DSC_0615

Bobas sam się bawi!

Oto moich 5 gadżetów do kupienia, lub samodzielnego zrobienia, które pomogą nauczyć niemowlę, a później małe dziecko, samodzielnej zabawy.

Dziecko, które potrafi samodzielne się bawić to skarb. Mama ma czas dla siebie i na ogarnięcie domu. Wszystko w rodzinie działa sprawniej i przyjemniej. Dlatego warto próbować nauczyć malucha radości z bawienia się i umiejętności zajęcia się zabawkami bez udziału dorosłych. Niemożliwe? Wcale nie! Trzeba tylko wcześnie zacząć, nie rezygnować i kombinować na różne sposoby, bo dziecko rośnie, zmienia się i podejście do niego wymaga ciągłej modyfikacji.

Najlepsze zabawki dla niemowląt – moje TOP 5

1. Mata edukacyjna

Musi być pstrokata, z elementami grzechoczącymi, szeleszczącymi, z gryzakami, lusterkami, może też jakimiś światełkami, muzyczką… My matę dla Blanki kupiliśmy, jak jeszcze nie skończyła miesiąca. Mój mąż patrzył na mnie ze zdziwieniem, że każę kupować takiemu maluchowi tak „zaawansowaną” zabawkę. Uznał chyba, że to element szoku poporodowego i dla dobra mojej psychiki, matę trzeba jednak nabyć. Jakie było jego zdziwienie, gdy okazało się, że mała uwielbia spędzać na niej czas. Najpierw bawiło ją tylko to, że gdy machała nóżkami, uruchomiała fajne dźwięki. Później zaczęła zwracać uwagę na wiszące nad nią zabawki, przeglądała się w zawieszonym nad nią lusterku. Fantastycznie bawiła się na macie jakoś tak do 5 miesiąca życia. Później jej się znudziło, a my matę sprzedaliśmy i zainwestowaliśmy te pieniądze w kolejną zabawkę, która okazała się jeszcze większym hitem.
Jeśli nie chcecie wydawać pieniędzy na nową matę edukacyjną, używaną kupicie nawet za mniej jak połowę ceny. A małe niemowlęta przecież tak nie niszczą zabawek, bo nie są nawet jeszcze w stanie. Druga opcja to własna inwencja. Nad łóżeczkiem można przecież zawiesić pałąk, poprzywiązywać do niego baloniki, grzechotki na tasiemkach, kolorowe kawałki materiałów, a na materacyk uszyć patchworkowe prześcieradło z gumką ze skrawków materiałów o różnych wzorach i fakturach. Pewnie macie w rodzinie kogoś  z umiejętnościami do szycia. Działajcie! Pierwsze miesiące życia są kluczowe w nauce samodzielnej zabawy.

2. Krzesełko zabaw

Jak zastanawiałam się nad jego kupnem, przeczytałam gdzieś na forum, że to „więzienie dla dziecka”. Kupiliśmy je, jak córka miała już stabilne plecki i utrzymywała się w pozycji siedzącej, jak się ją posadziło. Blanka nie czuła się tam uwięziona. Uwielbiała to krzesełko. Kręciło się dookoła, na blaciku było mnóstwo zabawek – grzechotki, bączek, koraliki do przesuwania… Zabawka zajmowała Blankę na dłuuugi czas. Praktycznie ciągle się w nim bawiła, albo jadła i spała…
Takie krzesełko to spora inwestycja, ale możecie też chociażby kupić większemu niemowlęciu domową huśtawkę (w jednym ze znanych dyskontów z drobiazgami do domu, widziałam taką już za 15 zł). Wystarczy poprzyczepiać do niej balony, pozawieszać grzechotki, codziennie zmieniać ich układ, aby malec się nie znudził. Taka huśtawka sprawdzi się zawieszona np. w kuchni. Ty gotujesz, a maluch nie tylko cię obserwuje, ale i zajmuje się sam sobą.

3. Leżaczek bujaczek

Jego mieliśmy już w wyprawce dla Blanki. Przydał się nie tylko do usypiania, łagodzenia kolek, ale też do zabawy. Kupiłam taki lekki, który mogłam przenosić po całym mieszkaniu. Blanka miała do niego podoczepiane zabawki. Czuła się, że jest ze mną, ale jednocześnie robiła coś swojego. Od samego początku. Jak zaczynała kwilić, podchodziłam do niej, głaskałam po główce, rączce, mówiłam czule, ale nie brałam jej na ręce. Rodzicielstwo totalnej bliskości jest miłe, ale trudne do zrealizowania. Oprócz bycia mamą, nasze życie jakoś nadal się toczy. Jest czas na czułości, ale jest też czas na obowiązki. To wszystko jest w nas, matkach. Jeśli nauczymy dziecko, że jedynym sposobem na ukojenie smutków jest bycie noszonym na rękach mamy, to trudno będzie to zwalczyć. Pracujmy nad sobą mamusie, jeśli chcemy mieć czas dla siebie. A jeśli nie popracujemy, później nie miejmy pretensji, że dziecko nie wykona mrugnięcie powieką bez naszej obecności. Fajnie jest ciągle nosić i tulić małe niemowlę, ale już takie 10, 11 miesięczne nie do końca. Chyba, ze chcecie pracować nad mocnym bicepsem… 😀

4. Kojec

Jak sama nazwa wskazuje służy do ukojenia. :) Dziecko nie może być przestymulowane, bo po prostu wariuje. Gdy powrzucamy maluchowi zabawki w jedno, zorganizowane miejsce, będzie mogło skupić się na zabawie nie będąc rozpraszanym przez wszystko dookoła. U nas kojec sprawdzał się jak mała nauczyła się samodzielnie siedzieć. W nim też bezpiecznie ćwiczyła wstawanie. Później jak zaczęła chodzić przy meblach i sprawnie raczkować, wydawało mi się, że wsadzanie jej do kojca to ograniczanie jej rozwoju. Kojec poszedł w odstawkę. Ale szybko przekonałam się, jak bardzo się myliłam. Blanka, która zawsze pięknie się bawiła, nie potrafiła skupić na niczym uwagi na dłuższy czas. Chodziła, smęciła, stękała, tam podeszła, tu podeszła i ciągle była markotna. Myślałam, że tak jej się odmienił charakter. Aż któregoś dnia, znudzona jej marudzeniem i ściąganiem wszystkiego z mebli, wsadziłam ją niby za kare do kojca, nawrzucałam zabawek, tych które wcześniej walały się po podłodze i nie wzbudzały jej zainteresowania. Spodziewałam się histerycznego płaczu, a co się okazało? Mała zaczęła się wesoło bawić i tak bawiła się przez 2 godziny. Kojec to moim zdaniem totalny niezbędnik.
Jeśli jednak wolicie nie wydawać dodatkowych pieniędzy, albo zwyczajnie nie macie miejsca na kolejny duży mebel, zachęcam Was do zaadoptowania łóżeczka na dzienne miejsce zabaw. Sprawdzają się też tutaj fantastycznie łóżka turystyczne, które można łatwo przenosić z sypialni do pokoju dziennego. Albo jeszcze jedna opcja. My będąc np. u znajomych, którzy nie mają dzieci, ustawialiśmy małej „zagrodę” z wielkich poduch kanapowych i małych poduszek. To też był taki jej plac zabaw, z którego wcale nie uciekała.

5. Kosze z zabawkami

Dziecko to też człowiek i ma prawo nudzić się zabawkami, które ogląda codziennie. Ja podzieliłam więc małej wszystkie jej zabawki na 5 „porcji”. W każdym koszu ma inne zabawki. Codziennie bawi się innymi, jest ich w koszu kilka, ale wbrew pozorom właśnie w taki sposób się jej nie nudzą. Nudziły się, jak codziennie oglądała je wszystkie, w dużej ilości. A tak, gdy skończy się dzień zabawy koszem numer 5, Blanka już zdąży stęsknić się za zabawkami z kosza numer 1.

Na zdjęciach malutka, półroczna Blanka. Oj, jak ten czas leci…

A jakie są wasze sposoby na zabawę malucha?

pasek-do-teksty

Jeśli spodobał się Wam ten wpis, pewnie chętnie przeczytacie też:
Zabawki drewniane kontra plastikowe – HITY i KITY
Matko, masz czas dla siebie? Wstydź się!
Jak wybrać krzesełko niemowlęce? Testujemy!



O autorze -



  • To duże udogodnienie jak dziecko nauczy się bawić samemu :) Na szczęście my nie mieliśmy z tym problemu.

    • Jak dziecko umie się bawić to już połowa sukcesu. Ile to ułatwia i daje czasu na ogarnięcie domu, czy własnych spraw…:)

  • U nas doskonale sprawdzał się kojec – mnóstwo zabawek w jednym miejscu, bez możliwości wyjścia. Zawsze dodatkowo coś na nim wieszaliśmy albo pies podchodził, żeby dziecko trochę zabawić. Kojec to jest to :)

    • Nasz zlikwidowaliśmy dopiero teraz, jak mała ma już 1,5 roku. A z takim małym pełzającym, albo biegającym głupolem to nie wyobrażam sobie inaczej funkcjonować. 😀

  • choć nie mieliśmy to uważam że kojec to fajna sprawa . A pałąk nad łóżeczkiem spisywał się świetnie!

    • Kojce są super. Ja sama bawiłam się w kojcu w dzieciństwie i za namowa mamy kupiłam tez Blance i bardzo nam się sprawdza do dziś.

  • Ja to chyba mam jakieś dziwne dziecko. Ma mnóstwo fantastycznych zabawek, a bawić nimi się nie chce. mata, leżaczek bujaczka były dobre na chwilę. Gdybyśmy mieli krzesełko do zabawy lub kojec to pewnie dałby się cały dzień, żeby go wyjąć. Z porcjowaniem zabawek to fajny pomysł. U nas sprawdzał się przez dłuższy czas…

    • To może kwestia charakteru… Chociaż mamy wśród znajomych taką dziewczynkę, która jest tylko miesiąc młodsza od Blanki i też nie chce się bawić sama. Tylko ona miała matę dopiero w wieku, jak nasza mała już się matą znudziła, więc może to już było za późno, sama nie wiem. Nie trać nadziei i próbuj. 😉 Może najpierw uda się na 10 minut, potem na 15 i tak uzyskasz chociaż pół godziny zabawy dla dziecka i czasu dla siebie. 😉

  • F.

    U nas zaden lezaczek czy krzeselko nie zda egzaminu. I na chwile obecna nasz polroczniak najbardziej lubi grac na gitarze :) kladziemy go na poduszkach przy gryfie i tak sobie brzdaka :)

    • To też jakieś niezłe rozwiązanie, skoro lubi muzykę, pewnie naśladuje rodziców. :) Ale nigdy nie wiadomo, czy zda rezultat, czy nie, póki się nie spróbuje. 😉

  • Moja miała matę, gdy była malutka i mogła tam pół dnia się bawić. Gdy zaczęła się czołgać, mata stała się dla niej za mała i za nudna. Ciekawsze było wszystko poza matą :) Teraz ma taką dużą kolorową matę, na pół pokoju i tam pełno zabawek. Ale sama to niezbyt długo potrafi się bawić. Kojec też mamy, ale to bardziej do spania tam przez dzień albo jak chcę coś zrobić, to ją tam wsadzam na chwilę.

    • No z dzieckiem wszystko zmienia się jak w kalejdoskopie. Najpierw kojec może być tylko dla bezpieczeństwa i do drzemek, a później jako super miejsce na wyciszenie i zabawę. :)

  • Też chowamy niektóre zabawki :) Po paru dniach są dla dziecka niczym nowe, nowe do odkrycia :)

    • To najlepsza metoda. Moja czasami wydaje aż okrzyk zachwytu jak nie widzi jakiejś zabawki ze dwa tygodnie. 😀

  • Moje dziecko nigdy nie bawiło się samo, na rzęsach stawałam, ale nigdy się to nie udało;)

  • Nie zawsze te magiczne zabawki sprawiają, że dziecko samo się bawi. Posiadanie High need baby świetnie mi pokazało, że bez mamy nie ma zabawy:)

    • Z pewnością istnieją przypadki, których nie da się "przystosować" do robienia czegokolwiek bez mamy. Ja jednak, sama mam dziecko, które jest wymagające i widzę, że jak nie ustępuję od razu, to ona zaczyna sama sobą się zajmować. Nie reaguję na każde stęknięcie… Mam takie koleżanki, które uważały że z ich dziećmi nic nie da się zrobić, że tylko mama i mama, a po wprowadzeniu paru zmian, udało się. To też czasami tkwi w nas, mamach…

    • Co innego stęki i jęki, na które nie reaguję do momentu kiedy nie przerodzą się w jednostajny ryk, a niestety co innego wspinające się na Ciebie dziecko. My już niestety jesteśmy na takim etapie, że jak nie zareaguję to Mała Zet sama do mnie przyjdzie i zacznie z ogromnym wyciem syreny wchodzić na mnie, a to grozi upadkiem …

    • No to współczuję, ale nie trać nadziei. Nie wiem, jak jest u Was, ale moja Blanka potrafi zmienić się w przeciągu kilku dni, więc może jeszcze nic straconego. 😉

  • Moje dziecię matę edukacyjną miało w nosie:) U nas sprawdziły się grające i śpiewające zabawki- jak Młoda była malutka.

    • Różne są maty edukacyjne, takie z samymi zawieszkami mogą być nudne rzeczywiście. U nas była taka co grała i miała lusterko, w którym mała uwielbiała się przeglądać. Znajomi z kolei mieli taką z mnóstwem światełek. Też fajna. Ale widziałam sporo nudnych, pastelowych mat. Niemowlak nawet nie widzi takich delikatnych barw i się podejrzewam okropnie nudzi, a mata jest tylko dekoracją. 😀

  • Anonimowy

    U mnie takie gadżety w sumie leżą niewykorzystywane… Blanka uwielbia po prostu żeby z nią być, a nie jakies produkty.. Co czasem jest uciążliwe, no ale co zrobić ;D. Tak jak inne dziewczyny pisza – bez mamy nie ma zabawy ;))) Ja poznajdywałam kilka zabaw tutaj http://symnatalprobaby.pl/niemowle/143-mamo-tato-pobaw-sie-ze-mna-zabawy-z-dzieckiem.html ale i tak najbardziej sprawdzają się takie chyba wymyślane na bieżąco ;))

    • Różne są dzieci. Znam jednak wiele przypadków, gdzie mamy miały na samym początku własną potrzebę by ciągle byc przy maluchu, a po killku miesiącach robiło się to uciążliwe, ale już nie było odwrotu. Myślę, że jak nauczy się dziecko wystarczająco wcześnie samodzielnej zabawy, to tylko wychodzi na korzyść, dla mamy i dla dziecka. Najczęściej, to jest możliwe, choć z pewnością zdarzają się wyjątki.

  • Beata

    Nie planowałam zakupu specjalnego ani maty, ani bujaczka, lecz miałam okazję kupić za małe pieniądze więc już leżą w wyprawkowym „kącie”. Teraz leżaczek wypożyczyłam dla bratanka, który jest przeszczęśliwy gdy się go tam położy, a bratowa ma trochę czasu dla siebie, więc mam nadzieję, że u mnie zda egzamin.
    Zastanawiam się nad zakupem kojca typu łóżko turystyczne lub takiego które robi jako ogrodzenie by moje dziecie niespodziewanie nie ewakuowało się np.
    na taras

    • Kojec bardzo polecam. Nasz zlikwidowaliśmy kilka dni temu, a mała ma już 1,5 roku. To ogromne ułatwienie w codziennym funkcjonowaniu z podrastającym niemowlakiem, którego już trudno upilnować. :)

Wszystkie zdjęcia i treści na blogu są moją własnością. Nie wyrażam zgody na ich kopiowanie bez mojej wiedzy. Copyright © 2017 Chichotkitrzpiotki.pl