowy od tych zębów. Jak wychodziliśmy do domu mała miała już dwa malutkie ząbeczki na wierzchu. Na moje pytanie, co mogę zrobić, żeby więcej do takiej sytuacji nie doszło przy kolejnych zębach, usłyszałam tylko „Proszę się nie ograniczać za bardzo z Paracetamolem.” Tak naprawdę musiałabym go dawać prawie codziennie. To by była spora przesada. Zostawiam go sobie jako oręże na wyjątkowo kryzysowe dni.
 

 

Szkoda mi jej, ale szkoda mi też samej siebie. Pomijając już te byle jak przespane noce z przerwami na smarowanie smoka maściami, nocne karmienia (bo w nocy głodnieje, jak w ciągu dnia nie dojada z bólu), to co dawać takiemu malcowi, co rwie się już do dorosłego jedzenia, a nic nie jest w stanie pogryźć…?
Teraz Blanka ma już rok i dwa miesiące, a dopiero kilka dni temu pojawiła się mała biała plamka na górnym dziąśle. Mamy już praktycznie trzy zęby! Wow! Kończyć już muszę, bo chyba idzie czwarty i tolerancja mojego dziecka co do wszelkich moich czynności z nią niezwiązanych wciąż maleje. Trzymajcie za nas kciuki. No ale, jak patrzę na ten słodki uśmiech mojego szczerbulka, to myślę, że damy radę! A jak inaczej? Kto inny, jak nie ja – matka! 😉
A u Was jak tam było z ząbkowaniem? Opowiadajcie, radźcie, pocieszajcie… 😉
 


O autorze -



  • U nas dokładnie to samo… Z tym, że ząbkowanie na wyjazdach weekendowych lub w wakacje .. po 4 zęby na raz.. ostatnie dwa dni nic nie chce jesc, ani pić więc zwalam winę na zęby… jak jej wyjdą wszystkie to nie wiem co będzie uprzykrzać mi życie 😀

    • Na pewno się coś znajdzie, nie martwmy się. 😉 Jakieś bunty przedszkolaka i te sprawy… 😉

  • Moja Młoda zaczęła pierwsze ślinienie w okolicach 2-3 miesiąca (karmienie piersią było wtedy masakrycznym wyzwaniem, bo w ogóle była na "nie"). Szybko się z tymi ząbkami mimo wszystko uporała. Najgorsze jednak było to, że dziąsła wyglądały niezbyt ładnie – robiły się jej takie małe gulki pod dziąsłami (zbierała się krew), a to niestety bolało.

    Dacie radę, pociesz się tym, że ząbkowanie kiedyś musi się kończyć :)

    • No tak. Kiedyś musi. U nas w tym tempie, to pewnie będzie jak mała będzie miała z 5 lat. 😀

  • U pierwszego nie było żadnych trudności. Zęby wyszły dopiero w 10 m-cu ale bezboleśnie. Za to młodszy za każdym razem miał gorączkę i zapalenie oskrzeli i antybiotyk. Może te oskrzela to zbieg okoliczności ale za każdym razem? Trochę dziwne. Na szczęście mamy to za sobą ????

    • Ojej, biedactwo! Z tego, co się dowiedziałam od lekarzy w szpitalu, to tak może być, że od zębów, angina, przeziębienia, grypa. Ząbkowanie podobno niesamowicie osłabia organizm. U mojej córci np. z każdym ząbkiem pojawia się na kilka dni przed wysypka na ciele, bo to jest akurat jej słaby punkt. U Twojego synka to pewnie oskrzela.

  • My mamy już 7, przechodziliśmy je tak jak opisujesz, nocne płacze, naprzemienna awersja do jedzenia z apetytem. Tydzień spokoju dwa tygodnie płaczu i tak w kółko. To wszystko od 3 miesiąca życia. Ostatnio jest gorzej. Do tej pory było bez temperatury – teraz non stop. Organizm osłabiony, więc był wirus. Ledwo się wyleczyliśmy z wirusa i kataru to mamy uszy. Lekarz mówi, że przy wzmożonym ząbkowaniu dzieci często łapią różne choróbska. Teraz idą na raz kły dolne i górne. A mówią, że dopiero trzonowce to jest jazda bez trzymanki. Aż strach się bać.

    • O, o tej temperaturze zapomniałam napisać. U nas też bywa mocno podwyższona przy tym ząbkowaniu. Nie strasz! To może być gorzej? Szkoda tych dzieciaczków… Tyle czasu męczą się z tymi mleczakami, żeby im po kilku latach wypadły…

  • Moja córcia ma 8 mcy i już 6ty ząbek jej wychodzi. Najpierw wyszły jej 4 dolne, a dopiero później 2 górne. jakoś tak na odwrót chyba :) Ale też była masakra z tymi zębami! Jęki, płacze, marudzenie w nocy, ciągłe wstawanie by dać smoka, bo tylko wtedy się uspokajała na chwilę. Ale u nas nie trwało to tak długo jak u Was! No ale to jeszcze nie koniec – tyle jeszcze ząbków zostało! Pozdrawiam i zapraszam do mnie :)

    • Ja to się naczytałam, że jak tak późno wychodzą ząbki to i do 20-kilku lat mogą się mleczaki utrzymywać. To by moja Blanka miała niefajnie jako młoda kobietka… Ojjj!

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl