DSC8364

Slow love rodziców – da się?

Życie we dwójkę to wygoda i możliwość pełnego bycia razem. Wspólne leniwe poranki, romantyczne wieczory, spontaniczne wyjazdy, szalony seks… Dziecko to dopełnienie szczęścia, ale i… komplikacja tego spokojnego życia. Jak wygląda miłość rodziców? Jest tu miejsce na slow love, bez stresu, pośpiechu…?

 

Wspólne życie kobiety i mężczyzny będących też mamą i tatą, bez spiny i wszechogarniającego bałaganu. Ideę slow life da się wprowadzić w życie rodziny z małymi dziećmi? Wierzę, że tak. Ale co z miłością tych dwojga, wspólnym czasem, czułościami? Czy slow love rodziców, to nie jakaś totalna abstrakcja? Da się być wychillowaną parą i rodzicami jednocześnie?

 

Kiedy zaczynałam o tym myśleć od razu przypomniał mi się film, który oglądałam z mężem dość niedawno – „Sekstaśma” z Cameron Diaz. Luźna komedia, która jednak pociesza rodziców umęczonych swoim życiem w pośpiechu, ale i daje do myślenia. Główni bohaterowie to mama i tata, żona i mąż. Ich dzień wygląda dość chaotycznie. Rano pobudka, pędem śniadanie, odwożenie dzieci do szkoły i przedszkola, zakupy, praca, gotowanie, szumne posiłki, wariackie wieczory, położenie dzieci spać… A potem przysypianie przy wspólnym seansie filmowym, przed snem chęć na seks, po przebudzeniu rozczarowanie „Ojeju, znowu usnęliśmy? Dobra to jutro.”. I od nowa, rumor przy śniadaniu, i tak dalej, i dalej… Brzmi znajomo? Czemu mnie to nie dziwi? Filmowa para znalazła na to kontrowersyjny sposób. By przełamać rutynę, nagrała sekstaśmę, która później wpadła w niepowołane ręce…

 

Nie, nie będę Was do tego tutaj namawiać. 😉 Niech każdy sobie nagrywa co tam chce… 😀  Ale, tak na serio, co zrobić, żeby będąc wspólnie rodzicami ukochanych małych istotek, jakoś miło razem żyć we dwoje, zatrzymać się na chwilę, pobyć tylko ze sobą, wrócić choć na parę godzin do tego, jacy byliśmy kiedyś. Ciężka sprawa… A jaki był wasz związek przed narodzinami dziecka? Tego pierwszego, tego kolejnego…? Nasz był bardzo przyjemny. W weekend długie i leniwe poranki z piciem kawy i jedzeniem śniadania w łóżku, wieczory przez cały tydzień zaczynające się już o 19 z lampką winka i dobrym filmem, spontaniczne wyjazdy, imprezy do białego rana, a później spanie do południa i obiad w restauracji, bo gotować się już nie chciało… No bajka! A jednak czegoś brakowało, a raczej kogoś. Teraz jest Ona, najukochańsza córka, na punkcie której obydwoje oszaleliśmy. Ale pojawia się też czasami tęsknota za tym, co było kiedyś. To normalnie, my tak mamy i wy na pewno też.

 

Jak sobie z tym radzić? Każda para, prędzej czy później, znajdzie jakiś swój sposób. Są dziadkowie, ciocie, wujkowie, zawsze pewnie znajdzie się ktoś, kto pomoże wam odetchnąć, zajmie się dzieckiem, żebyście wy mogli poczuć się przede wszystkim, jak kobieta i mężczyzna, a nie tylko jak mama i tata. Choć, wraz z biegiem czasu, i rośnięciem dzieci w zastraszającym tempie, te sposoby wymagają ciągłej modyfikacji. Znam małżeństwo, które zostawiło 4-miesięczne dziecko u dziadków i wyjechało na romantyczny weekend do Rzymu. Robią tak nadal, a mają dwuletniego malca, dla którego weekend sam na sam z dziadkami nie jest niczym strasznym, ani dziwnym. Ale znam też parkę, która niemal od początku podrzucała swojego synka co jakiś czas na wieczór do babci, cioci. Wszystko było dobrze, dopóki dzieciaczek nie zrobił się bardziej kumaty i w wieku kilkunastu miesięcy został z ciocią na weekend, a mama z tatą wyjechali do SPA. Niby towarzyskie dziecko, przyzwyczajone do nieobecności rodziców waliło głową w ścianę cały wieczór i wciąż krzyczało, „mamaaaa, tataaa!”. Dzieci to bezustanna zagadka, która nawet jeśli myślisz, że ją rozwiązałaś, zaszyfrowuje się na nowo. Będąc rodzicami, spokojne pobycie razem, to prawdziwe wyzwanie… U nas też bywało różnie.

 

Blanka bardzo rzadko zostaje z dziadkami. Po prostu lubię, gdy jest z nami. Zostawała z nimi kilka razy sama na wieczory, albo nawet „na nockę”, jak byłą malutka i ku mojemu zdziwieniu, właśnie wtedy nie miała z tym żadnego problemu. Później, jak mała zbliżała się do pierwszych urodzin, mąż i moja mama (tak, tak), namówili mnie na „podrzucenie” małej na weekend do dziadków i małżeńskie porandkowanie. Było miło, spacer, kino, kolacja i to przez dwa dni… Ale dziwnie wracało się do domu, w którym pachniało dzieckiem, a dziecka nie było. Gdy cała stęskoniona wyczekiwałam, jak znowu utulę córeńkę, ta dała mi bardzo dużą karę za moje postępowanie. Przecież, jak mogłam ją zostawić? 😉 Uwaga, uwaga! Takie małe dziecko się obraziło. Nie chciała do nas podejść, po czasie wybaczyła tacie, ale on przecież często bywa poza domem, więc do jego nieobecności córka jest już przyzwyczajona. A mamusia była zawsze, więc to na nią postanowiła się obrazić. Patrzyła na mnie z wyrzutem, płakała i wyrywała się jak brałam ją na ręce. Poryczałam się, jak bóbr. Chociaż wiecie, co? Wyszło nam to na dobre. Ja pobyłam z mężem, a moje dziecko chyba zaczęło wtedy bardziej doceniać, że mama jednak jest, paradoksalnie, po tym obrażeniu pewnie wynikającym z tęsknoty, zrobiła się z niej taka „mamicórka”.
Wyszło na dobre, ale od tego czasu nie zostawiam małej na noc. Najwyżej na wieczór. Babcia ją ulula, a my wracamy późnym wieczorem i rano już jesteśmy wszyscy razem. To komfortowa sytuacja dla całej naszej trójki.
Ale przecież dziecka nie trzeba zostawiać, żeby pobyć razem we dwoje. Od czego jest noc i sen malca? Oj zaraz pewnie pomyślicie, „Głupoty gada, dzieci mają czujnik i jak się chce coś porobić, to akurat nie usną, budzą się w nocy i robią problemy”. Wbrew pozorom w tej sytuacji ideę powolnościowego życia, ale i miłości uda nam się wprowadzić, jak się dobrze zorganizujemy. Owszem, czasem coś pójdzie nie tak, ale warto się starać. Mój przepis na romantyczny wieczór w domu? Flirtujcie ze sobą cały dzień, tak jak kiedyś, piszcie do siebie miłe maile, smsy. Wystarczy tylko chwila w ciągu dnia, by dużo między sobą zmienić na lepsze. Skróćcie popołudniową drzemkę dziecka. Wtedy zwiększa się prawdopodobieństwo, że malec wcześniej, szybko i mocno zaśnie. Zaplanujcie wszystko, ale nie nastawiajcie się, żeby później nie było frustracji. Czasem, bez planowania, wieczór przelatuje przez palce i niby jesteście razem, ale jakby osobno, prawda? Jedno siedzi przy komputerze, drugie przy tablecie, chwile są roztrwonione. No to zorganizujcie się! Jaki film obejrzycie, co będziecie jeść na tej romantycznej kolacji. A może jakieś wspólne wieczorne gotowanie? Może wspólna kąpiel? Może masaż? Miła muzyka, światło świec… Pochowajcie wszystkie zabawki „pokitrane” w salonie przez malca. Niech wieczory będą tylko wasze, tak by poczuć się kobietą i mężczyzną, a nie tylko mamuśką i tatuśkiem. Z pewnością macie swoje ulubione rytuały sprzed bycia rodzicami. Powróćcie do nich. Starajcie się i dla siebie i dla dziecka. Szczęśliwa para to najlepsi rodzice na świecie. Z takimi naładowanymi akumulatorami, dużo łatwiej będzie wam stawać przed kolejnymi wyzwaniami dnia z maluchem.
Łatwo się mówi, trudniej robi… Ale warto się starać codziennie, wtedy na pewno choć jeden wieczór na kilka pozostałych, będzie tylko WASZ, spokojny, romantyczny, czuły! 😉  Nasz wczorajszy był utrudniony, bo mała miała nieplanowaną drzemkę na spacerze i usnęła dopiero o 22. Ale dzięki dobrej organizacji wygospodarowaliśmy choć dwie godzinki dla nas. A Wy, jakie macie sposoby na rodzicielskie SLOW LOVE? 😉
Jeśli spodobał ci się ten wpis, to pewnie chętnie przeczytasz też:
Ten post to część blogowego wyzwania Magdy z bloga Save the Magic Moments. Zaglądajcie tam po inne inspiracje do wprowadzanie slow life, powrotu do celebracji życia, nie tylko Magdy, ale też innych bloggerów (Magda organizuje linkowanie pod swoimi postami).
#tydzieńsafethemagicmoments


O autorze -



  • Tak też o tym chciałam napisać! :)

    • To napisz, chętnie przeczytam, bo my ciągle staramy się doskonalić w tym temacie. :)

  • Super wpis, obnaża rzeczywistość w jakiej znajduje się małżeństwo gdy pojawia się na świecie owoc miłości :)
    Mam młodych rodziców, mama w przyszłym roku kończy dopiero 45 lat, więc do prawdziwej babuleńki jej daleko. Z Lilą zostaje dosyć chętnie ale nie na długo, to samo jest z dziadkiem. Wypad na zakupy i kolację jest okej, ale żeby zostawić małą na weekend… yyyy… raz, że chyba uschłabym z tęsknoty i nie mogłabym wyluzować, dwa Lila jest mocno zżyta ze mną i z mężem. Wszyscy są fajni ale na kilka chwil, później potrzebny jest tata i mama. Kolejna rzecz to karmienie piersią… nie wiem czy Lila chciałby jeść z butelki, nigdy nawet nie próbowała, bo nie było takiej potrzeby. Pozostają nam zatem tylko i aż wspólne wieczory pod kocykiem i wypady we trójkę 😉

    • Wspólne wieczory pod kocykiem są ekstra! Ja chyba wpadłam już w taki etap, że to mnie nawet bardziej cieszy niż jakieś tam randki, kolacje…

      A dziadków my też mamy młodych. Moja mama jest jeszcze sporo prze 50-tką, ale i tak czasami namawia mnie żebym Blankę zostawiła, uwielbia z nią być i się zajmować, choć instynktu "babcinego" nie miała wcześniej wcale to teraz nawet mówi o sobie "babunia:. 😀

  • Bardzo ciekawy wpis i taki życiowy 😉 Ja tam wychodzę z założenie, że wszystko da się jakoś ogarnąć – wystarczą chęci.
    Czytałam jakiś czas temu artykuł w jakimś magazynie sportowym czy jakimś innym, o takiej próbie ratowania pożycia w małżeństwie. Była propozycja-wyzwanie: codzienny seks, mimo wszystko, każdego dnia, przez cały miesiąc. Podobno działa i pomaga odbudować te intymne relacje między rodzicami.

    • I zgadzam się zupełnie. Czasami sił nie ma, a warto! Te hormony buzujące dodają dużo więcej energii niż w pełni przespana noc. 😀 Chociaż wdrożyć taki zwyczaj przy małym dziecku, to musi być zacięcie wręcz sportowe! 😀

    • Ja tam w nocy sypiam po 3-4 godziny, gorzej z mężem , ale staramy się nie zaniedbywać tego obszaru naszego życia – ważny jest, nie ma się co oszukiwać, że nie :) Chociaż na początku, kiedy dziecko było takie malutkie… Cóż, nikomu nic się nie chciało i żadne z nas o niczym nie myślało :)

    • No pewnie, że ważny. :) Ale jak się czasem uśnie ze zmęczenia, to też się świat nie zawali. 😉 U nas tylko byleby "na łyżeczki". 😀

  • Masz dużo racji, życie bez dzieci jest inne, nie sposób się przygotować na taką zmianę. Ja niestety nie mam możliwości "podrzucania" córy wiec stale jesteśmy razem. Ale dajemy radę tak jak napisałaś jak się chcę to można. Fakt nie możemy sobie pozwolić na wieczorne i nocne eskapady ale to już mieliśmy ☺ teraz testujemy,w miarę możliwości inne rozrywek.

    • Ja to nawet mam tak, że taka "randka" mniej cieszy. Najlepiej jest jak dziecko sobie spokojnie śpi w pokoju obok. Tylko cholera no, nie zawsze chce spokojnie spać. 😀

    • Znam to znam, szczególnie gdy rosną zęby. Wtedy potrafi się budzić co godzine ????

    • Taa, te ząbkowanie. Na moją działa uspokajająco wtedy butla ciepłego mleka i Dentinox na smoka. Polecam wypróbować. Po takiej aplikacji moja prześpi ze 4-5 godzin bez przerwy. :)

  • Dzieci jeszcze nie mam, ale jestem zmotywowana do takiego działania. Wpadłam po uszy i powolność przemycam w każdy dzień. Nie wyobrażam sobie z niej zrezygnować.

    • No przy dziecku to wyzwanie, ale z pewnością się uda. Wystarczy tylko chcieć. 😉

  • Póki dzieci są małe – da się. Jak się ma w domu nastolatkę sprawa się dosc komplikuje, ale! Pozwalamy jej czasem spać u koleżanek 😀

    • O proszę, rzeczywiście. O tym nawet nie pomyślałam. Na co dzień to rzeczywiście trudne musi być. No ale jak moja Blanka będzie nastolatką, to już pewnie nie będziemy mieli oporów do wyjeżdżania tylko we dwoje itd. Babcia przypilnuje małolatki, a my poszalejemy… 😀 No i te nocki u koleżanek to też super pomysł. 😀

  • Podpisuję się pod Twoim tekstem. Dziecko czy dzieci nie mogą nas ograniczać i my jesteśmy tego przykładem.

    • Dla chcącego nic trudnego, prawda? 😉 Cieszę się, że jest więcej takich kobietek, które kochają swoje dziecko, ale i faceta i… siebie! :) Pozdrawiam!

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl